Śmierć wikarego z Żerkowa. Co działo się za bramą parafii?
Nie żyje młody duchowny z Żerkowa. - Proboszcz upokarzał księdza Roberta na oczach wiernych - mówią parafianie. Dziś przełożony wikarego, choć oskarżony jest o psychiczne znęcanie się, jest proboszczem w innej parafii.
Krótko po śmierci księdza Roberta, pani Renata dostała anonimowy list. Parafianie opisują w nim, jak proboszcz miał traktować jej syna.
„Szanowni Państwo, mieszkańcy parafii Żerków są wstrząśnięci tragedią. Jednakże nikt nie ma wątpliwości, kto się przyczynił do śmierci księdza Roberta. Jest to proboszcz parafii, to on ma krew na rękach”.
I dalej:
„Po całej parafii opowiadał, że jest śmierdzącym leniem. Wyzywał go od tłuściochów i grubasów. Potrafił nawet powiedzieć, że matka się go z domu pozbyła, a on teraz musi się z przygłupem męczyć”.
Sprawą zajęła się prokuratura
Prokuratura poszła tropem, który wskazali mieszkańcy. Oskarżonym w sprawie jest ks. Jarosław G., ówczesny proboszcz parafii, gdzie posługę pełnił ksiądz Robert.
„Publicznie upokarzał wikarego, poniżał, wyśmiewał, wykluczał z czynności liturgicznych. W następstwie czego Robert targnął się na własne życie”, mówił w sądzie prokurator Przemysław Łuczak.
- Ten człowiek był zaszczuty – podkreśla Artur Nowak, adwokat rodziny księdza Roberta. I dodaje: - Jeżeli proboszcz chodzi po kolędzie i mówi, że wikary „za dużo żre”, no to ja się zastanawiam, co on mu mówił, jak nie miał żadnych świadków.
- Sprawa nie jest zerojedynkowa wbrew pozorom i wbrew takim prostym i oczywistym sądom – twierdzi Przemysław Golucz, obrońca oskarżonego księdza.
Sam ksiądz Jarosław G. nie przyznaje się do zarzutów.
Pomimo że na księdzu ciążą poważne zarzuty, dziś jest proboszczem na innej parafii, do której trafił po śmierci księdza Roberta.
Od dzieciństwa chciał być księdzem
31-letni ks. Robert ostatnie trzy lata życia był wikarym na parafii w Żerkowie, niedaleko rodzinnego domu.
- Od samego dzieciństwa bawił się w księdza. Musiałam kupować w sklepie andruty, on łamał je, no i chodziliśmy do komunii – wspomina pani Renata, matka księdza Roberta.
- Krótko przed maturą powiedział, że chce zostać kapłanem. Mówiłem mu, żeby się zastanowił, ale on stwierdził, że już podjął decyzję - przywołuje pan Stanisław, ojciec księdza Roberta.
- W dzień, jak został już księdzem, był chyba najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – dodaje matka wikarego.
Wikary zjednał sobie parafian
Kiedy młody wikary trafił do Żerkowa, nic nie zapowiadało późniejszych problemów. Szybko zjednał sobie ludzi, odwiedzał chorych, miał dobry kontakt z młodzieżą.
- Niejedną osobę przyciągnął do kościoła i zachęcił. Byłem dumny, że taką podjął decyzję, ale w tej chwili żałuję. Kościół zniszczył mu życie i nie tylko jemu, ale i nam – uważa dzisiaj pan Stanisław.
- Przyjechał proboszcz z Wysocka z kartką, że mamy zadzwonić pod ten numer, a to był numer księdza proboszcza. Dzwonię, a on mi mówi: „Pani Renato, Robert nie żyje”. Ja pytam: „Wypadek miał?”. A on mówi: „Nie, zastrzelił się” – opowiada pani Renata.
Światło na przyczyny tej tragedii rzucają też wiadomości, które ksiądz Robert wysyłał do przyjaciela. Wielokrotnie pisał w nich o tym, jak niszcząca jest dla niego relacja z proboszczem.
- Mówił mi o niektórych sytuacjach, które go mocno dotykały. Między innymi proboszcz przerwał mu odprawianie mszy świętej. Uważał, że ksiądz Robert za głośno, za dobitnie mówił – opowiada przyjaciel księdza Roberta.
Co mówią parafianie o proboszczu?
Po śmierci księdza, w sądzie zeznania składają kolejni świadkowie. Ci, którzy decydują się z nami porozmawiać, chcą zachować anonimowość, bo jak mówią - obawiają się linczu ze strony parafian, którzy bronią proboszcza.
- To było publiczne upokarzanie – mówi nasza rozmówczyni. I opowiada: - Kiedyś brałam udział we mszy świętej. Ksiądz Robert słuchał spowiedzi w konfesjonale. W pewnym momencie ksiądz proboszcz podniesionym głosem krzyczy: „Księże Robercie, czas kończyć spowiedź”. Słyszę, że drzwi konfesjonału się otwierają. On po prostu wybiegł i w biegu ubierał kurtkę. Bał się proboszcza.
Prokuratura łączy śmierć wikarego z przemocą psychiczną stosowaną wobec niego przez proboszcza powołując się między innymi na opinię biegłej psycholog, która wskazała, że w aktach sprawy nie znalazła innych alternatywnych powodów, dla których wikary skutecznie targnął się na swoje życie.
Ustaliliśmy, że proboszcz miał nie dogadywać się też z poprzednimi wikariuszami. Jeden z nich - na własną prośbę - został przeniesiony przez biskupa do innej parafii.
Ksiądz Jarosław G. nie chciał rozmawiać. O sprawę zapytaliśmy miejscową kurię.
- Od momentu tragicznej śmierci księdza Roberta pojawiały się takie głosy, które wskazywały na niewłaściwe traktowanie księdza Roberta przez księdza proboszcza. Ale obok nich pojawiały się także pisma, które broniły księdza proboszcza. Biskup diecezjalny spotkał się z księdzem proboszczem, który w ostateczności, po namyśle podjął decyzję o zmianie miejsca swojej posługi dla dobra parafii w Żerkowie – stwierdza ks. Przemysław Kaczkowski, rzecznik kurii diecezjalnej w Kaliszu.
- Oczekujemy na wyrok sądu w tej sprawie. Jeśli sąd uzna księdza Jarosława G. za winnego stawianych zarzutów, bez wątpienia zostaną podjęte wobec niego kroki procesowe z zastosowaniem norm prawa kanonicznego – dodaje ks. Przemysław Kaczkowski.
Od tragicznej śmierci księdza Roberta mijają prawie dwa lata. Rodzice mówią, że do dziś proboszcz nie złożył im wyrazów współczucia.
- Ostatnie słowa, które słyszałem od syna, to jak opowiadał o swoim, ukochanym motorze i co musi przy nim zrobić, aby był idealny. Wsiadł na motor odjechał, a ja do dziś wychodzę przed dom i wyglądam, czy nie wraca – kończy pan Stanisław.