Uwaga!

odcinek 7944

Uwaga!

Z sądu dowiedziała się, że nie żyje, a jej syn został adoptowany i ma długi

Czy można zostać spadkobiercą obcej kobiety, o której istnieniu nigdy się nie wiedziało? Niepełnosprawny Daniel, który nie mówi, nie pisze i nie czyta, został wezwany przez sąd do złożenia wyjaśnień w sprawie jego rzekomej adopcji i długu.

Daniel ma 22 lata. Urodził się z przepukliną oponowo-mózgową, bez części kości czaszki. Jest głęboko upośledzony. Nie czyta, nie pisze i nie mówi. Tymczasem sąd wezwał go do udziału w sprawie spadkowej w charakterze uczestnika. Ma odpowiedzieć, kiedy został adoptowany przez obcą mu kobietę i czy jego matka wtedy już nie żyła. Tyle, że jego matka żyje. I nigdy nikomu go nie oddała.

List polecony do niepełnosprawnego syna

- 20 stycznia otrzymałam pismo, listem poleconym. List skierowany był do mojego niepełnosprawnego syna. Było tam napisane, że jest brany pod uwagę jako prawdopodobny spadkobierca zadłużonego spadku – opowiada pani Kamila.

- Najbardziej zszokowało mnie, że mój syn ma wyjaśnić, kiedy został przysposobiony przez panią Barbarę. Czy to było po śmierci jego matki, czy jeszcze za życia – dodaje kobieta.

Pismo przysłał Sąd Rejonowy w Rybniku. W kopercie był m.in. akt zgonu nieznanej kobiety, akty urodzenia dwóch mężczyzn, list z zakładu karnego oraz postanowienie sądu wzywające jej syna do udziału w sprawie.

- Nie znamy tej pani, nie znamy tej rodziny – podkreśla pani Kamila.

- Zastanawialiśmy się, dlaczego to do niego trafiło, skoro nie ma nic wspólnego z tymi osobami – dodaje pan Grzegorz, partner pani Kamili.

Spadek po obcej kobiecie

Z pisma sądowego wynika, że chodzi o spadek po kobiecie ze Śląska, która miała dwóch synów. Spadek obejmuje dług. Rodzina zmarłej spadek odrzuciła. I wtedy w aktach sprawy pojawia się syn pani Kamili. Inne nazwisko. Inne województwo. Brak pokrewieństwa. A mimo to ktoś w sądzie uznał, że Daniel może być przysposobionym synem spadkodawczyni.

Pani Kamila od tygodni próbuje ustalić, na jakiej podstawie jej syn został włączony do grona potencjalnych spadkobierców oraz kto podał w sądzie jego dane.

- Wielokrotnie dzwoniłam do sądu. Pierwsze co usłyszałam, to że mam złożyć pismo wyjaśniające, więc napisałam i wysłałam. Do dzisiaj nie dostałam odpowiedzi. Nikt się nie przejął, że zostałam uznana za zmarłą, że mój syn został adoptowany. Dzwonię jako matka biologiczna mojego syna i tłumaczę, że żyję, że mam się świetnie, że opiekuję się

synem, a on jest ubezwłasnowolniony. Nikt się tym nie przejął – oburza się nasza rozmówczyni.

Zwróciliśmy się do sądu z pytaniem, dlaczego Daniel został wezwany do udziału w sprawie o stwierdzenie nabycia spadku po obcej mu kobiecie. I dlaczego jego matka nie otrzymała wyjaśnień. Usłyszeliśmy, że mamy czekać.

W oczekiwaniu na odpowiedź pojechaliśmy na Śląsk, do domu, gdzie mieszkała zmarła. Postanowiliśmy sprawdzić, czy ktokolwiek słyszał tam o Danielu.

- Sąsiadka miała dwóch synów, jeden bodajże siedzi, a jeden jest na wolności – usłyszeliśmy od jednej z kobiet.

Wszyscy nasi rozmówcy zaprzeczyli, by kiedykolwiek widzieli niepełnosprawnego syna zmarłej.

Próba zgłoszenia sprawy na policji

Matka Daniela obawia się, że dane jej syna mogły zostać wykradzione i posłużyły nie tylko do sprawy spadkowej, ale również do zaciągnięcia kredytów na jej dziecko. Wyrobiła synowi nowy dowód i zablokowała jego PESEL. Próbowała zgłosić sprawę kradzieży danych na policji.

- Pan, który ze mną rozmawiał, nie przyjął żadnego zgłoszenia. Powiedział, że nie może takiego zgłoszenia przyjąć, ponieważ to są dokumenty, które otrzymałam z sądu i mogę tylko i wyłącznie próbować uzyskać informacje z sądu – przytacza pani Kamila.

- Potraktowano nas bardzo nieelegancko, powiedzieli, że to ich nie interesuje, to nie ich sprawa – uważa pan Grzegorz.

Poszliśmy z panią Kamilą do komendy policji, która odmówiła przyjęcia zawiadomienia. Tym razem się udało. Zeznania matki Daniela zostały przyjęte i zapisane.

Dlaczego sąd włączył niepełnosprawnego w postępowanie spadkowe?

Wracamy na Śląsk. Wniosek o stwierdzenie nabycia spadku złożył zakład gospodarki mieszkaniowej, chcąc odzyskać niezapłacony przez zmarłą kobietę czynsz. Zapytaliśmy urzędników, czy to oni przekazali dane niepełnosprawnego Daniela do sprawy spadkowej.

- Nie znamy osoby o takim nazwisku. Składaliśmy wniosek o stwierdzenie nabycia spadku przeciwko dwóm osobom, które mają inne nazwisko – mówi Marcin Janużyk z ZGM Czerwionka-Leszczyny.

Chcieliśmy zapytać przedstawiciela Sądu Rejonowego w Rybniku, na jakiej podstawie włączył niepełnosprawnego Daniela w postępowanie spadkowe. Mimo wielu próśb odmówiono nam rozmowy przed kamerą. Sąd poinformował tylko, że wszelkie informacje w tej sprawie wkrótce otrzyma pani Kamila.

Z informacji, która trafiła do matki Daniela, wynika, że osadzony w zakładzie karnym syn zmarłej, odrzucając spadek, wskazał w sądzie, iż jego matka Barbara K., miała córkę Kamilę, która zmarła i pozostawiła po sobie syna - Daniela. Sąd, przeszukując bazę PESEL, błędnie wytypował niepełnosprawnego 22-latka. Wszystko świadczy o tym, że oparł się wyłącznie na danych z bazy PESEL, bez zażądania od urzędów stanu cywilnego przesłania, w celu weryfikacji, aktów stanu cywilnego. Gdyby je sprawdzono, szybko wyszłoby na jaw, że po pierwsze pani Kamila żyje, a po drugie jej matka nie ma na imię Barbara.

- Myślę, że w tym postępowaniu pojawiło się wiele niedopatrzeń. Mamy tu trochę tragikomedię, błąd za błędem. Nie powinno tak być. Ale mamy pewien system funkcjonowania sądów, pewne pierwszeństwo poszukiwania danych. Dopiero w kolejnym kroku strony same muszą wykazywać swoje pokrewieństwo – mówi adwokat Dorota Kubik.

- Moja rada dla takich osób, które któregoś dnia odebrałyby taką przesyłkę i były zdziwione, to żeby tego nie ignorować. Najgorsze, co możemy zrobić, to stwierdzić, że ta sprawa sama się wyjaśni. Tak nie będzie – podkreśla Dorota Kubik.

Sytuacja, w którą zostali uwikłani, wywołała w rodzinie Daniela ogromny stres. Choć sąd po naszej interwencji przyznał, że doszło do pomyłki i zapewnił, że do syna pani Kamili nie będzie już kierowana żadna korespondencja w tej sprawie, wciąż nie czują się oni bezpieczni.

- Bardzo to przeżyłam, odbiło się to na moim zdrowiu, żyję w stresie – ubolewa pani Kamila.