Uwaga!

odcinek 7936

Uwaga!

Adwokat od „trumny na kółkach” wciąż na wolności. Kiedy rodzina doczeka się sprawiedliwego wyroku?

Wracamy do sprawy tragicznego wypadku na Warmii i adwokata, który zasłynął wypowiedzią o "trumnach na kółkach". Mężczyzna wciąż jest na wolności. "Nie możemy zamknąć żałoby. To nie powinno ciągnąć się 4,5 roku" - mówi córka jednej z ofiar.

Proces znanego, łódzkiego adwokata toczy się już piąty rok. 46-letni dziś prawnik oskarżony jest o spowodowanie wypadku drogowego, w którym zginęły dwie osoby. Mężczyzna, tuż po tragedii, opublikował w internecie nagranie, które obiegło całą Polskę. Paweł K. obarczył winą za to, co się stało, ofiary – dwie kobiety, które w przeciwieństwie do niego podróżowały leciwym samochodem.

"To była konfrontacja bezpiecznego samochodu z trumną na kółkach", mówił Paweł K. w nagraniu.

Mimo olbrzymiego społecznego oburzenia po publikacji, przed sądem obrońca Pawła K. użył bardzo podobnego argumentu.

- Zwróćmy uwagę na ogromną dysproporcję, bo do zderzenia samochodów doszło i to niewątpliwie, uszkodzeń samochodu Audi i samochodu Mercedes. Straszliwy skutek pań jadących audi. Żaden skutek jadących mercedesem. I teraz: Czy tego rodzaju skutek może obciążać nawet winnego określonego zdarzenia, może bezpośrednio rzutować na przyjętą kwalifikację prawną? - pytał Kazimierz Pawelec, obrońca Pawła K.

Słowa te w rozmowie reporterem Uwagi! skomentował pełnomocnik rodzin ofiar wypadku.

- Posłużę się dość brutalnym przykładem. A co, gdybyśmy rozmawiali o panu Pawle K. w mercedesie i paniach na przejażdżce rowerowej? Kwestia dotycząca skutku w postaci śmierci jest wyłącznie wypadkową działania oskarżonego – zaznacza mecenas Karol Rogalski.

Wypadek na Warmii

Do tragedii doszło we wrześniu 2021 roku pod Barczewem na Warmii. Prowadzony przez Pawła K. luksusowy mercedes uderzył czołowo w prawidłowo jadące w drugą stronę audi 80. Obie podróżujące audi kobiety – babcie wracające z wizyty u wspólnych wnuków – zginęły na miejscu. W mercedesie nikomu nic się nie stało.

- Samochód Audi przed zdarzeniem przeszedł wszystkie niezbędne badania techniczne. Dopuszczony był do ruchu drogowego – mówił w sądzie Daniel Brodowski z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

„Fajnie, kupiłem sobie auto za 3 tys. złotych. No i co? Cieszysz się, że kupiłeś auto za 3 tys. złotych? A nie lepiej wziąć kredyt, pożyczyć od kogoś kasę, poczekać, uzbierać i kupić bezpieczne auto?”, mówił tuż po wypadku Paweł K.

W organizmie prawnika wykryto ślady kokainy

Okazało się, że kiedy doszło do wypadku, łódzki prawnik wracał z rodziną z wesela. Był trzeźwy, ale w jego organizmie wykryto ślady spożywania poprzedniej nocy kokainy. W rozmowie z reporterką Uwagi! oskarżony adwokat tłumaczył się z zażycia narkotyku w przedziwny sposób.

- Świadomie tego środka odurzającego nigdy nie przyjmowałem. Nie kwestionuję wyników tego badania. Zdaję sobie sprawę z tego, że zapewne zaraz zobaczę ogromne oczy pani redaktor, jak to powiem, ale dla mnie jedyne wytłumaczenie jest takie, że ktoś być może sobie samemu wsypał to do, nie wiem, coli, do jakiegoś innego napoju. Być może gdzieś niechcący wziąłem czyjąś szklankę i akurat trafiłem na taką – mówił Paweł K.

- Wysoki sądzie nikt kokainy nie wsypuje do coli. Kokainę przyjmuje się wyłącznie poprzez wziew, poprzez tak zwane wciągnięcie do nosa. Nie ma innej możliwości niż świadome przyjęcie przez oskarżonego środka odurzającego. Nie wpływa to na kwalifikację, ale na ocenę psychomotoryki. Oskarżony niewłaściwie przygotował się do drogi – mówił w sądzie Karol Rogalski, pełnomocnik rodzin ofiar wypadku.

- Ten człowiek i kpił sobie z nas, i śmiał się. Do tej pory nie poczuwa się do winy – oburza się pani Karolina, córka ofiary wypadku.

Oskarżony prawnik od początku nie przyznawał się do winy. Podczas jednej z rozpraw kategorycznie zaprzeczył, że zjechał na przeciwległy pas ruchu.

Wyrok: 2 lata więzienia

Za spowodowanie śmiertelnego wypadku grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. W kwietniu zeszłego roku olsztyński sąd rejonowy uznał Pawła K. winnym spowodowania tragedii i skazał na 2 lata więzienia. Choć dodatkowo sąd ukarał adwokata zakazem prowadzenia pojazdów do czasu zakończenia postępowania, nie zabrał mu prawa jazdy.

- To kuriozalna sytuacja, naprawdę niespotykana w moim 15-letnim doświadczeniu – podkreśla mecenas Karol Rogalski. I dodaje: - Zacytuję: „Nakazuje się podejrzanemu na etapie postępowania przygotowawczego i oskarżonemu na etapie postępowania sądowego powstrzymywanie się od prowadzenia samochodu”. I wiem, że jeździ autem.

W ciągu blisko pięciu lat od wypadku oskarżony adwokat miał wiele innych problemów z prawem, m.in., aby uzyskać dostęp do akt śledztwa dotyczącego pewnej grupy przestępczej, Paweł K. miał się zatrudnić jako obrońca jednego z podejrzanych. Potem

próbował przekazać zdobytą wiedzę innemu gangsterowi. Pod koniec zeszłego roku został za to skazany przez łódzki sąd.

- Nieprawomocnie orzeczono karę jednego roku i 10 miesięcy ograniczenia wolności polegającą na obowiązku nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin w stosunku miesięcznym, orzeczono również środki karne w postaci zakazu wykonywania zawodu adwokata przez trzy lata – mówi Grzegorz Gała, rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi.

Pięć postępowań dyscyplinarnych

W samorządzie łódzkiej Palestry toczy się aż pięć postępowań dyscyplinarnych dotyczących Pawła K., ale formalnie wciąż jest on adwokatem.

- Obecnie pan Paweł K. nie wykonuje czynności zawodowych, nie wykonuje zawodu adwokata. Jest to związane z zawieszeniem go, tymczasowym, w czynnościach zawodowych, które to zawieszenie związane jest z postępowaniem karnym – mówi Magdalena Strzelecka-Miziołek, rzecznik Sądu Dyscyplinarnego Okręgowej Izby Adwokackiej w Łodzi.

- Drugą kwestią jest jeszcze kwestia kary, która została wobec niego orzeczona przez wyższy sąd dyscyplinarny, kary dwóch lat zawieszenia w czynnościach zawodowych. Ta kara również jest wykonywana. To kara za wypowiedź o „trumnie na kółkach” – dodaje sędzia Magdalena Strzelecka-Miziołek.

Od wypadku na Warmii minęło blisko pięć lat, ale proces wciąż się toczy. Od pierwszego wyroku odwołały się obie strony: obrona żąda jego uchylenia, a prokurator i rodziny ofiar - o wiele surowszej kary. Sprawa apelacyjna odbyła się dopiero teraz, bo – jak się okazało - przez ostatnie dziewięć miesięcy olsztyński sąd wysyłał pisma do oskarżonego na zły adres.

- Sąd już dawno powinien wydać sprawiedliwy wyrok. To nie powinno ciągnąć się 4,5 roku. Cały czas wracamy do tego, tak naprawdę nie możemy zamknąć żałoby, bo cały czas to się za nami ciągnie – mówi pani Karolina.