Uwaga!

odcinek 7987

Uwaga!

Najpierw pomógł kobiecie z wózkiem, chwilę później wagon wciągnął go na tory

17-letni Dominik pomógł kobiecie z wózkiem wyjść na peron. Gdy chciał wrócić do wagonu, drzwi przytrzasnęły mu dłoń, a pociąg ruszył. Długo trwała walka o jego życie. Dziś nastolatek jest już w domu, zgodził się z nami porozmawiać.

Tragedia 17-letniego Dominika poruszyła wiele osób. Na stacji Wola Bierwiecka, między Radomiem a Warszawą, chłopiec chciał pomóc kobiecie wyprowadzić wózek z dzieckiem z pociągu. Nie wrócił już do wagonu, bo przycięły go drzwi.

- Jechałem z mamą, wracaliśmy z Radomia. Pamiętam moment wystawiania wózka i moment przytrzaśnięcia drzwi. To straszne wspomnienie. Pamiętam, że mama, która wcisnęła hamulec bezpieczeństwa, pierwsza do mnie zeskoczyła – opowiada Dominik.

- Kierownik pociągu nie zrobił nic, jeśli chodzi o pomoc. Stał na peronie – zaznacza 17-latek.

- Najpierw próbowałam otworzyć drzwi, a potem zerwałam hamulec, ale było za późno – mówi pani Agnieszka, matka Dominika. I dodaje: - Nie było kierownika pociągu, od samego początku nie sprawdził biletów. Nie widzieliśmy go. Zobaczyłam go dopiero, jak wyszłam z pociągu i pobiegłam do syna. Nie udzielił żadnej pierwszej pomocy.

Przypadkowy świadek pomógł rannemu nastolatkowi

Na pomoc ruszył jeden z mieszkańców wsi, który mieszka przy stacji kolejowej i akurat był na dworze.

- Usłyszałem krzyk chłopaka: „Stój, stój!” i krzyk bólu. A po chwili usłyszałem krzyk kobiety. Ruszyło mnie to i poszedłem tam. Jak się okazało, to była mama chłopaka, który leżał na torowisku, podtrzymywała głowę syna – opowiada pan Jan.

- Zeskoczyłem i zobaczyłem, że chłopak z nogi ma silny krwotok. Zacząłem szukać czegoś, żeby założyć opaskę, kątem oka zauważyłem siatki na peronie. Wyciągnąłem sweterek, a pod spodem był męski szalik i z tego szalika zrobiłem opaskę zaciskową – dodaje mężczyzna.

Dominik trafił w stanie krytycznym do szpitala w Radomiu, tam został wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną.

- Gdyby nie człowiek, który zaopatrzył Dominika na miejscu, to z pewnością chłopak umarłby z powodu wykrwawienia – ocenia dr n. med. Katarzyna Karczewska, kierownik oddziału anestezjologii i intensywnej terapii Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu.

- Chłopiec u nas natychmiast został przewieziony na blok operacyjny. Operacja trwała około 8 godzin. Brali w niej udział ortopedzi i chirurdzy naczyniowi. Wszyscy próbowali

jak najszybciej i jak najlepiej zaopatrzyć Dominika – dodaje dr n. med. Katarzyna Karczewska.

Walka o życie chłopca toczy się później przez kilka tygodni w Wojskowym Instytucie Medycznym przy ulicy Szaserów w Warszawie.

- Był to rozległy, ekstremalny uraz zmiażdżeniowy, gdzie doszło do uszkodzenia wielu tkanek, kości, mięśni, naczyń. Przy takich urazach mamy do czynienia z długim gojeniem się ran i dużym ryzykiem powikłań septycznych – mówi dr hab. Agnieszka Surowiecka z kliniki chirurgii plastycznej WIM w Warszawie.

- Każdy dzień to była jedna wielka niewiadoma czy syn przeżyje. A jeśli przeżyje, to czy wróci do sprawności. Nie tylko fizycznej, ale też umysłowej. Było zagrożenie, że mógł poważnie ucierpieć mózg. Dominik przez miesiąc był w śpiączce. Była też obawa czy się wybudzi – przyznaje pan Dariusz, ojciec Dominika.

- Jak syn się wybudził, spojrzeliśmy na siebie i wiedziałem, że będzie dobrze – wspomina ojciec 17-latka.

- Uśmiechnął się, powiedzieliśmy, że go bardzo kochamy – dodaje matka Dominika.

- Pan Bóg zostawił go nam na Ziemi, wysłuchał naszych próśb – dopowiada pan Dariusz.

Dlaczego doszło do wypadku w Woli Bierwieckiej?

- Myślałem o tym wszystkim i sądzę, że to błąd ludzki. Wpłynął na to ludzki czynnik. Nieuwaga. Ta szybkość wszystkiego, przyspieszanie. Presja czasu – uważa Dominik.

Kto zawinił? Dlaczego drzwi przytrzasnęły dłoń chłopca, a pociąg odjechał razem z nim? Sprawę bada prokuratura.

- To postępowanie prowadzone jest w sprawie, co oznacza, że obecnie nikt nie usłyszał zarzutu – zaznacza Aneta Góźdź z Prokuratury Okręgowej w Radomiu. I dodaje: - Przesłuchani zostali wszyscy świadkowie. Przesłuchany został również kierownik pociągu. Zeznania tego świadka nie wnoszą nic do sprawy. Świadek zasłonił się niepamięcią, jeśli chodzi o przebieg zdarzenia.

Od wypadku nikt z Kolei Mazowieckich nie skontaktował się z rodziną Dominika.

Wsparcie dla Dominika rannego w wypadku kolejowym

Wielkie wsparcie płynęło dla Dominika z różnych stron, te materialne - czyli zbiórka pieniędzy na rehabilitację, jak i listy ze wsparciem.

- Daje mi to poczucie, że nie jestem sam, że wokół jest wielu ludzi. A samotność to jest jedna z rzeczy, której się obawiam. Ale myślę, że przy takim wsparciu mi to nie grozi – ocenia Dominik.

- Najbliższe plany to postawić Dominika w cudzysłowie "na nogi". To już nie będą jego nogi, ale chcemy go postawić. I przede wszystkim chcemy też, by kontynuował edukację – kończy pan Dariusz.