Uwaga!

odcinek 7937

Uwaga!

Wracamy do sprawy 8-letniej Laury potrąconej na szkolnym parkingu. "Kierująca musiała być rozproszona"

Wracamy do sprawy Laury potrąconej na szkolnym parkingu przez nauczycielkę. Rozpoczął się proces oskarżonej w tej sprawie nauczycielki. Kobieta w sądzie przyznała się. Z kolei biegli, dzięki monitoringowi, sporządzili symulację 3D z perspektywy kierującej. Co z niej wynika?

Laura była wesołym, szczęśliwym dzieckiem uwielbiała zumbę, kochała chodzić do szkoły. Od dwóch lat przykuta jest do łóżka.

Wypadek na szkolnym parkingu

Feralnego dnia Laura zaczynała lekcje o godz. 8. Pod szkołę odwiozła ją mama. Laura biegła i w tym czasie na parking szkolny, który był jednocześnie głównym dojściem dla uczniów, wjeżdżała nauczycielka.

- Laura potknęła się i upadła. Dziecko zaczęło się podnosić, machało ręką, w tym momencie podjechała pani, „schowała” dziecko pod samochodem i kontynuowała jazdę do stanowiska parkingowego, cały czas z dzieckiem pod samochodem – mówi Mariusz Borkowski, ojciec dziewczynki.

Dlaczego nauczycielka wjeżdżając na szkolny parking nie zauważyła dziecka?

- Przecież ta pani po tym parkingu jeździła latami. Co trzeba robić, żeby skręcając w prawo, mając dziecko przed sobą po prawej stronie, nie widzieć, że tam ktoś wbiega? – pyta tata Laury.

Symulacja 3D z perspektywy kierującej

Po dwóch latach, gdy Laura powinna chodzić już do 4 klasy, rozpoczął się proces. Biegli dzięki monitoringowi, sporządzili symulację 3D z perspektywy kierującej.

- Ta symulacja to jeden z głównych dowodów w sprawie, na podstawie, którego postawiono zarzuty i skierowano akt oskarżenia – tłumaczy Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

- Biegli stwierdzili, że kierująca co najmniej w dwóch momentach powinna zauważyć dziewczynkę. Zdaniem biegłego z zakresu ruchu drogowego, który przejechał się tym samochodem, biorąc pod uwagę usytuowanie pojazdów i to, co wynika z zapisu filmowego, powinna była zauważyć dziewczynkę – dodaje prokurator Mariusz Pindera.

Oskarżona przyznała się w sądzie

Oskarżona do tej pory nie przyznawała się do winy. Podczas pierwszej rozprawy, która wywoła sporo emocji, nastąpił zwrot.

- Przyznaję się – oświadczyła oskarżona.

Rodzice Laury na dzień rozpoczęcia procesu czekali dwa lata.

- Sam proces był traumatyczny, to powrót do wypadku, spotkanie się z tą osobą – mówi Malwina Borkowska, matka Laury.

- To, co było dwa lata temu wróciło jakby to było wczoraj – dodaje pan Mariusz.

„Tego dnia wyjechałam jak zwykle do pracy. Nie spieszyłam się, do pracy miałam bardzo blisko. Skręcając w prawo rozglądałam się. Nie widziałam nikogo”, mówiła oskarżona w sądzie.

- Finalnie z opinii wynika, że ta pani nie mogła nie widzieć dziecka. A mówiła, że jej nie widziała, że tam nikogo nie było – oburzają się rodzice Laury.

Na ile symulacja biegłych odzwierciedla pole widzenia nauczycielki za kierownicą?

- Na symulacji mamy pole widzenia, to co powinien widzieć kierujący. Dziewczynka wywróciła się, ale my jesteśmy w stanie ją dostrzec i tak też powinna dostrzec ją kierująca pojazdem. Widać głowę i dziewczynkę – pokazuje dr Maciej Kulka, biegły sądowy ds. wypadków komunikacyjnych.

W ilu momentach kierująca powinna widzieć dziewczynkę?

- W zasadzie cały czas ta dziewczynka jest widoczna. Jest tylko jeden moment, kiedy ta dziewczyna opada i faktycznie się chowa. Natomiast widzimy, że dziewczynka, która się podnosi ona jest cały czas widoczna – zaznacza dr Maciej Kulka.

Dlaczego kierująca nie zobaczyła jednak dziecka?

- Musiała być rozproszona, to jest ewidentne rozproszenie. Musiała się czymś innym zajmować, może była spóźniona na lekcje, może patrzyła na zegarek, może ktoś do niej w tym czasie zadzwonił, może z kimś rozmawiała, może oglądała film. To powinno być wyjaśnione. Ten wątek powinien być wyjaśniony, bo on jest kluczowy do ustalenia przyczyny zdarzenia – podkreśla dr Maciej Kulka.

„Jechałam ostrożnie, nie korzystałam z telefonu ani żadnych innych urządzeń, które mogłyby mnie rozproszyć”, mówiła w sądzie oskarżona.

- Powiedziała, że nie korzystała z telefonu – nie możemy się z tym zgodzić. Jest opinia biegłych. Został zidentyfikowany wyświetlacz rozświetlonego telefonu komórkowego, zlokalizowany prawdopodobnie na udzie kierowcy – wskazuje pan Mariusz.

- Najważniejsza treść z opisu zdjęcia, gdzie to widać: „Można wskazać, że jest to świecący ekran telefonu komórkowego. Miejsce rozbłysku telefonu wskazuje, że znajdował się on na przedniej części uda kierowcy”. To był prawdopodobnie powód jej

rozproszenia. Nie zorientowała się, co się wokół niej dzieje. Nie obserwowała bacznie tego, co powinna, toru jazdy – zaznacza ojciec Laury.

„Pomyślałam, że najechałam na kamień lub gałąź lub coś odpadło mi z auta. Do głowy nie przyszło mi, abym mogła najechać na dziecko. Gdy auto zaczęło zwalniać, zatrzymałam się i wysiadłam z auta. Wtedy usłyszałam, że tam leży dziecko”, mówiła w sądzie oskarżona.

- Próbowała poddać się dobrowolnej karze pozbawienia wolności – jeden rok w zawieszeniu na trzy lata. To dla nas jest nie do przyjęcia. Straciliśmy dziecko, dziecko zostało rozjechane – zaznacza pan Mariusz.

Parking został zamknięty

Parking zaraz po wypadku został zamknięty, od tamtej pory nie wjeżdżają na niego auta. Ku zdziwieniu, prokuratura wykluczyła fakt złej organizacji ruchu na terenie szkoły i braku opiekuna, jako potencjalne przyczynienie się do zdarzenia.

Nikt z przedstawicieli szkoły ponowienie nie chciał się wypowiadać na temat tej sprawy.

- Jakim cudem dzieci chodzą między samochodami? Tego parkingu nie powinno być – mówi jeden z mieszkańców Bielawy.

- Brałem w tym udział. Wyjmowałem dziewczynkę spod samochodu. Próbowaliśmy podnieś auto do góry, trzeba było użyć lewarków – opowiada kolejny mieszkaniec. I dodaje: - Każdy z nas nie ma pojęcia jak to możliwe, że nie było reakcji, nie było zatrzymania się.

Tymczasem w domu rodziny Laury toczy się codzienna walka o zdrowie dziewczynki. Oprócz rehabilitacji opieka sprawowana jest przez rodziców non stop.