Kiedy paczka wybuchła omal nie zginęła, dziś układa życie na nowo. „Trauma jest przeokropna"
Czekała na paczkę, a dostała bombę, która miała zabić ją i jej dzieci. Kilka dni temu sąd skazał sprawcę podłożenia na 25 lat więzienia. Jak pani Urszula, która w wyniku wybuchu została poważnie ranna, ocenia wyrok?
Historia, która wydarzyła się grudniu 2022 roku w Siecieborzycach (Lubuskie), wstrząsnęła całą Polską. Rano, przed świętami, pani Urszula wyszła z domu i znalazła paczkę przypominającą przesyłkę. Wróciła z nią do kuchni i w obecności dzieci zaczęła ją odpakowywać.
- Najpierw był huk, potem eksplozja. Zasłoniłam córkę swoim ciałem i tyle. Nic nie widziałam, nic nie czułam. Miałam tylko w głowie, że to mój koniec – opowiada pani Urszula.
- Zobaczyłam córkę leżącą na podłodze. Krzyczała: „Mamo, dobij mnie!” – opowiadała pani Karolina.
- Powstały obrażenia, które niewątpliwie zagrażały jej życiu. Obrażenia jamy brzusznej z dużym krwotokiem, obrażenia oczu, obawiano się, że chora nie będzie widziała. W przypadku prawej ręki, w obrębie przedramienia, doszło do rozerwania – mówi lek. med. Antoni Ciach, dyrektor ds. lecznictwa Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze.
Pani Urszula walczyła o życie i zdrowie, córka kobiety - o sprawność ręki.
Kto podłożył paczkę z bombą?
Kto mógł podrzucić paczkę? Podejrzewano o to Błażeja K., byłego partnera kobiety, jednocześnie ojca jednego z dzieci. Od ponad półtora roku, ze względu na przemoc, mężczyzna miał orzeczony zakaz zbliżania się do rodziny.
W końcu Błażej K. usłyszał zarzuty.
- Ustalenia prokuratury są jednoznaczne – zaznacza prok. Ewa Antonowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. I dodaje: - Mężczyzna działał w celu skonstruowania ładunku wybuchowego i wysłania go do pokrzywdzonej, wiedząc, że w domu znajdują się małoletnie dzieci. Prokuratura domagała się dożywotniego pozbawienia wolności, ponieważ ten mężczyzna stanowi zagrożenie.
Trudny powrót do domu
Historię pani Urszuli pokazywaliśmy od początku. Najpierw jak kobieta walczyła o życie w szpitalu, później jak po miesiącu - okaleczona, po amputacjach dłoni i palców, wróciła do domu i mogła zobaczyć swoje dzieci.
- Nie jest łatwo wrócić do codzienności. Codziennie rano wstaję i jest mi ciężko, ale mam dla kogo walczyć. To długa droga, długa praca nad sobą. Trauma jest przeokropna.
Czasami nie mówię, co czuję. Sama po kątach sobie popłaczę. Staram się być tu i teraz, nie myśleć o tym, co było. Chociaż są takie wieczory i noce, że te obrazy wracają – opowiada pani Urszula.
Wybuch bomby spowodował obrażenia twarzy pani Urszuli i jej córki. Dzięki ciężkiej, trwającej blisko dwa lata, pracy lekarzy, dziś śladów wybuchu prawie nie widać.
- Jeszcze do tej pory nie zaakceptowałam tego, jak wyglądam. Ale funkcjonuję, jestem. Ważne, że trochę układa się w głowie. Powoli – mówi nasza rozmówczyni.
- Dostałam też możliwość powrotu do pracy, za co bardzo dziękuję. Pracuję w przedszkolu z dziećmi z autyzmem. Daję radę, czego obawiałam się wcześniej – opowiada kobieta.
Pani Urszula na nowo układa też życie rodzinne.
- Mam męża, powiększyła nam się rodzina, bo mój mąż jest po rozwodzie i ma syna. Jest nas więc pięcioro – opowiada kobieta. I dodaje: - On jest w tym wszystkim od samego początku. Wspierał mnie.
- A w pewnym momencie podupadłam psychicznie, doszło do mnie, co się stało. Wyszło moje gorsze oblicze – byłam zła, niedobra, na wszystkich krzyczałam. Doszła depresja. I on przetrwał to wszystko. Jestem mu za to bardzo wdzięczna, bo mógł się odwrócić i nie męczyć się ze mną, a został i był, i przetrwał, i jest – cieszy się pani Urszula.
Błażej K. skazany na 25 lat więzienia
Sąd Okręgowy w Zielonej Górze skazał Błażeja K. na 25 lat.
- Nie jestem zadowolona z tego wyroku. To człowiek nieobliczalny, bardzo zły. Jak wyjdzie po 20 latach, bo myślę, że za dobre sprawowanie będzie siedział 20 lat, to będzie jeszcze względnie młody, będzie miał 60 lat. To nie jest człowiek, który się zmieni – mówi pani Urszula.
- Jego postawa po kilku latach procesu karnego wskazuje w sposób jednoznaczny, że nie trzyma on swoich emocji, ani afektu. Oskarżony pokazuje, że nie rozumie swojego postępowania. Nie rozumie, że powinno przestrzegać się pewnych zasad – ocenia prok. Ewa Antonowicz.
- Zapowiedzieliśmy złożenie apelacji, co do kary. W naszej ocenie tylko i wyłącznie kara eliminacyjna jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwo zarówno pokrzywdzonych, jak i społeczeństwa. Chodzi o karę dożywotniego pozbawienia wolności – dodaje prokuratorka.
- Jak on wyjdzie po 20 czy 25 latach, to zniknę. Zniknę i nie znajdzie mnie. Co innego mi zostaje? To nie jest człowiek, który się zmieni. Jestem przekonana, że on będzie chciał dokończyć, to co zaczął – kwituje pani Urszula.