17-latek przytrzaśnięty przez drzwi wagonu walczy o życie. Pośpiech kontra bezpieczeństwo?
17-letni Dominik walczy o życie, po tym jak przytrzasnęły go drzwi pociągu, a skład nagle ruszył. Dlaczego chłopca nie zauważył kierownik pociągu? – Jest presja na punktualność pociągów, kosztem bezpieczeństwa podróżnych – uważa nasz informator z drużyny konduktorskiej.
- To był zwykły dzień, sobota, syn pojechał z małżonką pociągiem do miasta, by tam spędzić wolny czas. Za jakiś czas małżonka do mnie dzwoni i mówi: „Dominik chyba nie żyje”. Dla mnie to było jak koniec świata – przyznaje pan Dariusz, ojciec nastolatka.
Nastolatek przytrzaśnięty przez drzwi pociągu
Dramat rozgrał się w Woli Bierwieckiej na trasie Warszawa-Radom.
17-letni Dominik pomagał współpasażerce wyprowadzić z pociągu wózek. Kiedy się odwrócił i chciał wrócić do wagonu, drzwi przytrzasnęły jego dłoń i pociąg ruszył. Chłopiec został wciągnięty pod pociąg, który wlókł go kilkadziesiąt metrów.
- Usłyszałem krzyk chłopaka: „Stój, stój!”. I krzyk z bólu – opowiada pan Jan, świadek wypadku. I dodaje: - Po chwili usłyszałem kobiecy krzyk rozpaczy, która na torowisku podtrzymywała głowę syna. Lewa noga była praktycznie całkowicie odcięta. Ręka pokiereszowana, prawa noga również w nienaturalny sposób powykręcana.
Ojciec Dominika przyjeżdża codziennie do szpitala przy ulicy Szaserów w Warszawie z nadzieją, że syn do nich wróci. Stan chłopca jest krytyczny.
- W tej chwili cały czas walczymy o jego życie. Cały czas jest utrzymywany w śpiączce – mówi pan Dariusz. I dodaje: - Dla nas on jest wszystkim, jeden jedyny syn. On się bardzo cieszył życiem, był roześmianym chłopcem, pełnym życzliwości. A my byliśmy bardzo zżyci. Ja za nim, on za mną, skoczylibyśmy za sobą w ogień.
Dlaczego pociąg z niezamkniętymi drzwiami ruszył?
Ojciec cały czas zastanawia się, jak to się stało, że drzwi przytrzasnęły rękę chłopca, a pociąg ruszył? Gdzie w tym czasie była obsługa składu?
- Z tego co mi opowiadała żona, to zaciągała hamulec bezpieczeństwa. Zanim hamulec zadziałał, minęło kilka sekund. I było już po wszystkim. Doszło do niewyobrażalnej tragedii – ubolewa pan Dariusz.
- Według mnie pociąg nie powinien odjechać, póki kierownik czy konduktor nie upewni się, że wszyscy odsunęli się od drzwi – podkreśla mężczyzna.
Co mogło mieć jeszcze wpływ, na to, że doszło do tej tragedii? Zapytaliśmy eksperta - biegłego w zakresie wypadków na kolei.
- Dominik cały czas był w drzwiach, przy pociągu. Żeby mu pociąg nie odjechał, wsadził dłoń. Jeżeli drzwi były niedomknięte, bo dłoń była ściśnięta, to nie powinien się wyświetlić maszyniście na pulpicie komunikat – gotowość do odjazdu. Świadczy to o usterce taboru kolejowego. Jestem przekonany, że był niesprawny – ocenia Piotr Gondek.
- Wina jest spółki i trzeba analizować, kto odpowiada za dopuszczenie danego taboru do eksploatacji – dodaje ekspert w dziedzinie kolejnictwa.
- Był to pojazd starszego typu, w którym system drzwiowy jest przesuwny i nie wychwycił, że została przytrzaśnięta ręka. W przypadku nowych pojazdów drzwi by odskoczyły – mówi Donata Nowakowska, rzeczniczka prasowa Kolei Mazowieckich.
Zapytaliśmy rzeczniczkę, czy kierownik pociągu nie powinien pilnować, żeby drzwi się do końca zamknęły i czy nie ma przy nich ludzi, by dopiero wówczas dać znać maszyniście.
- Jak najbardziej tak. Kierownik pociągu jest odpowiedzialny za danie sygnału "gotów do odjazdu" maszyniście, po czym następuje zamknięcie wszystkich drzwi – przyznaje Donata Nowakowska.
- Dla mnie to jest trudna sytuacja, po raz pierwszy spotykam się z tak olbrzymią tragedią. Nie wiemy, co się stało – stwierdza rzeczniczka prasowa Kolei Mazowieckich.
Ostatnie wypadki na kolei
W ostatnich tygodniach doszło do kilku poważnych zdarzeń przy wysiadaniu i wsiadaniu przez podróżnych do pociągów. W Pabianicach między peron a wagon wpadła 70-letnia kobieta. Nikt tego nie zauważył, kobieta nie przeżyła.
Z kolei na Żywiecczyźnie, pociąg odjechał z niemowlakiem w wózku.
Pani Magdalena przeżyła wówczas koszmar. Była na wycieczce z czwórką dzieci. Po przyjeździe na stację troje z nich wyprowadziła z pociągu i chciała wrócić po pięciomiesięczne niemowlę. Nie zdążyła, pociąg z wózkiem odjechał.
- Pociąg zatrzymał się, wyszłam z dziećmi, ruszyłam po ostatnie i zamknęły się drzwi. Wówczas kliknęłam przycisk otwierania drzwi. Niestety, system nie zadziałał i pociąg zaczął odjeżdżać – relacjonuje kobieta. I dodaje: - Ja i dzieci zaczęliśmy lecieć i krzyczeć za pociągiem, że w środku jeszcze jest dziecko. Niestety, pociąg się nie zatrzymał. Zostałam bez dziecka, bez wózka, dokumentów i telefonu. Jedyna myśl była taka, by uspokoić dzieci, które wrzeszczały i wpadły w panikę. Dobiegliśmy do pobliskiego gospodarstwa domowego, by zawiadomić służby.
Dzieckiem zaopiekowali się podróżni i obsługa pociągu. Pani Magdalena po 45 minutach odzyskała córkę na stacji Żywiec Główny.
- Najbardziej na świecie cieszyłam się, że córka jest cała i zdrowa. Co prawda płakała, pani funkcjonariusz powiedziała, że było ciężko ją uspokoić – opowiada pani Magdalena.
- Myślę, że każdy rodzic jest sobie w stanie wyobrazić, co ta kobieta czuła. Jako przewoźnik chcielibyśmy ją serdecznie przeprosić za sytuację, która nie powinna mieć miejsca – podkreśla Bartłomiej Wnuk, rzecznik prasowy Kolei Śląskich.
- Kierownik pociągu do momentu odjazdu powinien obserwować krawędź peronową. Sprawdzamy to. Jeżeli wina kierownika czy konduktorki zostanie potwierdzona, to muszą się liczyć z surowymi konsekwencjami – dodaje rzecznik prasowy Kolei Śląskich.
Pośpiech, by uniknąć płacenia?
Zgodnie z obowiązującymi przepisami kierownik pociągu lub konduktor powinien dopilnować, by podróżni bezpiecznie wsiedli do wagonu i dopiero może dać sygnał do odjazdu. Skąd zatem taka seria drastycznych zdarzeń na polskiej kolei?
- Jest bardzo cienka granica. Każdy kolejarz trochę igra ze śmiercią swoich podróżnych – mówi nasz rozmówca, kierownik pociągu. Temat wózka z niemowlęciem jest mu dobrze znany.
- Co jakiś czas na kolei są tak zwane pouczenia okresowe, na których omawiamy wszelkiego rodzaju przypadki związane z awariami, wypadkami i zdarzeniami w Polsce. Ten przypadek był omawiany. Chodzi przede wszystkim o pośpiech drużyny. Niedokonanie odpowiednich czynności związanych z procedurą odjazdu pociągu. On prawdopodobnie wyjrzał głową z pociągu, nie wychodząc nawet na peron – mówi nasz rozmówca.
- Dochodzi do sytuacji, gdzie kierownicy i konduktorzy rozliczani są z tego, czy pociąg wyjechał co do sekundy, a nie z tego, czy kierownik fizycznie dokonał wszystkich czynności związanych z bezpieczeństwem. Każdy przewoźnik płaci PKP PLK za opóźnienia. Im opóźnienie jest większe, tym więcej przewoźnik zapłaci. Jeżeli przewoźnicy płacą, to chcą jeździć punktualnie. Jeżeli punktualność i pieniądze stają się ważniejsze od bezpieczeństwa, a myślę, że spokojnie cztery takie spółki byśmy znaleźli, to rodzi nam się poważny problem – tłumaczy kierownik pociągu.