Co wydarzyło się w Bystrzycy Kłodzkiej? Mieszkańcy nie czują się bezpieczni
Desperacka samoobrona czy wykonany z zimną krwią samosąd? Po strzelaninie w Bystrzycy Kłodzkiej emocje wciąż nie opadają, a mieszkańcy czują się przerażeni i pozostawieni bez ochrony.
Strzelanina w Bystrzycy Kłodzkiej
- To się stało między 22:00 a 22:30. Były straszne wyzwiska, wulgaryzmy, więc ludzie po prostu bali się wyjść przed blok – opowiada kobieta, która była świadkiem strzelaniny w Bystrzycy Kłodzkiej i dodaje: - Strzały było słychać, ale myśleliśmy, że to petardy.
W strzelaninie, która wstrząsnęła Bystrzycą Kłodzką, a potem całą Polską życie stracił 26-letni Krzysztof L.
On i jego dwaj koledzy mieli wcześniej prowokować awantury na jednym z osiedli. Strzały, jak szybko się okazało, padły z broni instruktora strzelectwa, Borysa B. Na temat przebiegu tej tragedii i jej przyczyn cały czas krąży wiele sprzecznych wersji, co budzi ogromne emocje.
Prokuratura ustaliła jednak przebieg zajścia, bo jak się okazuje zarejestrowały go osiedlowe kamery.
- Grupa trzech mężczyzn pod wpływem alkoholu kręciła się po terenie Bystrzycy Kłodzkiej i zaczepiała inne osoby, awanturowali się. Wcześniej doszło zdarzenia pod jednym ze sklepów, gdzie mieli kogoś uderzyć - opowiada prok. Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.
Nic nie wskazuje na to, by zaatakowany pod sklepem z alkoholem mężczyzna od razu zgłosił sprawę na policję. Jedna z mieszkanek osiedla widziała go idącego z zakrwawioną twarzą.
Potem spod sklepu trójka agresorów przeszła na osiedlowy plac, gdzie spotkali Borysa B.
- Doszło między nimi do scysji. Ten mężczyzna [Borys. B. – przyp. red.] wrócił do domu, wziął ze sobą karabinek i z tym karabinkiem wyszedł ponownie. Doszło do ponownego spotkania z tymi osobami i ponownej sesji. [Borys B.] wyciągnął karabin, oddał jeden strzał ostrzegawczy, a następnie serię około pięciu strzałów – mówi prok. Pindera.
Po strzelaninie Borys B. oddalił się z miejsca tragedii i zadzwonił do swojego kolegi - policjanta.
Został zatrzymany na klatce schodowej, usłyszał zarzut zabójstwa. Nie przyznał się do winy. Twierdzi, że działał w samoobronie. W świetle zebranych dowodów prokuratura jednak to kwestionuje.
Bystrzyca Kłodzka. Czy to była obrona konieczna?
Dlaczego w ocenie prokuratury nie można w tej sytuacji mówić o obronie koniecznej?
- To okoliczności związane z tym, iż po pierwszej scysji [Borys B.] wrócił do domu… Jeżeli czuł się zagrożony, mógł wezwać policję. Natomiast dla mnie jest niewytłumaczalne, żeby ponownie iść na miasto w sytuacji, kiedy czuł się zagrożony. A mając przy sobie karabin, tym bardziej – ocenia prok. Mariusz Pindera.
- Biorąc pod uwagę to, jakiego rodzaju to była broń, której przecież używał na co dzień jako instruktor strzelectwa i z którą był obeznany, to fakt, że wyszedł z tą bronią w środku nocy, wskazuje na to, że działał z zamiarem bezpośrednim spowodowania zgonu – uważa prokurator.
Nasza reporterka, Magdalena Zagała, spytała, czy fakt, że mężczyzna biegł w kierunku Borysa B. nie może być podstawą do tego, że czuł się zagrożony i użył broni?
- Nie. Stawiamy zarzut, że to było w pełni świadome oddanie strzału w kierunku człowieka – podkreśla prok. Mariusz Pindera.
„Wierzymy, że Borys będzie niewinny”
Sekcja zwłok Krzysztofa L., przy którym znaleziono też kastet, wykazała, że po strzale ostrzegawczym, który oddał instruktor, kolejne były w nogi napastnika. Dwa pociski trafiły 26-latka w uda, dwa następne w brzuch i podbrzusze, a jedną ranę miał w klace piersiowej. I to ona okazała się śmiertelna.
W zabójstwo z premedytacją nie wierzą bliscy instruktora, którzy wraz z tłumem broniących go ludzi, zjawili się pod sądem, gdy zapadała decyzja o tymczasowym areszcie dla mężczyzny.
- Człowiek, który w obronie koniecznej, użył broni, ma podstawiony zarzut. Z człowieka, który jest prawy, zrobili bandytę – uważa pan Łukasz, ojciec chrzestny Borysa B.
- Z tego, co wiemy, Borys zachował się według litery prawa. (…) Uważam, że po oddaniu strzału ostrzegawczego oni nie mieli prawa do niego biec – dodaje mężczyzna. I mówi dalej: - To jest bardzo dobry człowiek, miał pozwolenie na broń, był żołnierzem. Wierzymy, że polskie prawo stanie na wysokości zadania i Borys będzie niewinny.
Na zbiórce założonej przez rodzinę na pomoc prawną dla Borysa B. jest już ponad 400 tys. złotych. Murem za nim stoi też większość mieszkańców Bystrzyca.
Podczas naszego programu na żywo ogromne emocje wywołała obecność Jakuba D., jednego z trójki agresywnych mężczyzn. Przedstawił on swoją wersję zdarzeń, która dla wielu jest niewiarygodna.
Mieszkańcy Bystrzycy Kłodzkiej nie czują się bezpieczni
Podczas programu Uwaga! na żywo wśród broniących instruktora rozgorzała burzliwa dyskusja o braku bezpieczeństwa w mieście.
- Mamy straż miejską, mamy policję. Osobiście nie widziałem wieczorem żadnego patrolu, żadnego. (…) Zadzwoniłem na 112, bo zaczynała się bójka, więc poprosiłem o pomoc. Co usłyszałem przez telefon? „Jakoś się dogadajcie” – mówił jeden z mieszkańców Bystrzycy Kłodzkiej.
Postanowiliśmy sprawdzić, jak o bezpieczeństwo mieszkańców dbają lokalne służby. Idziemy do pani burmistrz, która miastem zarządza od 20 lat i na bieżąco z nimi współpracuje.
- Możliwości są zerowe, a jesteśmy wyjątkową gminą, bo jesteśmy obszarowo więksi niż Wrocław. Miasto i 40 miejscowości. Gmina jest biedna, ale mimo tego i tak parę lat temu powołaliśmy straż miejską – mówi Renata Surma, burmistrzyni Bystrzycy Kłodzkiej.
Stan liczebny straży miejskiej w Bystrzycy Kłodzkiej jest jednak niewielki. Okazuje się, że razem z zarządzającym komendantem jest tylko czterech strażników miejskich na całe miasto i gminę.
- Przed tą tragedią codziennie były tam patrole straży miejskiej, rano i popołudniu. To, że mieszkańcy twierdzą, że nas nie widywali, jest ich subiektywną oceną – deklaruje Tomasz Erdmański, komendant straży miejskiej w Bystrzycy Kłodzkiej.
Reporterka Magdalena Zagałą zwróciła uwagę na to, że Bystrzyca ma blisko 10 000 mieszkańców, czyli jeden strażnik miejski przypada na 2500 mieszkańców. Czy to wystarczająco?
- Mamy taki stan osobowy i tak staramy się zapewnić ład i porządek w mieście – mówi Tomasz Erdmański.
Chcieliśmy porozmawiać z policją na temat bezpieczeństwa w mieście, a także zarzutów mieszkańców.
Dzień po tym, jak wysłaliśmy rzeczniczce policji zapytanie w tej sprawie, dostaliśmy informację, że przebywa na zwolnieniu lekarskim.
Odpowiedzi udzieliła nam kłodzka policja. Od początku roku na osiedlu, gdzie doszło do strzelaniny, policjanci interweniowali 32 razy, ale w innych sprawach niż chuligańskie wybryki czy bójki, bo wiele osób nie zgłasza takich niebezpiecznych sytuacji.
Policja zapewnia jednak, że z roku na rok przestępczość spada o 20 procent, a obsada komisariatu w Bystrzycy jest prawie pełna. Brakuje tylko jednego funkcjonariusza.
- Co roku słyszę tylko o likwidacji etatów i wakatów w policji – mówi burmistrzyni Renata Surma.
Renata Surma zwraca uwagę również na to, że pod tę komendę policji podlega około 24 tys. mieszkańców dwóch gmin – gminy Bystrzyca Kłodzka i gminy Międzylesie.
- Jeżeli jest jeden patrol na dwie gminy, to jeżeli coś się wydarzy w Bystrzycy Kłodzkiej i równocześnie w Międzylesiu, no to jest problem, prawda? – mówi burmistrzyni Bystrzycy Kłodzkiej.