8-latek wyrzucony w piżamie na mróz. Rodzice zastępczy mieli pod opieką jeszcze sześcioro dzieci
- 8-latek wystawiany był w samej piżamie, boso na mróz. Wskazał też, że był wobec niego stosowany długi, drewniany kij - podaje prokuratura. Rodzice zastępczy i mężczyzna, który z nimi mieszkał, usłyszeli zarzuty.
- Oddałam dzieci zgodnie z postanowieniem sądu. Myślałam, że w dobre ręce. Pani Karolina twierdziła, że są u niej bezpieczne, okazało się inaczej – ubolewa pani Bibiana.
Wstrząsające nagranie z chłopcem stojącym na mrozie
Piekło, którego doświadczył syn pani Bibiany w rodzinie zastępczej, wyszło na jaw dzięki nagraniu, które trafiło na policję.
- Na nagraniu widać, jak bosy, mały chłopiec w samej piżamie stoi na śniegu – mówi sierż. sztab. Bartłomiej Arcimowicz z Komendy Powiatowej Policji w Zgierzu.
- Wszyscy policjanci byli wstrząśnięci - przyznaje sierż. sztab. Bartłomiej Arcimowicz.
- Autorem nagrania był świadek, który przejeżdżał obok domku letniskowego, w którym ta rodzina znajdowała się przejazdem – dodaje funkcjonariusz.
Rodzina zastępcza, o której mowa, w domku spędzała ferie. Kiedy wrócili do swojego domu, przyjechała do nich policja, by zapytać o chłopca.
- Tłumaczenia były dosyć pokrętne. Matka zastępcza twierdziła, że dziecko może znajdować się na terenie Łodzi u swojej ciotki, a w pewnym momencie chłopiec wszedł do lokalu – mówi sierż. sztab. Bartłomiej Arcimowicz. I dodaje: - Chłopiec posiadał liczne zasinienia na buzi, na odkrytych częściach ciała.
Sprawą zajęła się prokuratura.
- Chłopiec wskazał, że był wobec niego stosowany długi, drewniany kij, na przykład za to, że nie skompletował bielizny – mówi Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej w Łodzi. I dodaje: - 8-latek wystawiany był w samej piżamie boso na mróz. Ale mówimy też o szeregu innych zachowań, na przykład klęczeniu nago z wysuniętymi rękami przy trzymaniu jakiegoś przedmiotu.
- Nie wyobrażam sobie i nawet nie chcę sobie wyobrażać, co moje dziecko musiało tam przejść. To potwory – denerwuje się pani Bibiana, biologiczna matka chłopca.
Kobieta walczy o odzyskanie dzieci. Jej 8-letni syn i jego młodsza siostra trafili do rodziny zastępczej w październiku ubiegłego roku. Według sądu, matka nie zapewniła im właściwej opieki. Miała unikać kuratora i wizyt lekarskich dzieci.
- Córka nigdy w życiu by takiej krzywdy im nie zrobiła – zapewnia pan Ireneusz, dziadek 8-latka.
Pojechaliśmy do Zgierza w województwie łódzkim, gdzie mieszkali rodzice zastępczy, Karolina i Dawid, którzy opiekowali się łącznie siedmiorgiem dzieci. Rozmawialiśmy z ich sąsiadami.
- Nie słyszałem krzyków czy pisków, było tam dużo dzieci, ale nie rzuciło mi się w oczy, żeby było coś nie tak – słyszymy od jednego z mieszkańców.
Dotarliśmy do mężczyzny, który osobiście znał rodzinę. Powiedział, że z małżeństwem mieszkał jeszcze inny mężczyzna o imieniu Tomasz - razem z córką.
- Dawid był w tym wszystkim wycofany. Oni tworzyli jakiś dziwny związek. Jednego przedstawiała jako męża, a z drugim się obściskiwała. Ten Tomek był bardziej cwaniakowaty – mówi nasz rozmówca.
- To wyglądało tak, jakby ten drugi mężczyzna był mężem pani Karoliny. Nawet słyszałam, jak ten mężczyzna do pani Karoliny mówił: „Dziubek” – wspomina pani Bibiana.
Siniaki na ciele 8-latka
Jak twierdzi pani Bibiana, w pewnym momencie matka zastępcza zaczęła utrudniać jej kontakt z dziećmi. Ostatnie spotkanie odbyło się na krótko przed interwencją policji w rodzinie zastępczej.
- Nie wiedziałam, co się u dzieci dzieje. I pojechaliśmy do nich znienacka. Syn miał zadrapania i siniaka. Karolina stwierdziła, że on się podrapał. Pytałam syna, co się stało, ale on powiedział to samo. Jednak będąc tam, nie mogliśmy zostać sami z dziećmi. Karolina ciągle przy nas była – mówi kobieta.
Starania o status rodziny zastępczej
Jak się okazało, zanim jej dzieci trafiły do Karoliny i Dawida, małżeństwo starało się o status rodziny zastępczej zawodowej w kilku powiatach. Uzyskali go w ośrodku pomocy społecznej w oddalonych o ponad 200 kilometrów Świętochłowicach, pomimo ostrzeżeń z ośrodka w Zgierzu.
- W procesie ubiegania się o status rodziny zawodowej nie wzbudzili naszego zaufania na tyle, żebyśmy zdecydowali o powierzeniu tej rodzinie dzieci – mówi Jacek Czekalski ze Starostwa Powiatowego w Zgierzu. I dodaje: - Chodziło m.in. o brak współpracy, zatajanie niektórych informacji przed PCPR w Zgierzu. Podejrzenia naszych pracowników wzbudził fakt, że ta rodzina ubiegała się również o ten status w dość odległych powiatach. Na jakiej podstawie wzbudzili zaufanie w Świętochłowicach, tego nie wiem.
Wygląda na to, że motywacją rodziny były pieniądze. Wynikające z przepisów prawa miesięczne wynagrodzenie dla rodziny zastępczej zawodowej to kwota minimum 4 100 zł. Oprócz tego rodzina zastępcza otrzymuje świadczenie na każde dziecko w wysokości 1 517 zł i 800 plus. Miesięcznie, przy siedmiorgu dzieci, rodzina zastępcza mogła dostawać minimum 20 000 zł.
- Tam było wysługiwanie się tymi starszymi dziećmi, na zasadzie: przynieś, zanieś, pozamiataj. A dorośli zajmowali się swoimi rzeczami – mówi pan Ireneusz.
O niepokojącą sytuację w rodzinie zastępczej zapytaliśmy szkołę, do której chodziło rodzeństwo.
- Dzieci były u nas od listopada do końca stycznia. To za krótki czas, żeby zaobserwować coś niepojącego. Już po feriach do nas nie wróciły. Ponadto frekwencja tych dzieci nie była wysoka. Reagowaliśmy, kiedy dzieci nie było w szkole, ale ci państwo tłumaczyli to problemami zdrowotnymi dzieci – mówi dyrektor placówki.
Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, dzieci nie chodziły do szkoły, dopóki nie zeszły siniaki. O to, dlaczego nikt nie zauważył przemocy w rodzinie, chcieliśmy zapytać w Ośrodku Pomocy Społecznej w Świętochłowicach, który umieścił w tej rodzinie dzieci.
Z placówki odesłano nas do wiceprezydenta miasta.
- Przeszli wszelkie szkolenia, kwalifikację i mogliśmy podpisać umowę – stwierdza Tomasz Kaczmarek, wiceprezydent Świętochłowic.
Skontaktowaliśmy się z kierownikiem ośrodka, który miał bezpośredni kontakt z rodziną.
Urzędnik nie zgodził się na publikację rozmowy, w przesłanym oświadczeniu poinformował, że do czasu interwencji policji, Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach nie posiadał informacji ani sygnałów wskazujących na stosowanie przemocy w rodzinie.
Zapytaliśmy prokuraturę, czy bada, jak działały instytucje odpowiedzialne za kontrole rodziny.
- W tym momencie trwają kwestie formalne związane z rejestracją nowego postępowania, w toku którego te kwestie zostaną zbadane – mówi prokurator Paweł Jasiak.
Rodzice zastępczy i mężczyzna, który z nimi mieszkał, usłyszeli zarzuty znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad 8-latkiem, za co grozi im do 10 lat więzienia.