Żyli spokojnie i nagle stracili poczucie bezpieczeństwa. "Pojawili się tu agresywni ludzie"
- Pojawili się tu ludzie pod wpływem alkoholu i jakichś środków. Są agresywni, boimy się - mówią nasi rozmówcy, którzy z dnia na dzień stracili poczucie bezpieczeństwa. Stało się tak, jak przekonują, po otwarciu przychodni dla ludzi uzależnionych od narkotyków.
- Szedłem chodnikiem, mijałem klinikę Volta-Med, usłyszałem krzyki: „Policja! Złodziej! Łapać złodzieja!”. Zobaczyłem dwóch mężczyzn. Szarpali się. Jeden z nich, bardziej zakrwawiony, ledwo trzymał się na nogach. Chwyciłem domniemanego złodzieja i mówię: „Zatrzymuję pana do przyjazdu policji”. Zaczął się tłumaczyć, że on wcale nie jest złodziejem, że chciał kupić tylko metadon i pójść do bankomatu. W międzyczasie przyjechała karetka, opatrzyła tego bardziej poszkodowanego. Ten, który twierdził, że chciał kupić metadon, po przyjeździe policji, okazało się, że ma gaz łzawiący pałkę teleskopową i nóż – opowiada pan Karol.
Co się dzieje na warszawskich Sielcach?
Mieszkańcy warszawskich Sielc zaczęli skarżyć się na niebezpieczne, ich zdaniem, incydenty.
- W zeszłą środę ganialiśmy człowieka, który nabuzowany, naładowany, wymachiwał rękami, wyzywał wszystkich dookoła, był agresywny, pluł na ludzi – opowiada pan Adam.
- Tutaj było normalnie, bezpiecznie, dzieciaki same chodziły do szkoły. Człowiek nie bał się iść późnym wieczorem na spacer. A teraz to poczucie podstawowego bezpieczeństwa zniknęło – skarży się pani Barbara.
Mieszkańcy wiążą incydenty z działaniem centrum medycznego dla osób uzależnionych od substancji psychoaktywnych - między innymi od heroiny. Placówka prowadzi tam program leczenia substytucyjnego.
Co to jest i jak działa metadon?
- W terapii substytucyjnej zastępuje się narkotyk uliczny legalnym środkiem, działającym na układ nerwowy w taki sposób, żeby człowiek nie odczuwał głodu i nie odczuwał potrzeby poszukiwania narkotyku z nielegalnego źródła. Mamy dwie kluczowe, podstawowe substancje, które wykorzystujemy, mianowicie metadon i buprenorfinę - tłumaczy prof. Marcin Wojnar, ekspert w dziedzinie uzależnień.
- Metadon działa tak jak opioidy, heroina i tak dalej, tylko że nie otumania. To jest tak, jak cukrzyk dostaje insulinę, tutaj narkoman dostaje metadon. Dzięki temu narkoman może pójść do pracy, żyć i funkcjonować – mówi jeden z pacjentów pan Aleksander. I dodaje: - Gdyby tego nie było, to oni by wtedy wychodzili na ulicę i od rana do wieczora kombinowali, jak zdobyć pieniądze i by kradli.
Kiedy w lutym centrum medyczne dla osób uzależnionych rozpoczęło działalność na Mokotowie, obsługiwało około 450 pacjentów, od czerwca ma ich być maksymalnie 250.
Część z pacjentów przyjeżdża do placówki spoza Warszawy.
- Pojawiło się gro obcych osób, które ewidentnie są pod wpływem alkoholu, jakiś środków, bo widać to po nich. Te osoby są agresywne, wchodzą na klatki, załatwiają się, wstrzykują sobie różne rzeczy, zostawiają zakrwawione chusteczki, zostawiają strzykawki – mówi pan Adam.
Incydenty na warszawskim Mokotowie
Policja potwierdza, że w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosła liczba incydentów zgłaszanych przez mieszkańców.
- Zanotowaliśmy ponad 30 interwencji dotyczących m.in. zakłócenia porządku publicznego, spożywania alkoholu, zaśmiecania. Były też zgłoszenia dotyczące m.in. przestępczości narkotykowej – wymienia asp. szt. Marta Heberska z Komendy Rejonowej Policji Warszawa II.
W obawie o swoje bezpieczeństwo mieszkańcy zaczęli dokumentować zdarzenia i stworzyli stronę internetową, na której można zgłaszać incydenty.
- Notujemy co, kiedy się wydarzyło. Zdjęcia i świadków, żeby nikt nam nie mógł powiedzieć, że tutaj się nic nie dzieje – tłumaczy pan Karol.
- Trudno wyobrazić sobie gorszą lokalizację w Warszawie, dlatego że mamy tu jedno z największych zagęszczeń placówek oświatowych w Warszawie – podkreśla pan Mariusz.
- Mam dziecko, które chodzi do szkoły. Niebawem mój syn zacznie chodzić do niej sam. I ta sytuacja jest dla mnie fatalna. Po prostu już drżę o to, jak to będzie wyglądało – przyznaje pani Anna.
Metadon jest odsprzedawany?
Według naszych rozmówców w pobliżu kliniki wydawany w tej placówce metadon jest później odsprzedawany.
- Na nagraniu z monitoringu widać dwie osoby, jak wymieniają się lekami. Poszedłem do tego pana, powiedziałem, żeby odszedł, grzecznie, kulturalnie, że jak nie odejdzie, to zadzwonię na policję. No i ten pan po prostu zrobił się agresywny. Pchnął mnie, szarpnął. Przy zatrzymaniu dostałem głową w nos. Na miejsce szybko przyjechała policja. Ten pan dostał mandat w wysokości 500 zł za zakłócanie porządku publicznego – opowiada ochroniarz pan Grzegorz.
- Osoba, która naprawdę potrzebuje narkotyku, może zrobić wszystko. Może nawet wyjąć nóż i zabić człowieka, albo zrobić cokolwiek innego – dodaje mężczyzna.
Obawy mieszkańców wynikają również ze złej opinii dotyczącej tej placówki - z czasów, gdy przez osiem ostatnich lat działała na warszawskiej Pradze. W poprzednim miejscu
osoby mieszkające w okolicy placówki też skarżyli się na handel metadonem. Centrum Medyczne Volta było prowadzone w okolicy znanej z obecności dilerów narkotykowych.
- Na Kijowskiej był bałagan, ochrona nie pilnowała należycie, co się tam dzieje. Samo miejsce było takie, że sprzyjało handlowaniu – mówi jeden z pacjentów pan Aleksander.
- Pod kliniką dochodziło do handlu narkotykami i libacji alkoholowych. Byłem tam kilkanaście razy. W zasadzie za każdym razem proponowano mi sprzedaż bądź chęć zakupu metadonu – mówi Rafał Górski z Gazety Wyborczej.
Kontrola Ministerstwa Zdrowia przeprowadzona w poprzedniej lokalizacji placówki wykazała szereg nieprawidłowości. Wśród nich są innymi: przekraczanie limitu pacjentów, którzy przyjmowani byli w małym lokalu, a także odbieranie metadonu przez osoby trzecie bez wymaganego upoważnienia.
- Ilość świadczeń nadliczbowych wynikała z woli zabezpieczenia jak największej ilości osób, które potrzebują wsparcia. (…) Znacznie lepiej jest przyjąć taką osobę do programu, w którym taka osoba ma chociaż minimalną szansę utrzymać się w abstynencji od nielegalnych środków psychoaktywnych i prowadzić normalne życie – mówi Marcin Bonikowski, właściciel kliniki.
NFZ prowadzi postępowanie kontrolne
Według danych z Narodowego Funduszu Zdrowia, od 2018 do 2023 roku, czyli przez sześć kolejnych lat, NFZ finansował 100 procent nadwykonań realizowanych przez placówkę, łącznie za blisko 10 mln złotych. Natomiast w ostatnich dwóch latach - Fundusz pokrywał już tylko część nadwykonań.
- Narodowy Fundusz Zdrowia prowadzi postępowanie kontrolne. Ono cały czas trwa i wyniki tego postępowania będą kluczowe przy decyzji, co do kontynuacji umowy z tym świadczeniodawcą – mówi Łukasz Jarocki, rzecznik mazowieckiego oddziału NFZ. I dodaje: - Gwarantuję, że każdy z takich sygnałów traktujemy bardzo poważnie. Dlatego wezwaliśmy świadczeniodawcę do natychmiastowych, skutecznych działań, które miałyby na celu z jednej strony zapewnić bezpieczeństwo i ciągłość pacjentom, którzy korzystają z takiej terapii, a z drugiej strony spokój, bezpieczeństwo mieszkańców.