Kontrabanda z powietrza. "Każdego dnia jak wieje z Białorusi, wysyłanych jest kilkadziesiąt balonów"
Białoruski reżim zalewa nas nielegalnymi papierosami. Za przemytem na gigantyczną skalę stoi KGB, które wysługuje się nie tylko przestępcami z Polski, ale też naszymi służbami. Ostatnio kontrabanda wzniosła się też wysoko ponad ziemię, wykorzystując balony meteorologiczne.
Kupienie nielegalnych papierosów na polskich bazarach nie jest żadnym problemem. Papierosy przemycane są do Polski z Białorusi.
Co działo się na przejściu granicznym w Bobrownikach?
Przejście graniczne w Bobrownikach to jeden z najważniejszych punktów na wschodniej granicy. Trzy lata temu przejeżdżały przez nie tiry po brzegi wypełnione białoruską kontrabandą. Przemyt umożliwili ci, którzy zostali powołani do jego zwalczania.
Szefem grupy był Marcin Okuniewski, bandyta z Hajnówki. Mężczyzna na siłowni poznał Mirosława D., byłego celnika, który do grupy zwerbował swoich kolegów ze służby celnej. Odpowiedzialnym za przemyt po białoruskiej stronie był niejaki Bania. Kim jest Bania, dowiadujemy się z akt sprawy.
„Bania” to jakiś człowiek ze służb białoruskich typu KGB. Marcin określał go jako „generał”. Było tak, że jak miał być przemyt, to ten Bania tak to organizował po białoruskiej stronie, że na jego polecenie podnoszono szlaban i tiry jechały jeden za drugim bez kolejki na teren białoruskiego przejścia. Marcin mi mówił, że wszystkie papierosy produkowane na Białorusi należą do syna Łukaszenki, zaś ten Bania jest prawą ręką syna Łukaszenki.
Za każdy umożliwiony przemyt skorumpowani celnicy dostawali do podziału 100 tysięcy euro. Podczas jednego dnia służby potrafili przepuścić aż pięć białoruskich tirów z ponad czterema milionami paczek papierosów na pokładzie. Po skończonej służbie zadowoleni z sukcesu celnicy pisali do siebie na szyfrowanym czacie:
Celnik 2:
- Szok. Ku… Ale numer odjebaliśmy.
Celnik 1:
- A Bania, co? Zadowolony?
Celnik 2:
- Tak. Jesteś wielki. Mówi: kur... pod wrażeniem jestem waszej roboty. Kozak organizacja.
Celnik 1:
- My to top ekipa inny poziom.
Celnik 2:
- Bania pisał do Jacka. Że chcą robić z nami, bo jesteśmy top. Są w szoku.
Celnik 1:
- Mają rację. Roz… system mordo.
Straż graniczna zatrzymała całą zmianę skorumpowanych celników. W ich dziupli znaleziono 800 tysięcy paczek białoruskich papierosów o wartości 11 mln złotych i prawie 100 tysięcy euro w gotówce. Ale papierosy z ponad 60 przepuszczonych bez kontroli tirów, trafiły na rynek.
Zdaniem prokuratury, straty dla Skarbu Państwa tylko w tej sprawie wyniosły rekordowe 477 mln złotych. Śledczy zabezpieczyli tylko część łapówek, które od Białorusinów dostali polscy celnicy.
- Jedna rzecz to jest to, co ujawnia materiał dowodowy. To, co się nagrało, to, co zostało ujawnione. My tam mówimy o około 5 mln złotych przyjętych korzyści. Natomiast mienia zabezpieczono na 10 milionów. Raczej tych drugich 5 milionów z pensji sobie nie zaoszczędzili. Więc prawdopodobnie tych korzyści przyjęli więcej – mówi były funkcjonariusz, doradca ds. walki z przemytem papierosów.
Jeden z największych skandali przemytniczych ostatnich lat
Przejście graniczne w Terespolu to jeden z najważniejszych punktów na kolejowej mapie Europy, a także główny front walki z przemytem białoruskich, lewych papierosów. Funkcjonariusz lokalnego oddziału straży granicznej odkrył tu jeden z największych skandali przemytniczych ostatnich lat.
- Zyskaliśmy wiedzę, że na tym terenie są cztery, odrębne grupy zorganizowane. Każda grupa wykorzystywała inny rodzaj ładunków, inny rodzaj wagonów. Jedna grupa wykorzystywała kontenery, które miały przebieg od Chin do Małaszewic. Kolejne grupy wykorzystywały towar przykrywkowy w postaci zrębek, drewna bądź węgla – opowiada funkcjonariusz operacyjny z placówki Straży Granicznej w Terespolu.
Pociągi prześwietlane są przez rentgen i trafiają do jednego z kilku w okolicy terminali przeładunkowych. To właśnie pracownicy portów przeładunkowych i kolejarze umożliwili Białorusinom przemyt papierosów. Przez dwa lata odebrali papierosy z kontenerów ponad 100 razy.
Zdarza się, że kontrabanda ukryta jest tak dobrze, że nawet mimo wiedzy operacyjnej o nielegalnym przewozie papierosów w konkretnym pociągu, służbom trudno jest ją zlokalizować.
- Uzyskaliśmy informację, że dana grupa przestępcza organizuje przemyt papierosów w drewnie. Przerzuciliśmy cały skład, a nie ujawniliśmy papierosów. Nie wiedzieliśmy, z
czym mamy do czynienia. Dopiero później zobaczyliśmy, że w kłodach są wydrążone dziury. Otwory wycięte w kłodach drewna były idealnie spasowane do słoi. W wydrążonych dziurach były ukryte papierosy, około 3 tys. kartonów – mówi nasz rozmówca.
Polska straż graniczna zatrzymała w Terespolu 38 osób z czterech działających niezależnie grup. Budżet Państwa stracił na ich działalności prawie 40 mln złotych.
- Sprawa się zaczęła od spotkania jednego z, jak to się ładnie mówi, worów w zakonie, który jest obecnie rezydentem w Polsce, z figurantem z Białorusi, który organizuje papierosy po stronie białoruskiej. To spotkanie miało miejsce w jednej z restauracji w Białymstoku. Było obstawione też przez białoruskie KGB – tak zwana kontrola operacyjna spotkania – opowiada były funkcjonariusz, doradca ds. walki z przemytem papierosów.
Balony z Białorusi
Trzy lata temu, po wpadce celników z przejścia w Bobrownikach i po tym jak Białoruski dyktator wtrącił do łagru polskiego dziennikarza Andrzeja Poczobuta, Polska zamknęła to przejście graniczne, tłumacząc to bezpieczeństwem państwa. To oznaczało poważne straty dla reżimu Łukaszenki. Dziś już wiemy, jak odpowiedział na to dyktator.
"Nałożyliście na nas sankcje, przyduszacie nas i tak dalej. Co my mamy was bronić? Niech lecą baloniki. Jesteśmy winni, że oni zbudowali, że zamknęli granice, pozbawili ludzi pracy?", mówił Łukaszenka.
W Kuźnicy funkcjonariusze znaleźli pakunek wart 100 tys. złotych. Kolejna paczka spadła na dom w Knyszewicach na Podlasiu. Obie przyleciały do Polski z Białorusi podczepione pod balony meteorologiczne.
- Każdą noc, kiedy jest pozytywny wiatr, to znaczy wieje z kierunku białoruskiego do Polski, to w każdą noc wysyłanych jest kilkadziesiąt balonów. Ta skala jest ogromna – opowiada funkcjonariusz operacyjny z placówki Straży Granicznej w Kuźnicy.
- Grupa, która puszcza to z Białorusi, całkowicie nie ma kontroli nad tym, gdzie balon poleci. On leci tam, gdzie są prądy. W większości grupa jednorazowo wypuszcza kilkadziesiąt balonów, w każdym około 40 kg wyrobów tytoniowych – mówi płk. Arkadiusz Olejnik, dyrektor zarządu operacyjno-śledczego Komendy Głównej Straży Granicznej.
- Papierosy oznaczone są białoruską akcyzą – zwraca uwagę jeden z naszych rozmówców.
- W tej chwili jest to przynajmniej około 200 takich zdarzeń. Podejrzanych jest blisko 70 osób. Wyjaśnienia tych ludzi są przeróżne. Na przykład, że znaleźli się tam przypadkiem, wracając z ryb i zobaczyli balon – mówi Łukasz Janyst z Prokuratury Okręgowej w Białymstoku.
Wracamy do skorumpowanych celników. Od ich zatrzymania minęły trzy lata, a oni wciąż cieszą się wolnością. Marcin Okuniewski, który zwerbował ich do grupy, uciekł na Białoruś i poszukiwany jest listem gończym. Celnikom, którzy przepuszczali przez granicę tiry z kontrabandą, grożą kary nawet do 10 lat więzienia. Ale w Polsce jeszcze nigdy nie zapadły tak wysokie wyroki.
- Możemy prześledzić wyroki ze sprawy z Dorohuska. Tam zarzuty miało ponad 40 celników. Prawomocny wyrok dotknął ich 10 lat od przedstawienia zarzutów. Mówimy o wyrokach pomiędzy 9 miesięcy a rok w zawieszeniu i 20 tys. złotych kary. Odpowiadali z wolnej stopy. Cierpieli? Część z nich pozakładała agencje celne czy doradztwo podatkowe. Wszyscy mają się bardzo dobrze – mówi były funkcjonariusz, doradca ds. walki z przemytem papierosów.