Tragiczny finał historii pełnej przemocy, strachu i sygnałów ostrzegawczych
Tragedia w Raszynie. Bogusław G., były zawodowy pilot, zastrzelił matkę swoich dzieci.
30 kwietnia po godzinie 16 na policję zadzwonił 11-letni chłopiec, którego mamę chwilę wcześniej zabił jego własny ojciec. Zamordowana kobieta miała 45 lat, była Wietnamką. Wraz z mężem, Polakiem, 67-letnim Bogusławem G., przyjechała kilka lat temu do Polski.
Bogusław G., po zamordowaniu matki swoich dzieci, wsiadł do samochodu i pojechał do Prażmowa, gdzie na pobliskim cmentarzu najprawdopodobniej strzelił do siebie.
O ostatnim dniu mężczyzny opowiedziała nam jego znajoma.
- Mówił, że o 13-14 jedzie do dzieci. Zadzwoniłam do niego później, ale miał wyłączony telefon, więc napisałam – mówi nasza rozmówczyni. I dodaje: - Odpisał, że byłam dla niego ogromnym wsparciem, że byłam dla niego jak siostra. Następny SMS był już takim pożegnaniem. Zadzwoniłam do niego, ale nie chciał mi powiedzieć, gdzie jest. To już była chyba 18.30, wiedziałam, że jest źle.
Kim była zamordowana 45-latka?
Zamordowana Wietnamka używała polskiego imienia Anna. Z Bogusławem G. miała dwójkę dzieci, które urodziły się jeszcze, kiedy para mieszkała w Wietnamie.
Pani Anna w każdą sobotę handlowała na targowisku w Piastowie.
- Sprzedawała sajgonki, które sama produkowała – opowiada pan Robert, znajomy kobiety.
O Bogusławie G., który zastrzelił byłą żonę, niewiele wiadomo. Ze strzępków informacji udało nam się jednak ułożyć spójny obraz. Mężczyzna był zawodowym pilotem linii pasażerskich, od lat mieszkał za granicą, sporadycznie wracając do Polski.
- Część życia spędził w Francji, później mieszkał w Azji. Z Anną poznali się w Wietnamie około 18 lat temu – opowiada znajoma mężczyzny.
- Anna pokazywała mi zdjęcia sprzed kilkunastu lat. Kiedyś uczestniczyła w Wietnamie w wyborach miss. Była bardzo piękną kobietą – mówi pan Robert.
- Wzięli ślub, urodziło im się dziecko. Mieli apartament z basenem na dole i dwie opiekunki do dzieci. Przyjechali do Polski, jak on miał 61 lat. Zostało mu już niewiele oszczędności, bo tam żyli na wysokim poziomie – opowiada znajoma mężczyzny.
- Przyjechali do Polski, bo on miał jakiś problem z nogą i nie mógł już latać. Powiedział mi też, że chyba ma depresję – dodaje nasza rozmówczyni.
Jak dowiedzieliśmy się od znajomej Bogusława G., w małżeństwie mężczyzny już wówczas nie działo się najlepiej. Jednak sąsiedzi wspominają Annę i jej męża jako zwyczajną parę.
- Nigdy nic tu się nie działo, tu nigdy nie było policji – usłyszeliśmy.
Bogusław G. stracił pozwolenie na broń
Po zabójstwie policja przeszukała mieszkanie Bogusława G. Klucze do lokalu miała jego znajoma.
- Panował tam straszny bałagan, to było chyba zbieractwo. Leżało tam też dużo pustych łusek. Wiem, że on jeździł gdzieś na strzelnicę pod Warszawę – słyszymy od znajomej mężczyzny.
Bogusław G. jakiś czas temu stracił pozwolenie na broń.
- W tej rodzinie była założona Niebieska Karta. Z tego, co wiemy, w 2022 roku były tam cztery interwencje. To było podstawą m.in. do skazania zmarłego – mówi Marta Banaszak z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. I dodaje: - Wyrok sądu pierwszej instancji dotyczył znęcania się nad całą rodziną, czyli żoną oraz synem i córką. Natomiast w wyniku złożonej apelacji sąd odwoławczy zmienił ten wyrok w ten sposób, że utrzymał skazanie co do żony i syna, natomiast uchylił je w zakresie córki.
- Pozwolenie na broń zostało mu odebrane z momentem wydania wyroku skazującego. Rzeczywiście fizycznie odebrano mu broń, na którą miał pozwolenie. Ale, jak już wiemy, najwyraźniej musiała też istnieć w posiadaniu sprawcy inna broń – mówi prokurator Marta Banaszak.
Po wyroku za znęcanie się nad rodziną - i po rozwodzie - były mąż pani Anny nadal odwiedzał ich wspólne dzieci.
- Kilka miesięcy temu przyjechała z pobitym okiem. Była w przeciwsłonecznych okularach, ale kątem oka zauważyłem, że to oko jest pobite. Powiedziała, że to eksmąż – opowiada znajomy kobiety.
Jakie mogły być motywy działania Bogusława G.?
- Na to pytanie nie mamy jeszcze odpowiedzi. Myślę, że musimy poczekać m.in. na wyniki uzyskanych informacji telekomunikacyjnych – mówi prokurator Marta Banaszak.