Uwaga!

odcinek 7945

Uwaga!

Przez ponad 2 lata milczeli, choć kierowca bmw z koszmarnego wypadku, do którego doszło na autostradzie A1, zabrał im wszystko, co najcenniejsze. Dziś zdecydowali się zabrać głos, nie mogąc ścierpieć buty oskarżonego, a także prób przerzucania winy, na tych którzy bronić się już nie mogą.

- Nie ma dnia, żebyśmy nie byli na cmentarzu – mówi pani Małgorzata, matka Martyny, która zginęła w wypadku z mężem i dzieckiem.

- Jeździmy tam w południe, wieczorem, a czasem w nocy, jak nie śpimy – dodaje pani Elżbieta, matka Patryka.

- Staramy się teraz funkcjonować, ale co to za życie. Tamtego wieczoru ten człowiek tak naprawdę zabił trzy rodziny - uważa pani Małgorzata.

Wypadek na A1

Do tragedii doszło w jeden z wrześniowych wieczorów w 2023 roku na autostradzie A1 w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. Pędzące grubo ponad 300 km/h sportowe bmw, z siłą pocisku, wjechało w tył prawidłowo jadącej kii. Uderzony samochód, którym wracała z wakacji trzyosobowa rodzina z Myszkowa, wleciał w barierkę i od razu stanął w płomieniach. Na ratunek nie było szans: w aucie spłonęli Patryk, jego żona Martyna i ich 4-letni synek Oliwier.

- W tamtą sobotę czekaliśmy na nich z utęsknieniem. Wszyscy się stęskniliśmy za Oliwierkiem – wspomina pani Małgorzata. I dodaje: - Zawsze jak wnuk do nas przyjeżdżał, to wpadał z otwartymi ramionami. Zawsze witał się słowami: „Babo, dziadku, bardzo was kocham”.

- Dzisiaj Oliwierek byłby w pierwszej klasie. Ale już nigdy nie zobaczymy, jak odnosi pierwsze sukcesy w nauce, jak przystępuje do pierwszej komunii świętej, jak zdobywa doświadczenia życiowe. Wszystko przez jednego człowieka, który nam to wszystko zabrał – podkreśla babcia chłopca.

Przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim toczy się proces oskarżonego o spowodowanie drogowej tragedii – kierowcy bmw, 34-letniego dziś Sebastiana M. Zdaniem prokuratury, wyłącznie jego niewyobrażalna brawura i bezmyślność doprowadziły do śmierci trzech osób. Dziś grozi mu osiem lat więzienia.

Droga do postawienia Sebastiana M. przed sądem była długa i wyboista, a jej kres - przez blisko dwa lata – niepewny.

"Powinno zamknąć się kierowcę do wyjaśnienia"

Ojciec zmarłego w wypadku Patryka jest byłym policjantem.

- Przez lata miałem do czynienia z wieloma wypadkami i kolizjami. 21 lat pracowałem w ruchu drogowym. Jazda z ekstremalną prędkością w miejscu publicznym, jeśli powoduje śmierć innych osób, powinna być traktowana jako zabójstwo – uważa pan Waldemar.

- Jeden z tych, który siedział w samochodzie, jak wyszedł, chwycił się za głowę i mówił: „Co żeśmy zrobili, co żeśmy zrobili” – mówi pani Elżbieta.

W pierwszych oficjalnych komunikatach po tragedii, o pędzącym bmw nie było ani słowa, policja informowała jedynie o tym, że kierowca kii z niewiadomych przyczyn uderzył w barierki, a auto spłonęło.

- Prawdopodobnie doszło do nieustalonego zjechania przez pojazd marki kia, uderzenia w bariery. Bmw prawdopodobnie zahaczyło o ten samochód. Ale to wszystko są hipotezy. Wszystkie hipotezy i wątki, które brane są pod uwagę, są badane i weryfikowane – mówiła w 2023 roku Magdalena Członkowska z Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim.

- W takich wypadkach, w takich okolicznościach, pierwsze co się robi, to powinno się zamknąć kierowcę do wyjaśnienia na 48 godzin i przesłuchać świadków – mówi pan Waldemar.

- Mąż przecież był przez lata policjantem drogówki, wie jak to wygląda. Innych przesłuchali, a ich nie potrafili przesłuchać – oburza się pani Elżbieta.

Funkcjonariusze i prokurator badający na miejscu sprawę, jak gdyby nigdy nic puścili Sebastiana M., któremu nic się nie stało, razem z dwoma jego kolegami, do domu.

Opinia publiczna poznała prawdę, gdy świadkowie – inni jadący autostradą kierowcy – zaczęli relacjonować w internecie, co się stało. Niektórzy zarejestrowali też moment zderzenia.

- Jesteśmy naprawdę wdzięczni internautom i świadkom za to, co ujawnili. Chyba po dzisiaj byśmy się nie dowiedzieli, jaka była prawda i przebieg wypadku – mówi pani Małgorzata.

Sebastian M. w Dubaju

Po kilku dniach o rajdzie Sebastiana M. mówiła cała Polska, a prokurator chciał przesłuchać kierowcę pod zarzutem spowodowania tragedii. Było jednak za późno: kierowca bmw uciekł do Dubaju.

- Byliśmy bardzo rozżaleni. Mieliśmy poczucie niesprawiedliwości. Myślałam: „Boże, jak to możliwe, że ktoś taki, kto spowodował tragiczny w skutkach wypadek, mógł sobie ot tak wyjechać, bez żadnego poczucia winy”. Wyjechał sobie, jakby go to nie dotyczyło, jakby to nie on zrobił – mówi pani Małgorzata.

- Nie wiedzieliśmy, czy go ściągnął czy nie. Zawsze był znak zapytania – mówi pan Janusz, ojciec zmarłej Martyny.

Sebastiana M. stać było na ucieczkę - pochodzi z niezwykle bogatej rodziny łódzkiego przedsiębiorcy. Polskie władze przez prawie dwa lata starały się o ekstradycję Sebastiana M. z Dubaju do Polski. Gdy decyzja się zbliżała, mężczyzna zaczął się bronić przez atak i w internecie oskarżył zmarłego kierowcę kii, że zajechał mu drogę i spowodował tragedię.

„To zdarzenie było bardzo szybkie. Nie było szansy na jakąkolwiek reakcję. Jadąc lewym pasem, nagle znikąd, nie wiem, z jakiego powodu, samochód KIA zjechał ze skrajnie prawego pasa na skrajnie lewy pas. Doszło do kolizji, strasznej kolizji”, mówił Sebastian M. w nagraniu.

Rodzina ofiar wypadku na A1 jest oburzona zachowaniem Sebastiana M.

Do dziś M. utrzymuje, że jest niewinny, a postawa w sądzie jego i jego bliskich spowodowała, że rodziny ofiar przerwały długie milczenie.

- Zabijając trzy niewinne osoby, które spokojnie wracały znad morza, próbuje to teraz odwrócić i zrobić z nich winnych wypadku – mówi pani Elżbieta.

- Robią wszystko, żeby go uniewinnić, żeby zrobić z niego ofiarę, żeby zrobić z niego człowieka pokrzywdzonego. Próbują zwalić całą odpowiedzialność na mojego zięcia – oburza się pani Małgorzata.

- Oskarżony mówi, że nasze dzieci nie zginęły na skutek wypadku, tylko spłonęły na skutek pożaru. Tylko pożar był na skutek czego? Na skutek wypadku – podkreśla pan Waldemar.

- Z jego wypowiedzi, z wypowiedzi jego obrończyni wynika, jakby syn specjalnie wjechał mu pod koła. Jakby to była wina Patryka. On jechał normalnie, a tamten ponad 300 – mówi pani Elżbieta. I dodaje: - W sądzie siostra siedzi przy nas. Są uśmieszki, selfie w telefonie, nagrywanie. Nawet śmiech był w głos. Aż pani sędzia zwróciła uwagę.

- Jak można drwić z powagi takiej sytuacji? Nie rozumiemy tego, to nam się nie mieści w głowie – oburza się pani Małgorzata.

- Buta wynika z tego, że mają pieniądze, że są bogaci. A my jesteśmy zwykłymi, prostymi ludźmi. Zagniotą nas, a synka wyciągnął z więzienia – dodaje pani Elżbieta.

Odrzucenie mediacji

Gdy proces ruszał, obrońca Sebastiana M. zaproponowała rodzinom ofiar mediacje, które miały doprowadzić do porozumienia i szybszego zakończenia sprawy. Niedługo później adwokat bliskich ofiar ogłosił fiasko rozmów – dziś wiadomo, dlaczego.

- Myśleliśmy, że przez te mediacje będzie jednoznaczne przyznanie się oskarżonego do winy. A potraktowali to tak, jakby znajdowali się w jakimś sklepie i chcieli kupić wolność za pieniądze, tak to wyglądało – mówi pan Waldemar.

Sąd, przed którym stoi Sebastian M., kończy przesłuchiwanie świadków. Za kilka dni oskarżony ma wygłosić swoją – jak zapowiedział - długą mowę obrończą. Potem sędzia rozpatrzy wnioski obu stron i wyda wyrok. Zdaniem rodzin ofiar, grożąca kierowcy bmw kara jest rażąca niska.

- Poczulibyśmy na pewno jakąś ulgę, że on poniesie karę wieloletniego więzienia. Mamy taką nadzieję – mówi Małgorzata. I dodaje: - Niech w końcu odpowie za to, co zrobił.

Zdaniem matki zmarłego Patryka dla Sebastiana M. jest jedna sprawiedliwa kara.

- Dożywocie – uważa pani Elżbieta. I podkreśla: - Człowiek, który z taką bezmyślnością porusza się po drodze, z taką prędkością, to zdaje sobie sprawę z tego, że może kogoś zabić.