Zniknęła z lekcji, ale nikt jej nie szukał. Po dwóch godzinach znaleziono ją nieprzytomną w toalecie
Ta sprawa miała być w szkole zamieciona pod dywan. I gdyby nie dramat, który rozegrał się w szkolnej toalecie, pewnie tak by się stało. Teraz rodzice mówią stanowcze "dość". Chcą, aby odpowiedzialni ponieśli konsekwencje.
Córka pani Renaty kończy w tym roku szkołę podstawową. W ostatnich miesiącach matka dziewczynki zauważyła, że nastolatka staje się coraz bardziej wycofana i niechętnie chodzi do szkoły.
- Mówiła mi, że nie daje już rady, że nauki jest za dużo. Mówiłam jej: „Kończysz już szkołę, dasz radę. W nowej szkole będzie całkowicie inaczej” – opowiada pani Renata, matka ósmoklasistki.
Problemy na lekcjach
W poprzednich latach, ze względu na specjalne potrzeby edukacyjne, dziewczynka część przedmiotów realizowała indywidualnie z nauczycielami. Za namową poradni psychologiczno-pedagogicznej rodzice zdecydowali o jej powrocie do nauki z klasą. Problemy pojawiały się na dwóch przedmiotach.
- Córka mówiła, że jeśli na lekcji czegoś nie wie, bo nie każde dziecko jest równe, to zamiast jej wytłumaczyć czy poprawić, to wyśmiewali się z niej – mówi pan Ireneusz, ojciec dziewczynki.
- Usłyszałam, że nauczycielka bardzo krzyczy. Jeżeli córka poszła do tablicy i czegoś nie wiedziała, to nauczycielka mówiła: „Cofnij się do pierwszej klasy”. I śmiali się – przytacza pani Renata.
- Dzieci wyśmiewały, a nauczyciel nie reagował – zaznacza pan Ireneusz.
- Córka na pewno czuła się upokorzona. Ona jest nieśmiała, wzięła sobie to do serca – nie ma wątpliwości pani Renata.
O lekcjach religii opowiedziała nam też była uczennica szkoły, która skontaktowała się z naszą redakcją.
- Byliśmy w trzeciej klasie, mieliśmy 9, 10 lat i kiedy nie potrafiliśmy zrobić jakiegoś zadania, to od pani usłyszeliśmy, że jej psy są lepsze od nas. To jest określenie, które zapamiętałam do dzisiaj – mówi nasza rozmówczyni.
- Zajęcia bardziej były musztrą. Staliśmy na baczność ze złożonymi rękami, czekaliśmy aż ten koszmar się skończy – wspomina była uczennica.
- Na pewno wtedy zaniżona jest samoocena, a przez takie słowa całkowicie spada – dodaje nasza rozmówczyni.
- Takie teksty są niedopuszczalne, to jest deprecjonujące i poniżające. Wypowiadanie tego na forum tworzy atmosferę przyzwolenia na przekraczanie granic – podkreśla psycholożka Justyna Żukowska-Gołębiewska.
Czy pani Renata kiedykolwiek zgłaszała, że jej córka źle czuje się w szkole?
- Zgłosiłam incydenty w szkole i nie zmieniło się nic – ubolewa kobieta.
Nastolatka zniknęła. Dlaczego jej nie szukano?
Feralnego dnia pani Renata jak zwykle odwiozła córkę do szkoły. Nastolatka uczestniczyła w trzech lekcjach, a potem zniknęła z zajęć. Przez dwie godziny nikt jej nie szukał. Dopiero na szóstej godzinie lekcyjnej pojawia się pytanie: "Gdzie jest dziecko?".
- Zainteresowała się tym pani od języka polskiego. Kazała dwóm koleżankom iść ją odszukać. I tak znalazły zamkniętą toaletę. Wtedy dziewczyny pobiegły po woźnego, żeby im pomógł – relacjonuje pani Renata.
- Pobiegłem do toalety. Wspiąłem się na kabinę i spuściłem się na dół i otworzyłem drzwi. Dziewczynka była nieprzytomna. Krzyczałem, że mają dzwonić po karetkę – opowiada pan Józef.
- Gdyby nie te dziewczynki i woźny, to mojej córki już by z nami nie było – mówi pani Renata. I dodaje: - Mam żal do szkoły, że nie było w tym czasie kompetentnej osoby w szkole.
- Wcześniej odbyły się dwie lekcje z dwoma różnymi nauczycielami. Dzieci jest 12 i oni nie wiedzą, że brakuje dziecka? Nie rozumiem tego – dziwi się pan Józef. I dodaje: - Dyrektor przyjechał, jak już karetka odjeżdżała. Nikt nie pełnił nadzoru w szkole.
- Jak to jest możliwe, że tego dnia w placówce nie było ani dyrektora, ani zastępcy dyrektora, ani nawet osoby decyzyjnej wyznaczonej przez dyrektora, aby czuwać nad bezpieczeństwem? – oburza się pan Ireneusz.
Rodzice o zdarzeniu w szkole dowiedzieli się od dzieci
Obawy o bezpieczeństwo dzieci podzielają rodzice uczniów tej samej klasy. Bezpośrednio po zdarzeniu, dyrekcja nie poinformowała ich o tym, co wydarzyło się w szkole. Rodzice, a wśród nich rodzice dziewczynki, która znalazła nieprzytomną koleżankę, o wszystkim dowiedzieli się dopiero od swoich dzieci.
- Córka, wracając ze szkoły, opowiedziała o całym zajściu. Była zdenerwowana i załamana. Strasznie to przeżywała. Ze szkoły nie było żadnego odzewu, że coś takiego się stało – mówi pan Andrzej.
- Syn przyjechał autobusem ze szkoły i przyszedł zapłakany. Wtedy zadzwoniłem do szkoły zapytać, co się dzieje. Sekretarka powiedziała, że w ciągu 5 minut oddzwoni do mnie pan dyrektor. Telefonu nie dostałem – opowiada pan Marcin. I dodaje: - To, co mnie najbardziej boli, to że dzieci od razu po zdarzeniu nie zostały objęte pomocą psychologiczną.
- W takich sytuacjach natychmiast musi być powołany zespół kryzysowy, który wdraża procedurę. Uczniowie, którzy byli świadkami zdarzenia, powinni być zaopiekowani i natychmiast powinni być powiadomieni ich opiekunowie, czyli rodzice – podkreśla psycholożka Justyna Żukowska-Gołębiewska.
Dyrektor szkoły nie chciał rozmawiać z reporterką Uwagi! przed kamerą. Na pytania naszej redakcji odpowiedział mailowo.
„Zaistniała sytuacja jest dla nas bardzo trudna i ubolewamy nad tym, co się wydarzyło. Analizując przyczyny zdarzenia, wyciągamy z niego wnioski do dalszej pracy w celu zapewniania jak najbardziej bezpiecznych warunków pobytu uczniów w szkole”.
I dalej:
„Do dyrekcji szkoły nie dotarły żadne informacje w sprawie nękania dziewczynki przez jakiegokolwiek nauczyciela. W związku z brakiem takich zgłoszeń nie było podstaw do podejmowania działań interwencyjnych w tym zakresie”.
- Mieliśmy spotkanie ze wszystkimi rodzicami 8. klasy. Każdy rodzic twierdził, że były skargi i mimo to dyrektor nie wyciągnął żadnych konsekwencji – mówi pan Marcin.
Liczne nieprawidłowości w szkole
Podczas wizyty w kuratorium dowiedzieliśmy się, że kontrola w szkole wykryła liczne nieprawidłowości.
- Wiemy, że skargi docierały do szkoły. Przeprowadziłam rozmowę z panem dyrektorem. Przypomniałam, że to nie jest tak, że dyrektor czeka, co do niego wpłynie, tylko dyrektor podejmuje określone działania – mówi Grażyna Dziedzic, kujawsko-pomorska kuratorka oświaty.
- Pan dyrektor wieczorem wysłał informację dziennikiem elektronicznym do wszystkich rodziców. Takie działanie jest działaniem opóźnionym i nieskutecznym – dodaje Grażyna Dziedzic.
Jakie mogą być kolejne kroki w tej sprawie?
- Postępowanie dyscyplinarne. Mogą być wyciągane konsekwencje odnośnie zachowania poszczególnych osób – mówi kujawsko-pomorska kuratorka oświaty.
- Jako rodzice zdecydowaliśmy, że na biurko wójta trafi pismo o odwołaniu dyrektora. Podpisali się bodajże wszyscy rodzice, ponieważ boimy się o bezpieczeństwo dzieci – tłumaczy pan Marcin.
- Wydaje mi się, że jest za wcześnie na jakiekolwiek deklaracje. Sprawa będzie zbadana, tak jak być powinna. Jakieś konsekwencje dyrektor będzie musiał ponieść – mówi Marcin Filipiak
- Myślę, że zabrakło odpowiedzialności. Życzliwości i empatii wobec tego konkretnego dziecka. Apeluję dzisiaj do nauczycieli i dyrektorów, że kiedy zamykamy oczy, to może być tak, że nie znika problem, a znika dziecko. Tylko, że już na zawsze – kwituje psycholożka Justyna Żukowska-Gołębiewska.