Na szkolnym wyjeździe sportowym trzech chłopców w wieku 12-13 lat znęcało się nad młodszym 10-letnim kolegą. Świadkami było kilkunastu innych uczniów.
- To było znęcanie, które naruszyło strefę intymną naszego syna. Trzymali go, on się wyrywał, a oni i tak to robili. To było upokarzające, poniżające, bo w czasie, kiedy to robili, znęcali się psychicznie. Mówili, że jest sam i nikt mu nie pomoże – opowiada matka 10-latka.
Dzieci pozostały w tej samej szkole
O wszystkim została powiadomiona szkoła. Sprawcy na koniec roku szkolnego dostali naganę od dyrektora szkoły, ale mimo to rodzice ofiary domagali się przeniesienia ich do innej placówki. W toku postępowania przed sądem rodzinnym, tytułem zabezpieczenia, wydane zostało postanowienie zobowiązujące rodziców sprawców do przeniesienia chłopców do inne szkoły. Rodzice odwołali się do sądu okręgowego.
- Sąd okręgowy tak długo to trzymał, że nie doszło do momentu, kiedy zabezpieczenie stałoby się aktywne – mówi mama 10-latka. I dodaje: - Nikt nie uchronił naszego dziecka, żeby nie przebywał z tymi osobami. Żeby nie rujnowało to jego psychiki.
- Mama jednego z tych chłopców pracuje w domu kultury, a rodzic innego jest nauczycielem tej szkoły – podkreśla nasza rozmówczyni.
O przeniesieniu ucznia do innej szkoły może zdecydować kurator oświaty. Ale może to zrobić, gdy od władz szkoły otrzyma taki wniosek.
Statut szkoły precyzuje, kiedy można rozpocząć procedurę przeniesienia ucznia do innej placówki. Wyszczególniono:
„Świadome psychiczne i fizyczne znęcanie się nad członkami społeczności szkolnej lub naruszenie godności”, napisano.
Dlaczego władze szkoły do tej pory tego nie zrobiły?
Rodzice pokrzywdzonego chłopca złożyli skargę do urzędu miasta, która dopiero po 3 miesiącach trafiła do komisji skarg i wniosków, ale bez dołączonych załączników, w tym też bez opinii psychologa, stwierdzającej, że chłopiec nie może chodzić do jednej szkoły ze swoimi oprawcami.