Uwaga!

odcinek 7971

Uwaga!

Zła diagnoza lekarska przyczyną śmierci 8-letniego Oskara? Nie wiadomo, bo rodzina chłopca przez kilka lat nie mogła doczekać się opinii biegłych.

8-letni Oskar był zdrowym chłopcem, wysportowanym, zakochanym w piłce nożnej.

- Piłka była jego pasją, grał we Włókniarzu Białystok, jeszcze nie zdecydował na jakiej pozycji chciał ostatecznie grać – mówi pani Anna, matka chłopca.

- Zdobył medale, puchary, wyróżnienia. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Tato, choć pogramy”. Ale to było już tak jakby majaczenie – mówi pan Jacek, ojciec Oskara.

Pani Anna to pośredniczka w obrocie nieruchomościami, pan Jacek to strażak. Oskar nie był ich jedynym dzieckiem, ale był jedynym synem. Od śmierci chłopca minęło 4,5 roku, a rodzice wciąż nie mogą uzyskać odpowiedzi na najważniejsze dla nich pytanie: czy ich syn byłby dziś z nimi, gdyby medycy leczyli go w inny sposób?

Chłopiec zmarł na zapalenie opon mózgowych - to jedyne, co dziś w tej sprawie wiadomo.

- Oskar rano czuł się źle, wymiotował, w przychodni rodzinnej od razu pani doktor powiedziała, że ma podejrzenie, że to jest zapalenie opon mózgowych, więc od razu kazała jechać na SOR. I mąż pojechał z Oskarem na SOR – opowiada matka chłopca.

Oskar trafił do szpitala.

- Jedyną informacją, którą dostaliśmy było to, że jest to wirusowe zapalenie opon mózgowych i że leczenie potrwa około dwóch tygodni. Oskar dostawał leki przeciwgorączkowe, przeciwbólowe, kroplówki. Było widać, że jest osłabiony – opowiada pani Anna.

- Nie da się zapomnieć tego widoku, tego poczucia, że nie potrafi się mu pomóc. Mówił, że widzi czarne plamy, cierpiał straszliwie – ubolewa matka chłopca.

- O śmierci swojego syna usłyszeliśmy na korytarzu od pani doktor. Więc to w ogóle nie powinno mieć miejsca. Że w taki sposób przekazuje się rodzicom informację o śmierci ich dziecka – oburza się pani Anna.

Mimo upływającego czasu rodzina cały czas żyje tragedią.

- Jest to rozgrzebywane i nie możemy przeżyć żałoby. Chcielibyśmy wiedzieć, co się stało, chyba się to nam należy – zaznacza matka Oskara.

Śledztwo w sprawie śmierci 8-letniego Oskara

Rodzice i reprezentujący ich prawnik mieli nadzieję, że śledztwo w sprawie śmierci Oskara zakończy się szybko. Prokuratura wszczęła postępowanie w tej sprawie i uzyskała opinię biegłych lekarzy.

- Pierwotna opinia biegłych dała asumpt do tego, żeby przedstawić dwóm osobom zarzuty. I przesłuchać je w charakterze podejrzanych. Zawiniły dwie panie doktor. Nastąpił oczywisty błąd diagnostyczny. – mówi Maciej Głębicki, adwokat reprezentujący rodzinę Oskara. I dodaje: - W nauce rozróżniamy dwa rodzaje zapaleń opon mózgowych – bakteryjne i wirusowe. I tu nastąpił błąd. Leczenie poszło w nieprawidłowym kierunku.

- Wykonana morfologia sugerowała etiologię bakteryjną zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Zidentyfikowano podwyższoną leukocytozę WBC1428 – cytuje dokumenty matka zmarłego chłopca.

Błędy przy rozpoznaniu rodzaju zapalenia opon mózgowych

Sporządzona opinia nie jest korzystna dla lekarek. Wskazuje na popełnione przez nie błędy w zakresie właściwego rozpoznania rodzaju zapalenia opon mózgowych, a także na brak odpowiedniego nadzoru nad procesem leczenia.

- Dlaczego było mówione, że to jest wirusowe zapalenie opon mózgowych? Skoro wykryta została bakteria w badaniu. Chcielibyśmy znać odpowiedź na to pytanie. I tak naprawdę ten wynik badania przyszedł pierwszego dnia wieczorem – mówi matka zmarłego 8-latka.

Lekarki nigdy nie spotkały się z rodzicami Oskara i nie wytłumaczyły, co stało się podczas jego pobytu w szpitalu. Po postawieniu zarzutów złożyły wniosek o sporządzenie kolejnej opinii biegłych. Prokuratura uwzględniła ten wniosek i o taką opinię wystąpiła - blisko 2 lata temu. Opinia, która miała być sporządzona w ciągu 8 miesięcy, wciąż nie została przygotowana, a prokuratura, z tego powodu, zawiesiła postępowanie.

- Mija 4,5 roku od śmierci Oskara, a my tak naprawdę jesteśmy nigdzie. Jesteśmy dalej w zawieszeniu śledztwa i nic się nie dzieje – nie może się pogodzić pani Anna.

- To oznacza dla tych rodziców nieustanną traumę i ból – mówi adwokat Maciej Głębicki. I dodaje: - Ich ogląd sytuacji w moim przekonaniu jest taki, że czują się niepoważnie traktowani przez organy państwa, a prokuratura miała i ma instrumenty ku temu, aby dyscyplinować biegłych. W moim przekonaniu taka sytuacja, tak dużego opóźnienia, nie powinna się nigdy wydarzyć.

Mimo że w tej sprawie interweniowało Ministerstwo Sprawiedliwości i prokuratura nałożyła na biegłych kary pieniężne, opinii nadal nie ma.

Eksperci podkreślają, że w podobnej sytuacji, jak rodzice Oskara jest wiele polskich rodzin. Oczekiwanie na opinie biegłych medycznych jest często przyczyną przewlekłości

postępowań, co pogłębia cierpienie rodzin i bliskich. Być może dlatego, że wielu specjalistów nie chce być biegłymi.

- W naszych realiach niestety biegli dyktują warunki i mówią: „My możemy przyjąć tę sprawę do opiniowania, ale to potrwa pół roku, rok”. Prokuratorzy, sądy karne i cywilne zgadzają się na to, bo nie mają innego wyjścia – mówi Jolanta Budzowska, radczyni prawna zajmująca się sprawami błędów medycznych.

- Bycie biegłym nie jest intratnym zajęciem, a jednocześnie naraża daną osobę biegłego na ostracyzm środowiskowy, bo nikt nie lubi narażać się kolegom i pisać, że ktoś spowodował śmierć pacjenta – tłumaczy Jolanta Budzowska.

- Myślę, że jest z roku na rok coraz gorzej. Od wielu lat Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad zmianą systemu opiniowania przez biegłych i nie ma efektów tych prac. Jest wszystko tak jak było – dodaje prawniczka.

Dwa dni po naszej interwencji rodzice zmarłego Oskara zadzwonili do instytutu ekspertyz medycznych i usłyszeli, że opinia, na którą czekają, jest na ostatnim etapie.

Faktycznie, po tygodniu opinia została sporządzona i trafiła do prokuratury. Potwierdza ona, że popełnione zostały błędy w diagnostyce przez lekarki, którym postawiono zarzuty. Jednocześnie biegli stwierdzili, że nie można jednoznacznie ustalić, czy postępowanie medyczek miało bezpośredni wpływ na śmierć Oskara. Naszemu reporterowi udało się natomiast porozmawiać z nowo powołaną dyrektorką instytutu, w którym sporządzono tę opinię i zapytać, dlaczego trwało to tak długo.

- Instytut nie uważa, żeby opóźnienia były w jakikolwiek sposób akceptowalne, zwłaszcza w takich sprawach. Opinie, które wydaje instytut, zazwyczaj wydajemy przez około 12, nawet do 15 miesięcy – mówi dr n. med. Agnieszka Machlańska, p.o. dyrektora Instytutu Ekspertyz Medycznych w Łodzi.

- Jeżeli chodzi o tę opinię napotkaliśmy na szereg trudności niezależnych od nas. W sposób nagły zakończyła pracę u nas biegła medyk sądowa. Szukaliśmy medyka sądowego, udało nam się go znaleźć, ale nie od razu. Biegły hematolog dziecięcy miał bardzo poważne problemy zdrowotne. Znalezienie takiego hematologa dziecięcego, który mógłby opiniować w tej sprawie, niestety nie udało się i musieliśmy poczekać, aż pan profesor biegły wydobrzeje na tyle, żeby tę opinię napisać – tłumaczy dr n. med. Agnieszka Machlańska.

- Chcemy walczyć do końca, zrobić to dla Oskara i przede wszystkim dla siebie – kwituje pani Anna.

wg

Mariusz Zieliński