Uwaga!

odcinek 7974

Uwaga!

Skatowali 45-latka w Wielkich Oczach. Matka 17-latka: „Staraliśmy się go wychować na uczciwego człowieka”

We wsi Wielkie Oczy doszło do tragedii. Dwóch 17-latków skatowało 45-latka. Mężczyzna nie przeżył. Jaki motyw mogli mieć nastolatkowie? Dlaczego zamiast być w szkole, pili alkohol i pobili starszego od siebie mężczyznę? Jak się okazuje, już wcześniej byli agresywni.

45-latek skatowany na śmierć w Wielkich Oczach

- Pamiętam dzień tragedii doskonale. Przyszło do mnie do domu dwóch młodych chłopaków – Konrad i ten z Lubaczowa. Weszli i powiedzieli: „Dawaj babka pieniądze”. Chcieli dwie stówki. A ten z Lubaczowa: „Co to dwie, stara ku…, dawaj cztery!”. To było przed tym, jak mój syn został zaatakowany - wspomina Janina Misiurska, matka zamordowanego.

W dniu tragedii, przed południem, dwaj 17-latkowie zamiast pójść do szkoły, postanowiło zrobić sobie imprezę. Szukając pieniędzy na alkohol, nastolatkowie poszli do domu 45-letniego Roberta. Po tym, jak go nie zastali, zaatakowali jego matkę. Chcieli pieniędzy, ale odeszli z niczym.

Razem ze starszym synem kobiety rekonstruujemy, co działo się później. Według mężczyzny nastolatkowie poszli do oddalonego o kilkaset metrów domu znajomej. Jest to znane w okolicy miejsce spotkań zakrapianych alkoholem.

- Ta kobieta jest popularna w naszej wiosce. Sprowadziła się tutaj kilka lat temu, wcześniej pracowała chyba w Anglii. Mój brat czasem tam do niej zachodził, razem biesiadowali, znali się dość dobrze. Prawdopodobnie pili razem alkohol - opowiada Mariusz Sopel, brat zamordowanego.

Pan Mariusz mówi, że właśnie w tym domu jego brat został pobity przez nastolatków.

„Był cały czarny. Skatowali tragicznie”

Kilkanaście minut po pobiciu na miejscu pojawiła się matka 45-latka, która została powiadomiona o tym przez policję. O tym, co tam zobaczyła, nie może zapomnieć do dziś.

- Wszystko było tam porozwalane. Jego kurtka, cała mokra, leżała na podłodze. Dotknęłam jej palcem i to była krew. To wyglądało tak, jakby oni go tam torturowali. Płuca miał przebite, żebra połamana, głowa cała napuchnięta. Widziałam go, leżał pod chałupą. Cały był czarny. Nie do poznania. Bili go, skatowali tragicznie. Jeszcze nie widziałam, żeby człowiek człowieka tak skatował – mówi pani Janina.

- Najbardziej zapadła mi w pamięć krew płynąca z ust. Nie mogę przez to spać w nocy, jak zamykam oczy, to mam ten obraz przed oczami – dodaje matka mężczyzny.

Mimo natychmiastowej pomocy lekarzy życia pobitego Roberta nie udało się uratować.

Według prokuratury za atak na mężczyznę mają odpowiadać 17-letni Kamil R. oraz Konrad J. Zatrzymano ich dwie godziny po tragedii. Obaj byli wtedy bardzo pijani. Prokuratura, bazując na opinii biegłego, uważa, że nie było to tylko pobicie, ale morderstwo.

- Na razie nie mamy odpowiedzi na pytanie, co było motywem. Odpowie na to śledztwo. Obaj podejrzani zostali przesłuchani i nie przyznali się do popełnienia zarzuconych im przestępstw - mówi prok. Agnieszka Nieckarz-Proszek z Prokuratury Rejonowej w Lubaczowie.

Sprawcy z Wielkich Oczu mieli wszystko nagrać

Zamordowany Robert był kawalerem, który mieszkał razem ze schorowaną matką. Pomagał jej w codziennym życiu.

- Robert był dla mnie oparciem, pomagał mi we wszystkim, dbał o mnie. Bardzo za nim tęsknię – mówi pani Janina, matka mężczyzny.

Według plotek krążących wśród lokalnej społeczności, nastolatkowie mieli nagrywać, jak katują mężczyznę.

- W trakcie czynności procesowych funkcjonariusze policji zabezpieczyli telefony należące do sprawców. Podczas przeglądania ich zawartości ujawniono nagrania, a także zdjęcia, które zostały wykonane w trakcie tego zdarzenia. Na nagraniu widać, w jaki sposób do tego doszło. Uderzali pokrzywdzonego pięściami, a także butem typu traper oraz kopali – potwierdza prok. Agnieszka Nieckarz-Proszek z Prokuratury Rejonowej w Lubaczowie.

- Te dowody, zdecydowały o tym, że mówimy o zbrodni zabójstwa, a nie o pobiciu – dodaje prok. Nieckarz-Proszek.

Na wniosek prokuratury obaj nastolatkowie zostali aresztowani.

Matka 17-latka: Staraliśmy się go wychować na uczciwego człowieka

Według informacji, do których dotarliśmy, jeden z nich - Kamil R. - ma mieszkać w oddalonym od wsi o 20 km w miasteczku. Mimo parokrotnych prób porozmawiania z kimś z rodziny, nikogo nie zastaliśmy pod adresem, gdzie mają mieszkać.

Jedziemy do rodziców drugiego 17-latka - Konrada J. Spotykamy jego matkę.

- Dla mnie to jest najgorsze, co może być. Jeżeli nie zostało coś udowodnione, a ludzie już mówią, że „ty to zrobiłeś”. Dlatego ja się nie wypowiadam, bo ja nie wiem, ja tam nie byłam – mówi kobieta.

- Jest mi bardzo przykro z powodu tego, co się stało, ale jedyne, co mogę powiedzieć, to, że ja pana Roberta tyle razy prosiłam, bo wiedziałam, że on kupuje alkohol małoletnim. Prosiłam go: „Robert, żebyś nigdy, jak cię mój Konrad poprosi, nie kupował tego alkoholu”. Jest mi bardzo przykro, że on… Nie wiem, w jakich okolicznościach do tego doszło i ile było w tym winy mojego syna – dodaje matka Konrada J.

- Ludzie już go ocenili, a my naprawdę staraliśmy się go wychować na uczciwego człowieka – mówi.

17-latkowie już wcześniej byli agresywni

- Obaj 17-latkowie byli wcześniej notowani, toczyły się wobec nich postępowania przed sądem dla nieletnich. Tych postępowań było kilka. Były to czyny karalne przeciwko mieniu, takie jak kradzież, zniszczenie mienia, były również bójki pobicia, naruszenia nietykalności – mówi prok. Agnieszka Nieckarz-Proszek.

- Pobicia, bójki, rozbój, kradzieże są to poważne czyny – dodaje prokuratorka.

Poprosiliśmy o rozmowę z przedstawicielem sądu rodzinnego na temat agresywnych nastolatków. Chcieliśmy zapytać, dlaczego do tej pory byli bezkarni, dlaczego nie przebywali w jednym ze specjalnych ośrodków dla nieletnich.

Rzecznik sądu, zasłaniając się dobrem małoletnich, odmówił rozmowy.

Udało nam się jednak dotrzeć do rodziny chłopca, który kilka miesięcy temu był zaatakowany przez Konrada J.

- W autobusie go pobił, jak wnuk pierwszy dzień poszedł do szkoły w Lubaczowie. Jak wracał z Lubaczowa, to ten 17-latek przyszedł pijany czy nie wiem… W głowę go bił, krew go zalała, zemdlał. Kierowca zadzwonił po policję i pogotowie – opowiada babcia zaatakowanego chłopaka.

- Nie wiem, dlaczego go pobił. Później matka przyjeżdżała, przepraszała. Ten młody też przyjechał przepraszać. Moja córka powiedziała jej wtedy: „Jeżeli panie nie weźmie go w swoje ręce, nie opanuje, to może dojść do czegoś gorszego”. Do tragedii. No i minęło pół roku i do czego to doszło? – pyta kobieta.

Według mieszkańców wsi dwaj nastolatkowie byli coraz jest bardziej agresywni.

Dlaczego kobieta, która była przy wszystkim, nie reagowała?

Poruszona brutalnością 17-latków jest siostra zamordowanego. Kobieta nie może pogodzić się z faktem, że właścicielka domu, gdzie spożywany był alkohol, nie reagowała, gdy katowany był jej brat.

- Ponoć on klękał na kolanach, błagał, aby go nie prali, natomiast oni nie przestawali. Moim zdaniem to są zwyrodnialcy, bestie, potwory. Agresja, agresja i jeszcze raz agresja - opowiada Irena Wicińska, siostra zamordowanego.

- Nie mogę zrozumieć, jak ona mogła siedzieć i na to wszystko się patrzeć? Nie wiem, ile to trwało, ale nie można tak skatować człowieka – połamań mu wszystkich żeber, złamać kręgosłup, spowodować obrzęk twarzy. To musiało trwać dłużej i w tym czasie ponoć ta kobieta to obserwowała i nie reagowała – dodaje pani Irena.

Dlaczego kobieta nie próbowała powstrzymać napaści?

- Ja nie chcę rozmawiać – mówi nam kobieta, w której domu doszło do tragedii.

- Nie mam obowiązku nic panu wyjaśniać, proszę wyjść z mojego ogródka, bo zadzwonię na policję – powiedziała do reportera Uwagi!, Macieja Dopierały, który pojawił się tam z bratem zamordowanego Roberta.

- Gdyby zareagowała w porę, to myślę, że do tej tragedii by nie doszło. Wokół jest pełno sąsiadów, mogła wyskoczyć z domu i krzyknąć o pomoc – uważa pan Mariusz, brat zamordowanego.

- Pogotowie zawiadomił świadek, który był na miejscu zdarzenia, czyli właścicielka tego domu – mówi prok. Agnieszka Nieckarz-Proszek. I dodaje: - Jej rola w tym zdarzeniu będzie weryfikowana przez śledczych i jej zachowanie również zostanie poddane ocenie.

- Nie odpuszczę tego nigdy w życiu i myślę, że sprawiedliwości się stanie zadość i że ta pani też zostanie pociągnięta do odpowiedzialności, bo nie wierzę, że ona nie mogła tego zatrzymać – mówi pan Robert, brat zamordowanego.

- Ani ojciec, ani matka nie kazali mu zabijać. Chcieli go wychować jak najlepiej. Nie wiem, gdzie popełnili błąd wychowawczy i nie mnie to oceniać – mówi pani Irena, siostra zamordowanego.

- Rozmawiałam z matką Konrada. Przepraszała mnie, błagała. Obie płakałyśmy. Mojego bratu życia już to nie zwróci, a ona musi z tym niestety żyć – dodaje pani Irena.