Pijana kobieta pędząca z ogromną prędkością kontra prawidłowo jadący kierowca. Bulwersujący wyrok
Cudem uszedł z życiem po zderzeniu z pędzącym po alkoholu kierowcą, a teraz został uznany za winnego spowodowania wypadku. Takim wyrokiem sądu zaszokowany jest pan Tomasz, który był trzeźwy i jechał zgodnie z przepisami.
65-letni pan Tomasz, przedsiębiorca spod Warszawy, jechał służbowo w kierunku Krakowa. Był listopadowy wieczór, około godziny 20.
- Na tej trasie dozwolona jest prędkość do 120 km/h. Ustawiłem sobie tempomat na równe 100 kilometrów. Na wysokości Suchedniowa wyprzedzałem dwa samochody. Normalnie wyprzedzałem lewą stroną i normalnie zacząłem zjeżdżać na prawą stronę. Zobaczyłem w lusterku wstecznym, że ktoś jedzie z niesamowicie dużą prędkością. Zjechałem na prawy pas. Ten samochód chciał mnie raptem wyprzedzić na prawym pasie od prawej strony. Wjechał między mnie a barierkę, która odgradza autostradę. Odbił się od tej barierki i z pełnym impetem uderzył w przednie moje prawe koło – opowiada pan Tomasz.
- Mój samochód został zepchnięty na środek autostrady, wzdłuż barierek, które oddzielają dwa pasy ruchu – dodaje mężczyzna.
W drugim samochodzie była pijana kobieta
Panu Tomaszowi udało się wydostać ze swojego pojazdu. Połączył się z operatorem linii alarmowej 112 i poinformował o wypadku. Po chwili pobiegł w stronę auta, które w niego uderzyło i próbował pomóc znajdującej się w środku kobiecie.
- Patrzę, leży jakaś kobieta. Ma głowę tam, gdzie pasażer ma nogi, a nogi ma praktycznie przy dachu. Strasznie śmierdziało alkoholem. Wszędzie były butelki z alkoholem, jakieś puszki po piwie i butelki z wódką. Piwo było wszędzie porozlewane w tym samochodzie – relacjonuje pan Tomasz.
- Podejrzewam, że ona jechała w granicach 180 do 200 km/h – dodaje mężczyzna.
Na miejsce wypadku szybko przyjechały służby ratunkowe. Nieprzytomną kobietę zabrała karetka. Po przyjeździe do szpitala, dopiero po 2 godzinach, została pobrana jej krew. Badanie wykazało 1,67 promila alkoholu we krwi.
Pan Tomasz, choć był trzeźwy i jechał zgodnie z przepisami, został wezwany na komendę policji.
- Policjant mówi mi, że jest mu bardzo przykro, ale musi mi przedstawić zarzut, że to ja spowodowałem wypadek. Myślałem, że to żart. Biegły policyjny stwierdził, że jechałem
prawym pasem i że zmieniając pas z lewego na prawy, zajechałem drogę prawidłowo jadącemu autu. I dlatego był wypadek – przytacza pan Tomasz.
- Że nie zachowałem należytej ostrożności jadąc 100 na godzinę przy dopuszczalnej 120 i nie zachowałem ostrożności zjeżdżając na prawy pas po manewrze wyprzedzania. Co spowodowało, że zajechałem drogę, no nie wiem, jak to określić, prawidłowo jadącej 180 km/h pijanej kobiecej, no bo tak to wyglądało – oburza się nasz rozmówca.
Opinie biegłych
Z opinii powołanego przez policję biegłego wynika, że pijana kobieta, nawet gdyby jechała wolniej, zgodnie z przepisami, i tak nie mogłaby uniknąć wypadku. W tej opinii nie ma jednak ani słowa o wcześniejszym uderzeniu prowadzonego przez nią pojazdu w barierę, tuż przed zderzeniem z samochodem prowadzonym przez pana Tomasza.
- Sąd powziął wątpliwości co do tej opinii i uwzględnił też naszą opinię prywatną, która dyskwalifikowała opinię policyjną. Powołał własnego biegłego. Ten biegły sądowy, mówiąc kolokwialnie, zmiótł tę opinię policyjną. Co więcej, swoją stanowczością, bardzo rzetelną i starannym podejściem do treści swojej opinii, doprowadził do tego, że biegły policyjny na sali sądowej wycofał się z dużej części swojej opinii – mówi adw. Janusz Kaczmarek, obrońca pana Tomasza.
O uniewinnieniu przekonany był pan Tomasz. Był tego tak pewny, że nawet nie pojechał do sądu na ogłoszenie wyroku.
Tymczasem sędzia rejonowy w Skarżysku Kamiennej uznał pana Tomasza za winnego spowodowania wypadku. Postępowanie zostało umorzone na okres próby wynoszący dwa lata, a pokrzywdzona, czyli kobieta, która prowadziła po alkoholu, miała otrzymać od pana Tomasza nawiązkę w wysokości dwóch tysięcy złotych.
Wyrok jest dla pana Tomasza zaskakujący i bulwersujący, między innymi dlatego, że pijani kierowcy pozostają ogromnym problemem społecznym w Polsce. Tylko w ubiegłym roku spowodowali ponad tysiąc wypadków, w których zginęło 137 osób.
Czy kobieta, która wsiadła za kierownicę po wypiciu alkoholu, rozumie, jak wielkie stworzyła zagrożenie dla innych i dla siebie? Czy mimo uznania ją przez sąd za pokrzywdzoną nie ma w sobie poczucia winy za ten wypadek?
- On po prostu wjechał na mój pas – stwierdziła w rozmowie telefonicznej z reporterką Uwagi!
Stanowisko sądu w Kielcach
O całej sprawie zgodził się z nami porozmawiać rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach. Okazuje się, że w odrębnym postępowaniu kobieta została ukarana, ale nie za spowodowanie wypadku jedynie za jazdę po spożyciu alkoholu.
- Oczywiście mieliśmy do czynienia z kobietą prowadzącą w stanie nietrzeźwości. Wymierzono karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres próby dwóch lat. Poza tym orzeczono zakaz prowadzenia pojazdów przez cztery lata – mówi Jan Klocek, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach.
- Natomiast niezależnie od tego, w przypadku innego uczestnika ruchu, który zmieniał pas, sąd uznał, że doprowadził do zajechania drogi tejże właśnie uczestniczce ruchu, o której wcześniej wspomniałem, i doprowadził tym do wypadku drogowego, więc oboje w granicach swojego zawinienia ponieśli odpowiedzialność karną – dodaje sędzia Jan Klocek.
- Z przykrością muszę powiedzieć, że dziwne rozstrzyganie wypadków, czyli obwinianie ofiar w polskich sądach na poziomie pierwszej instancji, w ogóle mnie nie dziwi – mówi Łukasz Zboralski z BRD24.PL i Kanału Zero. I dodaje: - Spotykałem się z wieloma takimi sprawami. Sędziowie, nie wiem czy od niechcenia, czy też z braku wiedzy o prawie ruchu drogowym, wydają wyroki, w których nierzadko ludzie, którzy zostali poszkodowani, zostają uznani za winnych.
- Prawo jazdy mam w tej chwili już na pewno ze trzydzieści parę lat. Nigdy nie miałem jakichś poważniejszych zdarzeń typu mandaty, no może gdzieś zaparkowanie. Wierzyłem w sąd, a tutaj wszystko jest odwrócone do góry nogami – kwituje pan Tomasz.