Uwaga!

odcinek 7964

Uwaga!

10 lat temu odszedł ksiądz Jan Kaczkowski. "Mimo że on miał dużą wadę wzroku, to widział więcej"

Mija 10 lat od śmierci księdza Jana Kaczkowskiego, ale pamięć o duchownym wciąż jest żywa.

- Ksiądz Jan Kaczkowski pięknie umiał "zapinać zdania". Chodzi o krótkie, tak zwane cytaty Kaczkowskiego, które krążą w sieci jak szalone – mówi Małgorzata Regosz-Kaczkowska, prezes fundacji im. księdza Jana Kaczkowskiego.

- „Nie ma słabości, której nie umiem przekuć w sukces i żyć na pełnej petardzie”. To jest taki bardzo „Janowy” cytat, który właściwie prowadził go przez całe życie – wskazuje Małgorzata Regosz-Kaczkowska.

- Jan to była osoba, która mówiła zrozumiale i rozumieli go wszyscy. Czy jego intencją było mówienie do wszystkich? On po prostu mówił to, co czuł, mówił to, co jest prawdziwe, mówił to, co jest przyzwoite – zwraca uwagę prezes fundacji im. księdza Jana Kaczkowskiego.

10 rocznica śmierci księdza Jana Kaczkowskiego

Ksiądz Jan Kaczkowski zmarł 10 lat temu, w Wielkanocny Poniedziałek.

Pomysły i idee, które po sobie zostawił wciąż są żywe. Wprowadzane z powodzeniem w życie przez fundację jego imienia, którą prowadzi szwagierka księdza Jana. Jednym z najważniejszych elementów jej działalności są warsztaty dla młodzieży.

- On był celebrytą, jak to mówił: „onkocelebrytą”, bo wykorzystał swoją chorobę do robienia zasięgów i tłumaczenia ludziom swojej filozofii – mówi Małgorzata Regosz-Kaczkowska. I dodaje: - Próbujemy teraz edukacyjnie docierać z tymi treściami Jana do młodych ludzi.

Budowanie podstawowych relacji międzyludzkich to jedna z najważniejszych idei w życiu księdza Kaczkowskiego. Duchowny często powtarzał, że najlepiej budować je przy smacznym jedzeniu i wspólnym stole. Wyniósł to z rodzinnego domu, gdzie jego mama regularnie robiła obiady dla całej rodziny. Przy okazji śmierci księdza jego brat i siostra wspominają wspólne chwile.

- Nie zapomnę, jak bawiliśmy się w mszę, po prostu mszę świętą. Oczywiście on był księdzem, znał całe msze święte na pamięć. Zresztą powtarzał to też w kościele. Wszyscy odpowiadali po księdzu, a Jan mówił razem z księdzem siedząc w ławce – wspomina Magdalena Sekuła, siostra księdza.

- Jan zawsze był wrażliwy na krzywdę, szczególnie krzywdę słabszych, bardziej chorych. Mimo że on miał dużą wadę wzroku, to widział więcej. Widział przede wszystkim drugiego człowieka, tego bardziej potrzebującego – dodaje pani Magdalena.

Hospicjum stworzone przez księdza Jana Kaczkowskiego

Czując ogromną potrzebę pomocy, 17 lat temu ksiądz Jan stworzył w Pucku hospicjum. Robił wszystko, co mógł, aby zapewnić chorym i umierającym, jak najlepszą opiekę. Pełną miłości.

- Wartości, które były dla księdza bardzo ważne, czyli przede wszystkim drugi człowiek, one nadal są nam bardzo bliskie – zapewnia Alicja Makowska z Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio.

- Ksiądz Jan uważał, że powinniśmy stworzyć to, co jest możliwe w tym ostatnim etapie chorowania czy życia, to czego nawet ktoś nie miał we własnym domu. Puckie Hospicjum powinno być domem, w którym czuje się ciepło, w którym czuje się empatię, w którym się człowiek czuje się jak u siebie – dodaje Alicja Makowska.

Ksiądz Kaczkowski pomagał wychodzić na prostą

- Siedziba fundacji jest też miejscem, gdzie mamy jego pamiątki. Sutanna to jest szczególna rzecz. Brakuje czterech z dwudziestu ośmiu guzików. Trzy z tych guzików zostały przekazane jako takie amulety chłopakom z poprawczaków, którzy już radzą sobie świetnie na wolności i dostali to jako taką rzecz na szczęście – opowiada Małgorzata Regosz-Kaczkowska.

- Mam jeden z guzików, jest w sejfie na tajny kod. Jest bezcenny – podkreśla Patryk Galewski.

Ksiądz Jan pomógł bardzo wielu ludziom, ale jedną z najważniejszych dla niego osób był właśnie Patryk Galewski, którego nazywał „synkiem”. Poznali się, gdy chłopak był na dnie i zmierzał ku przepaści. Teraz Patryk aktywnie działa w fundacji imienia księdza Kaczkowskiego, realizując projekt „Paka”.

- Jan uratował mi życie. Był na początku takim głosem rozsądku, który kopał mnie w tyłek wtedy, kiedy bardzo potrzebowałem kopnięcia i przytulał wtedy, kiedy bardzo tego potrzebowałem. I dzisiaj jest podobnie. Kiedy doświadczam ciężkich momentów i mam taki zgrzyt etycznomoralny w głowie, to zastanawiam się i filtruję te wszystkie rzeczy, które przeżyłem z Janem, żeby znaleźć podobną sytuację, która pokazałaby mi, w którą stronę pójść – mówi pan Patryk.

- Czuję, że otrzymując od Jana tą relację, miłość, wsparcie, bezpieczeństwo otrzymałem też „Janowy” pierwiastek. Bo ja tę formę miłości „Janową” noszę w sobie i ona idzie dalej – dodaje nasz rozmówca.