Śmierć w podkarpackim lesie. „Atakuje mnie niedźwiedź”
Ostatnie słowa pani Edyty brzmiały: "Atakuje mnie niedźwiedź". Śmierć zadana człowiekowi przez drapieżnika mocno poruszyła mieszkańców gminy Bukowsko, którzy od dawna obawiali się zwierząt podchodzących blisko ich domostw. Co zrobić, żeby nie doszło do kolejnej tragedii?
Śmiertelne ataki niedźwiedzia zdarzają się niezwykle rzadko. W Polsce znany jest przypadek sprzed niemal stu lat, a potem z 2014 roku w bieszczadzkiej Olszanicy. Tam śledczy długo mieli wątpliwości, ostatecznie jednak stwierdzili, że do śmierci mężczyzny znalezionego z ranami szarpanymi przyczynił się właśnie ten drapieżnik.
Blisko – bo na Słowacji - w ciągu ostatnich dwóch lat śmierć w konfrontacji z niedźwiedziem poniosły trzy osoby. Pomimo to tragiczny atak na 58-latkę w Płonnej kilkanaście dni temu zaszokował, choć nie wszystkich.
- Od jakiegoś czasu na tym terenie mówiło się, że może dojść do jakiegoś bardzo niebezpiecznego zdarzenia, ataku na człowieka. Było za dużo stwierdzeń obecności niedźwiedzia w bliskim sąsiedztwie osad ludzkich, na terenach mocno zaludnionych – mówi Wojciech Jankowski z nadleśnictwa Lesko.
- Zaobserwowano niedźwiedzia 500 metrów od centrum naszej miejscowości. Szedł sobie w stronę kompleksu leśnego. Ich jest tutaj za dużo - uważa Marek Bańkowski, wójt gminy Bukowsko.
- Las, w którym był wypadek, ma 3 tysiące hektarów. Są trzy matki z młodymi i samiec, w którego przypadku mamy domniemanie, że to on zamordował tę kobietę. To stanowczo za małe siedlisko dla tej grupy niedźwiedzi – ocenia wójt gminy Bukowsko.
Niedźwiedź zaatakował mężczyznę w Bieszczadach
W marcu tego roku w Bieszczadach niedźwiedź zaatakował mężczyznę, dwukrotnie gryząc go i powalając na ziemię. Stało się to około 300 metrów od domu 53-latka. Mężczyzna o własnych siłach zdołał odejść i zadzwonić po pomoc.
Po ataku zwierzę oddaliło się do lasu. Tak zwykle zachowują się te drapieżniki. Jednak w przypadku pani Edyty było inaczej.
- Moja siostra strasznie kochała las. Zbierała grzyby, jagody i poroże. Tego dnia poszli z synem właśnie szukać poroża. Znaleźli w okolicy jedną część i szukali drugiej do pary – opowiada pan Paweł, brat pani Edyty.
- Poszli do lasu i w pewnym momencie się rozdzielili. Siostra zobaczyła, jak biegnie jelonek, już bez rogów, no i zaraz zadzwoniła do syna. I Dawid mówi: „To wiesz co, mamo może wrócimy do potoku, bo tam najprościej się będzie nam spotkać i pójdziemy dalej razem” – relacjonuje pani Jolanta, siostra pani Edyty.
- Moja siostra była bardzo głośną kobietą, choć była niskiej postury, strasznie głośno rozmawiała przez telefon. Więc, jak rozmawiała z synem przez telefon, to niedźwiedź na pewno ją słyszał, więc powinien odejść. Ale kiedy rozmawiała przez telefon, nastąpił atak – podkreśla pan Paweł.
- Krzyknęła: „Dawid, niedźwiedź” – przywołuje pani Jolanta.
- On usłyszał jeszcze w tej telefonie ryk niedźwiedzia, który zbliżał się albo już wtedy uderzył siostrę. Połączenie zostało przerwane – mówi pan Paweł.
Przyrodnik o ataku niedźwiedzia w Bieszczadach
- To jest po prostu nieszczęśliwy wypadek i zbieg bardzo wielu nieszczęśliwych okoliczności – uważa Adam Wajrak, przyrodnik i dziennikarz „Gazety Wyborczej”. I dodaje: - Wczesną wiosną niedźwiedzie szukają intensywnie pokarmu. A jak wiemy, w tym czasie była bardzo zła pogoda, wiał bardzo silny wiatr. I ja z mojego doświadczenia z dzikimi zwierzętami, wiem, że w czasie silnego wiatru one nie słyszą za dobrze, nie są w stanie wyczuć człowieka i dochodzi do sytuacji, kiedy można się znaleźć bardzo blisko dzikiego zwierzęcia.
Jednak mieszkańcy okolic, w których wydarzył się atak, twierdzą, że od kilku lat niedźwiedzie podchodzą stanowczo za blisko ludzkich siedzib.
- 27 kwietnia w rzece [kilkadziesiąt metrów od przedszkola – dop. red.] zostały zauważone dwa niedźwiedzie. Była wtedy godzina 9, akurat kiedy nasza najmłodsza grupa żłobkowa ubierała się na spacer – opowiada Anna Chmura, wicedyrektor Przedszkola Niepublicznego w Zagórzu. I dodaje: - Tylko dzięki rodzicom, którzy byli bardzo czujni i zadzwonili, że w naszą stronę idzie niedźwiedź, dzieci zostały w przedszkolu.
- Za chwilę dostałam na Librusie informację, że dzieci ze szkoły podstawowej z Tarnawy Górnej trzeba odebrać, ponieważ niedźwiedź chodzi w pobliżu szkoły. Niedźwiedzie są widziane praktycznie co drugi dzień. I bardzo przykro czyta się komentarze, że czego się dziwimy, skoro wybudowaliśmy przedszkole w lesie. To, że jest dużo drzew, nie znaczy, że blisko jest las – podkreśla Anna Chmura.
- Pięć czy dziesięć lat temu niedźwiedzie były, owszem, ale były w głębi lasu, były w dalszych zakątkach Bieszczad. Widać było tropy, bo rzadko spotykało się niedźwiedzia. W tej chwili niedźwiedzie są już wszędzie – zaznacza pan Paweł.
Jak wyglądał atak niedźwiedzia na kobietę w Beskidzie Niskim?
Po tragicznym ataku pojawiły się nieprawdziwe i krzywdzące dla zmarłej kobiety informacje, wedle których miała nie zachować odpowiedniej uwagi i wejść do młodnika, co jest wykroczeniem. Tym bardziej, że niedźwiedzice z młodymi chętnie wybierają takie miejsca na schronienie.
- Domniemanie było też takie, że pani Edyta zbliżyła się w stronę młodych niedźwiadków. I matka w obronie ją zaatakowała. Ale na podstawie nagrań wykonanych na miejscu zdarzenia widać, że to był dorosły samiec – podkreśla wójt gminy Bukowsko. I dodaje: – Stwierdzenie, że pani Edyta próbowała szukać poroży w młodniku, też jest nieprawdą. Niedźwiedź, co wiadomo po śladach stwierdzonych na miejscu, zaatakował ją na otwartej przestrzeni starszego lasu. Zaatakował ją, zabił, a następnie ciągnął w stronę młodnika i w młodniku ją zostawił. Ukrył. Wieczorem wrócił na to samo miejsce, jakby szukał tego ciała.
Mieszkańcy twierdzą, że pani Edyta, podobnie jak wszyscy inni w okolicy – doskonale wiedziała, jak zachowywać się w lesie. Problem polega jednak na tym, że niedźwiedzie coraz częściej tracą naturalny lęk przed człowiekiem, bo coraz częściej wybierają się poza granicę lasu.
- Nie jesteśmy przeciwnikami dla niedźwiedzi, wilków czy innych dzikich zwierząt. Ale tych zwierząt nie było po prostu na wioskach – tłumaczy Anna Chmura.
Tragiczny wypadek wydarzył się na przedpolu Bieszczad, w Beskidzie Niskim. To właśnie w południowo-wschodniej Polsce jest najwięcej, bo aż 90 procent populacji niedźwiedzia. Szacuje się, że może to być około 200 sztuk. Ale równie dobrze - 300.
- Naocznie widać, że nie ma procedur. My uważamy, że powinna być jakaś grupa interwencyjna. Syn pani Edyty wyraźnie zgłosił, że matkę zaatakował niedźwiedź. Służby ratunkowe ruszyły bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Powinna się pojawić wtedy od razu decyzja o wysłaniu służb mundurowych z bronią – uważa wójt gminy Bukowsko.
- W Polsce nie mieliśmy do tej pory systemowej strategii zarządzania, na przykład populacją niedźwiedzia, poza Tatrzańskim Parkiem Narodowym. I przez ostatni rok pracowaliśmy nad tym z Generalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, która napisała świetny projekt. Udało się już zdobyć środki w kwocie około 16 mln zł – mówi Mikołaj Dorożała z Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
- Po pierwsze projekt polega na telemetrii, czyli stałym monitoringu określonych osobników. Bardzo istotnym elementem są też odpady. Niedźwiedzie wiedzą, że te odpady pojawiają się w stałych godzinach, że ktoś na przykład wystawia worki. Mają łatwy dostęp do pożywienia. Elementem projektu jest również kwestia dofinansowania tzw. śmietników niedźwiedziodpornych – mówi Mikołaj Dorożała.
- W ramach zmiany ustawy nastąpić ma stworzenie zespołu, grupy reagowania, która będzie się zajmowała odstraszaniem tych niedźwiedzi. Sens tego jest taki, że musimy wykorzystać wszystkie systemowe rozwiązania, żeby skutecznie zniechęcać niedźwiedzie do schodzenia do osad ludzkich – dodaje Mikołaj Dorożała.
Jak zachować się w przypadku ataku niedźwiedzia?
Niedźwiedź może zaatakować, gdy jest z młodymi lub gdy zaskoczymy go naszą obecnością. W lesie należy poruszać się szlakiem, najlepiej w grupie, dobrze mieć przy plecaku dzwonek, a przy sobie specjalny gaz na dzikie zwierzęta. Gdy widzimy niedźwiedzia z odległości, należy spokojnie wycofać się, nie wykonując gwałtownych ruchów i nie odwracając się do zwierzęcia plecami – ale także unikając kontaktu wzrokowego. Może się jednak zdarzyć, że drapieżnik i tak nas zaatakuje.
- Ludzie powinni wiedzieć, że w wypadku ataku niedźwiedzia trzeba się położyć, że trzeba zakryć głowę rękoma i odpowiednio spleść kciuki, osłonić głowę i miękkie części ciała – mówi Adam Wajrak.
A najlepiej – choć to bardzo trudne – nie ruszać się. Jest wówczas szansa, że niedźwiedź straci nami zainteresowanie. W walce z tym drapieżnikiem nie mamy najmniejszych szans.