Uwaga!

odcinek 7999

Uwaga!

Drobna stłuczka, niesłuszne oskarżenie i zrujnowane życie. Dlaczego sąd skazał ofiarę wypadku drogowego?

Niegroźna kolizja drogowa rujnuje życie poszkodowanemu. Dlaczego sąd skazał ofiarę wypadku drogowego?

W Sądzie Rejonowym w Tarnowskich Górach trwa proces, w którym poszkodowany w wypadku został skazany wyrokiem nakazowym za wyłudzenie pieniędzy od ubezpieczyciela.

Mimo że kolizja była tak naprawdę drobną stłuczką, a szkody wyceniono zaledwie na 5 tysięcy złotych, nasz bohater, będąc skazanym w procesie karnym, może stracić pracę w zawodzie nauczyciela.

Kolizja drogowa, której sprawca przyznał się do winy

9 kwietnia 2024 roku, jadąc do pracy, pan Marcin uczestniczył w kolizji drogowej. Kierowca drugiego pojazdu – oślepiony słońcem – zjechał na przeciwległy pas ruchu, doprowadzając do wypadku. Sprawca przyznał się do winy.

- Widząc, że ten samochód jedzie wprost na czołówkę, zacząłem uciekać, ale on w ostatniej chwili zorientował się, co się dzieje i dzięki jego reakcji, nie doszło do czołowego zderzenia, tylko uderzyliśmy bokami – opowiada Marcin Langren.

- Włączałem trzeci bieg, słońce mnie oślepiło i przekroczyłem oś jezdni – przyznaje drugi uczestnik kolizji.

Uczestnicy kolizji nie znali się przed wypadkiem. Wydawało się, że uzyskanie odszkodowania od ubezpieczyciela sprawcy będzie oczywistym następstwem zdarzenia. Tymczasem, ku zaskoczeniu kierowców, policja na wniosek ubezpieczyciela wszczęła śledztwo w związku z wyłudzeniem odszkodowania.

Poszkodowany został wezwany na policję

- Poczułem się jak przestępca, kiedy zostałem zaproszony na komisariat jako osoba oskarżona. Zrobiono mi zdjęcie, pobrano odciski palców, pobrano DNA, sprawdzali, czy mam jakieś znaki szczególne. To dla mnie było bardzo trudne przeżycie – przyznaje pan Marcin.

Koszt naprawy wyniósł pięć tysięcy złotych. Pan Marcin zapłacił za naprawę z własnej kieszeni. Tymczasem sprawa rzekomego wyłudzenia znalazła finał w sądzie, a kierowcy, w trybie nakazowym, zostali skazani na karę ograniczenia wolności polegającą na wykonywaniu prac społecznych. Ponieważ skazani nie zgodzili się z rozstrzygnięciem, ich sprawa skierowana została do rozpoznania na rozprawie.

- Nigdy nie miałem zatargów z prawem. W sądzie byłem raz jako osoba poszkodowana, bo skradziono nam z piwnicy rower – zapewnia pan Marcin.

- Zostałem wkręcony w sytuację, której z ofiary stałem się przestępcą – denerwuje się mężczyzna.

- Od razu przyznałem się, że to moja wina i zupełnie nie rozumiem, dlaczego ktoś powołuje się na moje szkody, skoro ja z własnych środków je pokrywam – mówi drugi uczestnik kolizji.

Wyrok uniemożliwia pracę nauczyciela

Pan Marcin jest cenionym muzykiem cieszącej się renomą orkiestry filharmonii w Częstochowie. Od wielu lat pracuje także jako pedagog w zespole szkół muzycznych. Wyrok w sprawie karnej będzie oznaczał dla niego pożegnanie się z zawodem, gdyż zgodnie z przepisami Karty Nauczyciela w przypadku skazania nauczyciela za przestępstwo umyślne, stosunek pracy takiego nauczyciela wygasa z mocy prawa.

- Zostałem skazany na rok prac społecznych w wymiarze 30 godzin miesięcznie plus do tego jeszcze była kara grzywny – mówi pan Marcin.

Przedstawiciele towarzystwa ubezpieczeniowego odmówili spotkania przed kamerą. W korespondencji wystosowanej przez przedstawicieli ubezpieczyciela poinformowano nas jednak, że decyzja o odmowie wypłaty odszkodowania wynikała z wątpliwości co do odmiennego charakteru szkód powstałych w obu pojazdach.

- Ja ze swojej strony dopełniłem wszelkich starań. Wszystko, co mogłem zrobić, przedstawiłem firmie ubezpieczeniowej, pełną gamę zdjęć, na każdą korespondencję odpowiadałem w sposób jak najrzetelniejszy i niczego nie ukrywając – podkreśla pan Marcin.

Opinie biegłych sądowych

Sąd, orzekając w sprawie, posiłkował się dwoma opiniami powołanych biegłych. Jednak wnioski zawarte w opiniach pozostawiają wiele do życzenia, gdyż brakuje w nich odpowiednich pomiarów uszkodzeń pojazdów oraz przedstawienia prawidłowej sylwetki samochodu. Ponadto wskazane zostały uszkodzenia, które nie znajdują potwierdzenia w dokumentacji fotograficznej ani kosztorysie. Natomiast w opinii uzupełniającej wskazane są trzy różne modele pojazdów, mimo że w zdarzeniu brały udział tylko dwa samochody.

Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, o odniesienie się do opinii biegłego oraz ocenę przebiegu kolizji poprosiliśmy niezależnego eksperta.

- Mam tu przyrząd, który służy do sprawdzenia wysokości uszkodzeń, które ujawniono na pojazdach po kontakcie. Bez przeprowadzania takiego badania ocena to wróżenie – mówi Marcin Średziński, rzeczoznawca, biegły sądowy. I dodaje: - Kolejna rzecz, na którą należy zwrócić uwagę, to że zderzenie dwóch pojazdów w ruchu jest to zdarzenie dynamiczne, a nie statyczne. Pojazdy zmieniają swoje położenie względem drugiego

pojazdu podczas jazdy. Jeśli poruszam autem, to mamy kilka centymetrów różnicy. Jeśli na jednym samochodzie mamy kilka centymetrów, na drugim również mamy kilka centymetrów, to nam daje sumarycznie około dziesięciu, a nawet po dziesięć centymetrów.

- Porównywanie uszkodzeń na jednym i drugim pojeździe co do centymetra, według mnie, mija się z celem – podkreśla Marcin Średziński.

- Zrobię wszystko, co w mojej mocy i mocy naszej kancelarii, aby sąd miał możliwość wydać jedyny sprawiedliwy wyrok w tej sprawie – mówi adwokat dr Paulina Witczak-Bruś.

Niestety, pan Marcin wciąż ponosi koszty.

- Na dzisiaj wydaliśmy 35 tys. zł - podlicza i dodaje: - Najbardziej przykre jest to, że ciągnie się to od dwóch lat.