13-letnia Wiktoria nie żyje. „Związek ze śmiercią ma 14-latek”
Kiedy 13-letnia Wiktora zaginęła, ruszyły poszukiwania. Niestety, dziewczynę znaleziono martwą w lesie. Do brzozy przyczepiony był sznur. Po ponad roku od tragedii zatrzymany i umieszczony w schronisku dla nieletnich został 14-letni kolega Wiktorii.
Wiktoria miała zaledwie 13 lat, a jej tragiczna śmierć była dla całej rodziny niewyobrażalnym wstrząsem. Choć od utraty jedynej córki minął już ponad rok, emocje rodziców wciąż nie pozwalają im na powrót do normalności.
- Pięć miesięcy nie mogłam się pozbierać. Potem jeździłam do psychologa, pomogły mi leki, ale nadal nie mogę spać po nocach – przyznaje pani Katarzyna, matka Wiktorii.
- Wiktoria zawsze miała uśmiech na buzi. Jedynie jak ją coś bolało, to była smutna, a tak cały czas się śmiała – wspomina pan Adam, ojciec dziewczynki.
To, co się wydarzyło, było wstrząsem dla mieszkańców niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce.
Śmierć 13-letniej Wiktorii z Wielkopolski
3 marca zeszłego roku 13-letnia Wiktoria wyszła późnym popołudniem z domu na spotkanie ze znajomym. Gdy do wieczora nie wróciła, zaniepokojeni rodzice wszczęli alarm. Po kilku godzinach poszukiwań prowadzonych przez rodzinę i sąsiadów, Wiktorię znaleziono martwą w pobliskim lesie.
- Leżała przywiązana jak pies do drzewa. Ona nie była powieszona, tylko leżała – podkreśla zrozpaczona matka Wiktorii.
- Według naszych informacji, w momencie znalezienia Wiktorii miejsce tragedii już na pierwszy rzut oka wyglądało dziwnie, jak na samobójstwo. Ciało dziewczynki nie było powieszone, lecz leżało na ziemi. Pętla była bardzo luźno owinięta wokół szyi, a z drugiej strony sznur był przyczepiony do niezwykle cienkiej brzozy. Mimo to, według relacji świadków, obecny na miejscu prokurator stwierdził, że to prawdopodobnie Wiktoria targnęła się na własne życie – mówi reporter Uwagi! Tomasz Patora.
- Ja w to nie wierzyłam. Jak tylko usłyszałam, że córka nie żyje, to tam na miejscu krzyknęłam na głos, że córka tego nie zrobiła, że to wina… Powiedziałam nazwisko, że to ta rodzina - przywołuje matka Wiktorii.
- Tego dnia Wika była bardzo szczęśliwa, bo mama założyła jej konto, mogła sama płacić blikiem. Poszła do sklepu, kupiła sobie kolczyki, pierścionki – opowiada pan Adam.
- Nie wierzę w to, że ona sama to zrobiła. Miała za silny charakter. Nie zrobiłaby tego. A jakby zrobiła, to by napisała list i pożegnała się – podkreśla ojciec dziewczynki.
Zwrot w sprawie śmierci 13-latki
- Pojawiły się wątpliwości co do powodów, dla których ta dziewczynka mogła chcieć popełnić samobójstwo. Takich powodów nie było. To było bardzo dziwne. Kiedy nabraliśmy podejrzeń, że możemy mieć tutaj do czynienia z zabójstwem i próbą ukrycia tego faktu poprzez upozorowanie samobójstwa, zawiadomiliśmy Prokuraturę Okręgową w Poznaniu – mówi Andrzej Borowiak, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.
- Potem była sekcja zwłok. Podczas niej zaczęły się wątpliwości. Biegła stwierdziła, że nie wyklucza udziału osób trzecich w mechanizmie śmierci tego dziecka – mówi Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. I dodaje: - Związek ze śmiercią tej dziewczynki, jak się okazuje, ma 14-latek, dzisiaj 15-letni chłopiec, który w tej chwili przebywa, zgodnie z decyzją sądu rodzinnego, w schronisku dla nieletnich, w związku z tym, że może odpowiadać za zabójstwo tej dziewczynki.
14-letni Aleksander S. to mieszkaniec tej samej wsi. Wiktoria kolegowała się z nim i jego nieco starszym bratem. Po 15 miesiącach od tragedii śledczy uznali, że nie ma wątpliwości, iż to nastolatek spotkał się feralnego dnia z Wiktorią, udusił ją, a potem upozorował samobójstwo dziewczynki.
- Zwabił Wiktorię najprawdopodobniej pod pretekstem pokazania jej nowego e-papierosa. Jak wyglądało dokładnie spotkanie nastolatków, nie wiemy, bo chłopak na ten temat milczy. Policjanci przypuszczają, że powodem sprzeczki, a w konsekwencji zabójstwa, mogła być odtrącona miłość. Jedno jest pewne – na pętli, którą Wiktoria miała na szyi, znaleziono DNA Olka – mówi reporter Uwagi! Tomasz Patora.
Rodzina Wiktorii czuła się wyśmiewana
- Przed tym wszystkim, co się stało, ja ich [rodziny 14-latka red.] nie widziałam często. A po tragedii prawie codziennie. Gdzieś w sklepach czy gdziekolwiek i śmiali się z tego – mówi matka Wiktorii.
- W twarz się śmiali, najbardziej ci młodzi – oburza się ojciec Wiktorii.
Dlaczego Aleksander S. miał, jak podaje prokuratura, dopuścić się zabójstwa? Rodzice Wiktorii też uważają, że mogło pójść o nieodwzajemnione uczucie.
- Kiedyś córka powiedziała, że on coś tam do niej miał, ale ona mu wytłumaczyła, że nie chce mieć nic wspólnego w taki sposób, żeby został tylko jako przyjaciel, nic więcej – opowiada matka Wiktorii.
- To nie jest koniec sprawy. Sąd musi ocenić, czy 14-latek ma związek z tą śmiercią i czy rzeczywiście będzie odpowiadał za czyn kwalifikowany jako zabójstwo. Być może jakieś dodatkowe elementy tej sprawy jeszcze się ujawnią, ale na ten moment nie ma informacji, danych, które by wskazywały, że w tym zdarzeniu oprócz tego chłopca brały udział jeszcze jakieś inne osoby, w tym osoby pełnoletnie – mówi prokurator Łukasz Wawrzyniak.
Wiele wskazuje na to, że kiedy śledczy szukali dowodów, czy doszło do zbrodni, rodzina S. utrudniała im pracę. Według naszych informacji, policjanci, podejrzewając, że w rozwiązaniu zagadki mogą pomóc telefony braci S., zapukali do drzwi ich mieszkania i zażądali wydania komórek. Matka miała wydać wówczas inne telefony.
- Rzeczywiście miała miejsce taka sytuacja. Bardzo długo poszukiwaliśmy właściwego telefonu należącego do nastolatka. Niestety, ten telefon już bezpowrotnie został zniszczony. Taką informację mamy i w związku z tym będziemy rozstrzygać, czy tutaj też nie doszło do czynu zabronionego w postaci utrudnienia postępowania – mówi prokurator Łukasz Wawrzyniak.
Po zatrzymaniu Olka reszta rodziny S. stara się już nie rzucać w oczy. Rano wyjeżdżają do pracy, wieczorem siedzą w mieszkaniu. Z rzadka robią zakupy w wiejskim sklepie. Kiedy ich spotkaliśmy, nie chcieli rozmawiać.