Uwaga!

odcinek 7939

Uwaga!

12-lat sądowej walki o sprawiedliwość po nieszczęśliwym porodzie. "Zniszczyli życie mojemu dziecku"

Pani Karolina trafiła do szpitala w 40. tygodniu ciąży. Mimo niepokojących zapisów KTG nie podjęto decyzji o cesarskim cięciu. Dziś Nadia nie mówi, nie chodzi i oddycha przy pomocy respiratora. Rodzice od 12 lat walczą o sprawiedliwość.

Był styczeń 2014 roku. Pani Karolina trafia do szpitala w 40. tygodniu ciąży. Przez kolejne dwa dni akcja porodowa nie postępowała. Mimo że zaplanowany dzień porodu minął, ból narastał, a zapisy KTG były niepokojące, decyzja o cesarskim cięciu nie zapadała. Lekarz wykonał operację dopiero, gdy tętno gwałtownie spadło. Niestety, było już za późno.

Dramatyczna akcja ratowania dziecka

- Zapytałam, czy wszystko w porządku i oni szyderczo mnie okłamali, że wszystko jest dobrze – opowiada pani Karolina. I dodaje: - A ja wiedziałam, że jest nie tak, jak trzeba, bo nie usłyszałam płaczu Nadii.

- Stałem obok w pomieszczeniu, do którego została przywieziona Nadia i słuchałem, jak ją reanimują. Był straszny amok, brak informacji, dezinformacja. Sami nie wiedzieli, co mówić i co robić – wspomina pan Michał, ojciec Nadii.

- Po porodzie odwiedziła mnie pani doktor anestezjolog, która uratowała Nadię. Powiedziała, że mamy szybko kierować sprawę do prokuratury, bo tu jest zaniedbanie ze strony personelu – przywołuje pani Karolina. I dodaje: - Do dzisiaj widzę, jak ta kobieta stoi przy moim łóżku, zmęczona i cała czerwona. Powiedziała wówczas, że podała córce siedem dawek adrenaliny. Gdyby Nadia nie zareagowała na siódmą dawkę, to przestałaby ją reanimować.

Niedotlenienie doprowadziło do nieodwracalnych zmian w mózgu dziecka. Dziś dziewczynka jest w stanie wegetatywnym, oddycha przez tracheostomię z pomocą respiratora.

Sprawą zajęła się prokurtura

Po porodzie rodzina zawiadomiła o zdarzeniu prokuraturę. Powołani biegli wskazali błąd personelu medycznego polegający na braku stałego nadzoru, mimo tego, że zapisy KTG obejmujące tętno płodu i czynność skurczową macicy, wykazywały nieprawidłowości.

O ocenę ustaleń biegłych poprosiliśmy specjalistę ginekologii i położnictwa.

- Przy takiej pacjentce powinna stać pielęgniarka czy położna i obserwować to w ten sposób, żeby zapis był ciągły, monitorowanie powinno być ciągłe – podkreśla dr n. med. Grzegorz Południewski, ginekolog i położnik.

- Położne zajmowały się wtedy dokumentacją i wszystkim innym obok, a nie mną skarżącą się na ból. Pani siedziała w drugim przedsionku i wręcz krzyczała na mnie: "Nie tak oddychasz, co ty robisz, uspokój się, nie stękaj" – przywołuje pani Karolina.

Prokuratura postawiła zarzuty lekarzowi i dwóm położnym. Śledztwo trwało cztery lata, z czego aż trzy to było oczekiwanie na opinie biegłych. Regularne opóźnienia w opiniowaniu sprawiły, że po 12 latach sprawa wciąż tkwi w pierwszej instancji.

Tymczasem stan Nadii stale się pogarsza i co jakiś czas dziewczynka trafia na odział intensywnej terapii.

- Nadia wymaga 24-godzinnej opieki. Ona nie siedzi, nie chodzi, nie mówi. Ma padaczkę i wzmożone napięcie czterokończynowe. Zawsze potrzebuje kogoś przy sobie, nie jest świadoma, co się wokół niej dzieje. Ale jak jest coś nie tak, to potrafi zapłakać. Widać u niej cały czas cierpienie – ubolewa matka dziewczyny.

- Na dzisiaj w domu mamy tak zwane małe hospicjum – dodaje ojciec Nadii.

Wykluczające się opinie biegłych

W sprawie sporządzono już kilka opinii biegłych. Jedna z nich wskazała, że lekarz nieprawidłowo zinterpretował zapisy KTG przez co nie rozpoznał stanu zagrożenia życia płodu. Chcieliśmy porozmawiać z oskarżonym lekarzem, ale odmówił.

Medyk został zwolniony z pracy w szpitalu, w którym doszło do tragedii, oskarżone położne wciąż jednak tam pracują. Poprosiliśmy dyrekcję o spotkanie przed kamerą, odmówiono nam. Poszliśmy więc do placówki.

- Nam po ludzku jest bardzo przykro, że tak się stało. Kwestia, w którym momencie nastąpiło jakieś niedopatrzenie czy błąd, jest teraz kwestią rozstrzygania przez biegłych. Trochę nie z naszej winy to się przeciąga – stwierdził dr n. med. Ryszard Bosacki, dyrektor ds. medycznych Pleszewskiego Centrum Medycznego.

Rodzice obawiają się, że Nadia nie doczeka końca procesu. W sprawie dochodzi do zaskakujących zwrotów akcji, biegli z tego samego instytutu wydali dwie skrajnie odmienne opinie. Pierwsza opinia wskazywała na winę lekarza, druga zaś go z niej oczyściła, choć obie opinie sporządzono w oparciu o ten tym sam materiał dowodowy. To powoduje konieczność powoływanie kolejnych biegłych, a tym samym wydanie wyroku odsuwa się na następne lata.

Zdaniem pełnomocnika rodziny Nadii ta sprawa pokazuje patologię polskiego systemu sądownictwa w kwestii biegłych.

- Ta sprawa jest tego dobitnym przykładem. Nie świadczy o tym tylko czas trwania postępowania, bo chcę ocenić je jako bardzo trudne, niemniej jednak problem dostrzegam w tym, że czas oczekiwania na opinie biegłych jest czasem, który wykracza poza wszelkie ramy przyzwoitości – mówi mecenas Michał Królikowski.

- Połowa okresu trwania postępowania to oczekiwanie na wydanie opinii biegłych. Tak niestety działa ten system. A tu jak w soczewce skupiły się wszystkie niedogodności, ograniczenia, które nie pozwalają na zakończenie postępowania. Finału tej sprawy nie widać – mówi Janusz Walczak z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.

Biegła wykluczyła podłoże genetyczne

Badanie przeprowadzone w szpitalu tuż po porodzie sugerowało u Nadii wadę genetyczną mózgu, na co do dziś powołują się oskarżeni. Biegła sądowa wykluczyła jednak podłoże genetyczne i od lat wskazuje, że przyczyną stanu dziewczynki jest wyłącznie niedotlenienie okołoporodowe.

Pani Karolina urodziła później troje zdrowych dzieci. To dzięki nim rodzina, mimo niepełnosprawności Nadii, nauczyła się żyć na nowo. Każdego dnia robią wszystko, by mimo choroby, Nadia mogła być częścią ich codzienności.

- Niestety, Nadia ma teraz problem z kręgosłupem, pojawia się skolioza. Kręgosłup krzywi się, ona gorzej oddycha i nic nie pracuje tak, jak powinno – martwi się pani Karolina.

- Zniszczyli życie mojemu dziecku, bo nie ma radości życia. Każdy dzień to jest walka. Męczarnia. Każdy dzień to ból i cierpienie – kwituje pan Michał.