Uwaga!

odcinek 7948

Uwaga!

Ujawnienie historii Mirelli, która przez prawie 30 lat była odcięta przez rodziców od świata, wstrząsnęło całą Polską. Sprawdziliśmy, co dzieje się w tej sprawie po pół roku.

 

Mieszkająca z rodzicami Mirella przez 27 lat żyła w izolacji od zewnętrznego świata. Pół roku po nagłośnieniu tej historii wróciliśmy do śląskich Świętochłowic, by sprawdzić, co się zmieniło. Niespodziewanie staliśmy się świadkami spektakularnej akcji. Rutynowa wizyta opieki społecznej zamieniła się w interwencję policji i strażaków.

Wcześniej pracownice ośrodka pomocy otrzymały informację, że Mirella od jakiegoś czasu nie je i nie pije. Gdy rodzice kobiety nie wpuścili ich do mieszkania, wezwano na pomoc policję. A potem straż pożarną. Do tej interwencji jeszcze wrócimy.

Nie wychodziła z mieszkania przez 27 lat

Historię 43-letniej dziś Mirelli K. cała Polska poznała jesienią. Jej rodzice od wielu lat utrzymywali, że ich córka zaginęła. Wszystko wydało się przypadkiem w lipcu zeszłego roku, kiedy sąsiadka – dawna przyjaciółka Mirelli - wezwała policję do awantury za drzwiami rodziny K. Pogotowie w stanie zagrożenia życia zabrało Mirellę do szpitala.

- Z jednej strony miała łysą głowę. A jak się odwróciła, to miała polepione włosy, takie dredy - opowiadała pani Luiza, dawna koleżanka Mirelli. 

- [Jak Mirella wychodziła z mieszkania – red.], usłyszałam, że ona nie umie chodzić, że nie wie, jak się chodzi po schodach. Że ona siedziała 27 lat zamknięta i jak ona to ma zrobić – przytaczała pani Luiza.

- Lekarz powiedział jej, że jeszcze parę dni i by jej nie było. Ona by umarła. Mówiła, że cierpiała przez lata, dzień w dzień – podkreślała nasza rozmówczyni.

Mirella ze szpitala wróciła do domu

Mirelli groziła amputacja nóg, lekarzom udało się je uratować w ostatniej chwili. O dziwo, po trzech miesiącach szpitalnej kuracji, kobietę - jakby nic się nie stało – odwieziono z powrotem do rodziców.

- Po co ją tu przywieźli? Ona nie wychodzi, a powinna chodzić ze względu na te nogi – dziwią się sąsiedzi, których spotkaliśmy przed blokiem.

- Według nas, fakty były oczywiste - tam działa się krzywda. Nawet jeżeli Mirella mówiła, że chce tam wrócić, bo nie zna innego życia, to uważam, że w takiej sytuacji nie powinno się do końca brać pod uwagę tego, co ona mówi, bo nie jest w stanie obiektywnie ocenić tej sytuacji. Jeżeli spędziła 27 lat zamknięta, to nie zna świata poza domem – podkreśla pani Laura, koleżanka Mirelli.

- Tylko sąsiada czasem słychać, jak pomstuje w niecenzuralnych słowach. Mirella nie chodzi teraz na żadne spacery, nawet nie wiem, czy chodzi po mieszkaniu – mówi pan Stanisław, sąsiad rodziny.

Co wydarzyło się, gdy Mirella miała 15 lat?

Mirella zniknęła, gdy miała 15 lat, zaledwie pół roku po dostaniu się do upragnionego liceum. Jej losem nie interesował się wówczas nikt poza najbliższą przyjaciółką.

- Siedziałyśmy z Mirellą w jednej ławce przez całe osiem lat. Była grzeczna i wszystkiego ciekawa, ciekawa świata – wspominała pani Beata.

- Któryś z nauczycieli poprosił mnie, może jeszcze kogoś innego, żeby pójść sprawdzić, czy Mirella jest w domu. Ale nikt nie otwierał – opowiadała pani Beata.

- Tatuś Mirelki, jak zapytałam, jak tam u niej, powiedział, że zaginęła – przywołuje jedna z sąsiadek.

- Ta pani ewidentnie potrzebuje teraz bardzo pilnie kompleksowych działań. Deficyty, które powstały w wyniku tego, czego doświadczyła, są bardzo różnorodne – uważa psycholożka Katarzyna Nowakowska z „Feminoteki”.

Kiedy w lipcu afera wyszła na jaw, organy ścigania i urzędnicy zajęli się nią w przedziwny sposób. Mimo formalnej pomocy i badania sprawy, do dziś nikt nie zdecydował się na wyrwanie Mirelli z toksycznego środowiska i kompleksowe zbadanie przyczyn wieloletniej izolacji.

- Jak przychodzi policja, to oni ich nie wpuszczają do środka – mówi sąsiad rodziny.

Formalnie rodzice Mirelli deklarują współpracę z urzędnikami i policją, ale praktyka jest zupełnie inna. Sąsiedzi i dziennikarze słyszeli też, że za drzwiami dochodzi do awantur, a Mirella skarży się na bicie przez ojca.

- Trwa to tak długo, a krzywda ewidentnie dzieje się jej tam cały czas – dziwi się pani Aleksandra, koleżanka Mirelli. I dodaje: - Ostatnio jak była tutaj dziennikarka, to też zastała sytuację patologiczną, ojciec ją ewidentnie lał. Było słychać, że Mirella dostaje w policzek. I były krzyki Mirelli, że kopie ją w brzuch. A później Mirella powiedziała, że tata zrobił to przez przypadek.

Dopiero wtedy, znów za sprawą dziennikarzy, urzędnicy zaczęli działać.

- Po pierwsze założyliśmy Niebieską Kartę. Po drugie, jak po umówionej wizycie nie został wpuszczony pracownik OPS-u, postanowiliśmy złożyć zawiadomienie do sądu o umieszczenie w trybie przymusowym w DPS-ie – mówi Tomasz Kaczmarek, wiceprezydent Świętochłowic.

Finał interwencji w Świętochłowicach

Wróćmy do interwencji z udziałem służb i lekarza, której staliśmy się świadkami. Po tym jak przyjechała straż pożarna, by pomóc policjantom wejść do środka, nagle otworzyły się drzwi do mieszkania, w którym przebywa Mirella. Pracownicy OPS, lekarz i policja mogli wejść do środka.

- Wcześniej mieliśmy informację od matki pani Mirelli, że córka po tym, jak dowiedziała się, że ma zostać umieszczona w DPS-ie, odmawiała jedzenia i picia. To dzisiaj się nie potwierdziło – mówi Tomasz Kaczmarek.

- Rozumiem emocje i sam chciałbym poznać prawdę o tej sprawie. Każdy z nas chce wiedzieć, dlaczego to się wydarzyło i co moglibyśmy zrobić, żeby to się już nigdy nie powtórzyło – dodaje wiceprezydent Świętochłowic.