Skandaliczne błędy w prywatnej klinice w Bielsku-Białej. „Konsekwencją był zgon”
Łzy, rozpacz, ból. Po śmierci pani Anny, która rodziła w jednej z bielskich klinik, dotarliśmy do kobiet, które opowiedziały o koszmarze, który przeżyły tam wcześniej.
O sprawie śmierci pani Anny z Bielska-Białej opowiedzieliśmy w Uwadze! w grudniu.
- W moim najlepszym przekonaniu ta kobieta mogła żyć. Niestety błędy, które zaistniały w procedurze medycznej, doprowadziły do tego, że konsekwencją był zgon – mówił Łukasz Zachura z Prokuratury Okręgowej Bielsko-Biała Północ.
- Nie jest dopuszczalnym ze względu na procedury medyczne, aby pacjentka po tego typu zabiegu pozostawała bez obserwacji przez lekarza ginekologa – zaznaczył wówczas prokurator.
Po miesiącach śledztwa prokuratorzy nie mają wątpliwości. Do śmierci pani Anny doszło w wyniku zaniedbań dwóch lekarzy, anestezjologa – właściciela kliniki Esculap oraz ginekologa.
Poród w prywatnej klinice
Przypomnijmy: pani Anna pod koniec maja zeszłego roku zgłosiła się z partnerem do prywatnej kliniki Esculap w Bielsku-Białej na umówiony zabieg cesarskiego cięcia. Na świat przyszedł zdrowy syn pary. Ogromna radość z narodzin trwała jednak bardzo krótko. Kobieta zmarła po kilkunastu godzinach cierpienia.
- Czas powoduje, że dzieci rosną, ale zapomnieć się nie da. To zawsze będzie ze mną – mówi dzisiaj Krzysztof Wnętrzak, partner nieżyjącej kobiety.
Okazuje się, że to niejedyna tragedia, która miała miejsce w tej placówce. W trakcie naszego śledztwa, analizującego funkcjonowanie kliniki, dotarliśmy do innych kobiet, które miały tam być skrzywdzone.
Od kilkunastu lat odczuwa ból
Pani Izabela walczy ona z niepełnosprawnością po tym jak niewłaściwie podano jej zastrzyk ze znieczuleniem podczas porodu.
- Ból, który towarzyszy mi nieustannie od 17 lat, to jest ich wina. To jest wina tego anestezjologa i całej tej kliniki. Poszłam tam zdrowa, a wyszłam chora – podkreśla nasza rozmówczyni.
- A konsekwencje tego co tam się stało będę odczuwać do śmierci – dodaje pani Izabela.
Podczas podawania zastrzyku lekarz miał popełnić błąd. Kobieta poczuła wtedy ból, tak mocny, jakby wlewano w nią wrzątek. Trwale zostały uszkodzone nerwy, przez co pani Izabela straciła władzę w lewej nodze.
- Wybrałam tę klinikę, bo chciałam być bezpieczna – ubolewa dzisiaj pani Izabela. I przywołuje tamte wydarzenia: - Po tym co się stało zawieźli mnie do pokoju, powiedzieli, że nie wolno mi wychodzić z pokoju. Żeby mnie inni nie widzieli. Przejęli się wizerunkiem firmy.
Po wszczepieniu stymulatora rdzenia kręgowego kobieta próbuje radzić sobie w życiu. Jednak lekarze ją przestrzegają, że ze względu na postępujący zanik mięśni już za kilka lat może przestać całkowicie chodzić.
Historia pani Marty
Kolejna historia, o której usłyszeliśmy, dotyczy pani Marty. W tym przypadku poród zakończył się tragicznie dla jej dziecka.
- Córka urodziła się martwa. Bo tego inaczej się nie da określić – ocenia kobieta.
Ginekolog z kliniki Esculap miał zbagatelizować złe wyniki KTG płodu i dziecko poddusiło się podczas porodu.
- Położyli mi sine dziecko na piersi, nie było oznak życia. Trwało to być może pół minuty, minutę i dopiero wtedy się zorientowali. Wzięli córkę na stół i po prostu zaczęli ją reanimować – opowiada nasza rozmówczyni.
Po trudnej reanimacji lekarzom udało się przywrócić funkcje życiowe nowonarodzonej dziewczynki.
- Była dzieckiem leżącym, nie porozumiewała się z nami, nie jadła samodzielnie, nie połykała. Wymagała opieki 24 godziny na dobę – opowiada pani Marta.
- Od kilku lat córka nie żyje. Organizm, serce nie wytrzymało tego wszystkiego – dodaje kobieta.
Obie bohaterki naszego reportażu swoje sprawy skierowały do sądów i wygrały z kliniką Esculap.
Podjęliśmy kolejną próbę rozmowy z właścicielem kliniki. Lekarz nie wyszedł do nas, żeby porozmawiać.
- Doktor jest złym człowiekiem. Samolubnym, egoistycznym, zapatrzonym w siebie. To nie jest człowiek, który powinien być lekarzem, nie ma żadnego współczucia do drugiego człowieka. Nigdy nie przeprosił – mówi pani Izabela.
- Kluczowe w tym wszystkim było to, że nikt nie sprawował kontroli nad tą placówką. Słyszy się o nadgorliwości urzędników, a tam funkcjonował szpital, który hulał sobie beztrosko. Nikt go nie kontrolował, nie sprawdzał. Dla mnie jest to nie do pomyślenia – zaznacza pan Krzysztof, którego partnerka zmarła po porodzie.
Kontrole w klinice Esculap
Placówka Esculap miała podpisany kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia. W ciągu dwóch lat jego obowiązywania otrzymała ponad 5 milionów złotych na zapewnienie właściwej, profesjonalnej opieki nad kobietami w ciąży i po porodzie.
- Umowa została rozwiązana w trybie natychmiastowym – mówi Alicja Potrawa z Narodowego Funduszu Zdrowia.
Pierwszą kontrolę w Esculapie fundusz przeprowadził jednak dopiero po zawiadomieniu prokuratury po śmierci pani Anny. Stwierdzono wtedy liczne nieprawidłowości, brakowało sprzętu, a przede wszystkim personelu. Sprawdzono 26 losowo wybranych porodów i po żadnym z nich nie było zapewnionej opieki lekarza ginekologa, mimo że polskie prawo wyraźnie tego wymaga.
- Narodowy Fundusz Zdrowia ma obecnie ponad 30 tys. umów. Nie jesteśmy w stanie skontrolować każdej placówki, bo do tego dochodzą również apteki, sprzęt medyczny – tłumaczy Alicja Potrawa.
Organizację w placówce badał również Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach. Kontrolerzy stwierdzili liczne niedociągnięcia. Po tym jak właściciel kliniki ich nie naprawił, placówka została wykreślona z listy podmiotów mogących świadczyć usługi medyczne.
- To właśnie nieprawidłowości i zaniedbania, między innymi o charakterze organizacyjnym, doprowadziły do zgonu pani Anny – zaznacza prokurator Łukasz Zachura.
- Ten tragiczny przypadek rzeczywiście był wynikiem złego funkcjonowania placówki – przyznaje Alicja Potrawa z NFZ.