Uwaga!

odcinek 7970

Uwaga!

Sprawą śmierci Ewy Tylman zajmowało się już sześć składów sędziowskich, ale wciąż nie wiadomo, jak 26-latka zginęła. Jej ojciec od dziesięciu lat codziennie zadaje sobie to samo pytanie: co naprawdę stało się z jego dzieckiem?

- W moim przekonaniu on zrobił krzywdę Ewie, ale nie jest mu to udowodnione – mówi Andrzej Tylman.

O zabójstwo Ewy Tylman prokuratura oskarżyła Adama Z. Zarzucono mu zepchnięcie Ewy ze skarpy, a następnie utopienie jej w Warcie. Sąd pierwszej instancji nie znalazł na to dowodów i już trzy razy uniewinnił go od stawianych zarzutów. Sąd apelacyjny za każdym razem uchylał te wyroki - ostatnio kilka tygodni temu. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku proces po raz kolejny ruszy od początku. Już po raz czwarty.

Zaginięcie Ewy Tylman

Ewa Tylman zaginęła w nocy 23 listopada 2015 roku w Poznaniu. Wracała z firmowej imprezy integracyjnej. W drodze do domu towarzyszył jej kolega z pracy, Adam Z. Oboje byli pijani. Trasę ich przejścia zarejestrował miejski monitoring. Ostatni raz kamera uchwyciła Ewę o godzinie 3:26, gdy zaczyna uciekać przed Adamem Z.

- Na ostatnim nagraniu widać dwie postaci, bardzo niewyraźne. Jedna biegnie bardzo szybko, a druga tę osobę goni – opisuje Piotr Żytnicki z Gazety Wyborczej. I dodaje: - I według policji najpierw biegła Ewa, a za nią biegł jej kolega Adam.

Oboje znikęli z kadru na 5 minut i 20 sekund. To, co wydarzyło się w tym czasie, do dziś pozostaje zagadką. O godzinie 3:31 Adam Z. pojawia się ponownie - jest już sam, bez Ewy.

- Było ileś elementów w ciągu tej nocy, gdy można było temu zapobiec - uważa Piotr Żytnicki. I tłumaczy: - Chłopak Ewy Tylman pisał do niej, dzwonił, że może po nią przyjechać i zabrać ją do domu z tej imprezy. Koleżanka, która opuszczała potem tę imprezę, mówiła: „Ewa, podwieziemy cię do domu”. Ewa powiedziała swojemu chłopakowi, swoim koleżankom, że wróci taksówką. Potem jej telefon przestał działać. Co wydarzyło tak naprawdę, wie to Adam Z. Albo nie wie, bo nie pamięta.

Wizja lokalna po zaginięciu Ewy Tylman

Dziewięć dni po zaginięciu Ewy, policja zatrzymała mężczyznę, który z nią wracał - pod zarzutem uprowadzenia. Wszyscy wciąż wierzyli, że Ewa żyje i jest gdzieś przetrzymywana. Podczas przesłuchania Adam Z. przyznał, że doszło do wypadku, a

ciało Ewy jest w Warcie. Płakał - odnotowano to w protokole. Chwilę później uczestniczył w wizji lokalnej i odtwarzał przebieg zdarzenia.

- Wiem, że wpadła do tej wody. Zobaczyłem to i nie wiem, czy były jakieś ruchy – stwierdził wówczas mężczyzna.

Wizja lokalna musiała zostać przerwana, bo zbierający się tłum gapiów chciał zlinczować Adama Z. Na miejscu był też ojciec Ewy.

- Byłem w takim stanie, że nie wiem, co by było, gdybym do niego doszedł. Trzymało mnie trzech policjantów – wspomina pan Andrzej.

W relacji Adama Z. z wizji lokalnej śledczym coś nie pasowało. Kobieta była pijana i, jak widać na zdjęciach z monitoringu przed zdarzeniem, ledwo trzymała się na nogach. A mimo to miała bez trudu zbiec po stromych schodach, potem przebiec kilkadziesiąt metrów i wpaść do Warty, nie krzycząc i nie wołając o pomoc. Nie zgadzała się też strona mostu. Na zdjęciach widać, że wydarzenia tamtej nocy rozegrały się po jego lewej stronie, tymczasem Adam Z. utrzymywał, że po prawej. W komendzie policjanci zaczęli więc go o to dopytywać. I wtedy miał im powiedzieć, że zabił Ewę Tylman.

- Opisał bardzo szczegółowo, plastycznie, pokazując w jakiej pozycji ona leżała. Stwierdził coś, co utkwiło mi bardzo mocno w pamięci: „Jak zacząłem ją ciągnąć, zdziwiłem się, jak była ciężka”. Tego rodzaju stwierdzenia w swojej karierze słyszałem tylko i wyłącznie od osób, które przemieszczały zwłoki lub osoby bez przytomności – mówił w sądzie jeden z policjantów.

Funkcjonariusze, którym Adam Z. miał opowiedzieć o zabójstwie, nie zaprotokołowali jego słów. Spisali tylko notatkę. W procesie karnym taka notatka nie może być dowodem, więc prokuratura z policjantów zrobiła świadków. Sąd uznał jednak, że ich zeznania nie mogą być dowodem na winę oskarżonego.

- Wartość procesowa notatek sporządzonych przez policjantów i nawet przesłuchanie ich w charakterze świadków przed sądem nie jest zbyt wysoko oceniane przez sąd. Tego nie powinno się robić. Niestety policjanci robią to dość często – ubolewa Marek Dyjasz, były szef wydziału zabójstw KSP, ekspert i wykładowca Uniwersytetu WSB Merito.

- Wielokrotnie jako policjantom nam się to zemściło, bo najczęściej w ramach późniejszego przesłuchania w charakterze albo świadka, albo podejrzanego ta osoba się z tego wycofywała. Nie miało to żadnej wartości dowodowej – dodaje nasz rozmówca.

Na posiedzeniu aresztowym, dwa dni po zatrzymaniu, już w obecności adwokata, Adam Z. wycofał się ze wszystkich wcześniejszych wyjaśnień. Twierdził, że nigdy nie mówił policjantom o zabójstwie, wersję o wypadku, którą podał podczas wizji lokalnej, wymyślił pod presją funkcjonariuszy i tak naprawdę niczego nie pamięta. Nie chciał z nami rozmawiać, odesłał ich do swojego obrońcy.

- On nigdy nie złożył wyjaśnień, które mówiłyby o tym, że miało tam dojść do zabójstwa – twierdzi Piotr Jóźwiak, obrońca Adama Z.

Wartość dowodowa wyjaśnień oskarżonego z wizji lokalnej budzi wątpliwości sądu. W konsekwencji braku jednoznacznych dowodów winy - pozostają jedynie poszlaki.

Co robił Adam Z. w noc zaginięcia Ewy Tylman?

Jedną z poszlak ma być zachowanie Adama Z. tuż po ponownym pojawieniu się na monitoringu o godzinie 3:31. Wówczas zdenerwowany dzwonił do partnera, twierdząc, że się zgubił i nie wie, jak wrócić do domu. Zdaniem śledczych już wtedy zaczął konstruować linię obrony i tworzyć sobie alibi, na co mają wskazywać także SMS-y wymieniane pomiędzy nimi kilka godzin później.

- Rozmawiałem z Tobą w nocy? Mówiłem, że jestem z kimś? – pytał Adam Z.

- Nic nie pamiętasz? – padło w odpowiedzi.

- Jakbym pamiętał, to bym się nie pytał – stwierdził Z.

- Wygląda na to, że sam, ale jak dzwoniłeś do mnie o 3:31 to byłeś zdenerwowany i płaczący taki, i mówiłeś, że się zgubiłeś – padło w odpowiedzi.

- Wiem, to akurat pamiętam.

- To mamy 30 minut dziury w pamięci.

- Ja mam 2 h.

Zdenerwowany dzwonił też do siostry, prosząc o pomoc w odnalezieniu drogi do domu. Rozmawiał z nią o 3:53, kiedy dotarł na stację paliw i krążył pod tamtejszymi kamerami. Pracownice zamknęły przed nim drzwi, bo, jak zeznały w sądzie, wystraszyły się jego nerwowego zachowania.

Adam Z. odmówił poddania się badaniu wariografem w trakcie śledztwa. Wiedział, gdzie jest ciało, zanim je odnaleziono. Na trasie jego samotnego powrotu do domu znaleziono dowód osobisty Ewy. Dla sądu ten łańcuch poszlak okazał się jednak zbyt słaby, czego efektem są trzy wyroki uniewinniające od zarzutu zabójstwa. Dziś prokuratura wycofuje się z tego zarzutu i domaga się kary dla Adama Z. jedynie za nieudzielenie pomocy.

- Dowody, którymi dysponuje już sąd, bo on jest gospodarzem tej sprawy, wskazują na to, że Adam Z. nie może odpowiadać za zabójstwo, ale może odpowiadać za nieudzielenie pomocy – mówi Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Ewa Tylman wpadając do wody, jeszcze żyła

Ciało Ewy wyłowiono z Warty dopiero w lipcu 2016 roku. Stan zwłok uniemożliwił ustalenie przyczyny śmierci. Wiadomo jedynie, że kiedy znalazła się w wodzie, jeszcze oddychała.

Skąd Adam Z. już w grudniu 2015 roku wiedział, że jej ciało jest w Warcie? Czy naprawdę nie pamięta, co wydarzyło się tamtej nocy?

Rodzinie poznanie prawdy o tym jak zginęła, dałoby ukojenie, pozwoliłoby ruszyć naprzód i przejść przez żałobę. Dla nich czas zatrzymał się w dniu zaginięcia Ewy i wciąż uparcie stoi w miejscu.

- Ewa nigdy mi się nie przyśniła. Z żadnym kontekście – złym czy dobrym – mówi pan Andrzej.

Obrońcy Adama Z. rozważają skierowanie do Sądu Najwyższego skargi na orzeczenie uchylające sądu apelacyjnego, który nakazał zbadać sprawę ponownie. Dla swojego klienta domagają się uniewinnienia, także od zarzutu nieudzielenia pomocy.