Mają zwrócić po 40 tysięcy złotych. Za nic. „Nie śpimy po nocach”
Mają oddać po 40 tysięcy złotych. Za nic! Ci, którzy do nich przyszli, obiecali im niższe rachunki i spokój. Dziś bohaterowi naszego reportażu w swoich domach mają chłód, a oprócz tego długi i dużo stresu.
Rządowy program „Czyste Powietrze” powstał, by walczyć ze smogiem, zmniejszyć rachunki za ogrzewanie i poprawić komfort życia obywateli. Niestety, część osób przeżywa koszmar. Zamiast obiecanej termomodernizacji zostali z perspektywą zwrotu wysokich zaliczek, przelanych na konta nierzetelnych wykonawców.
Jedną z firm, które zostawiły, według przekazanych nam informacji, część swoich klientów na lodzie, jest firma Columbus Energy.
- Mieliśmy mieć wymienione okna, źródło ciepła, ocieplenie i założona miała być fotowoltaika. Źródłem ciepła miał być piec na pelet. Dostaliśmy obietnicę, że cały projekt zamknie się w 90 dniach – opowiada pani Monika.
Pomimo zapewnień o szybkiej realizacji zlecenia, firma do dzisiaj nie wykonała żadnych prac.
- Po ostatnich mrozach podejrzewam, że w środku domu mamy około minus 10 stopni – mówi pan Tomasz.
Gigant na polskim rynku odnawialnych źródeł energii
Firma Columbus to gigant na polskim rynku odnawialnych źródeł energii. Jak to się stało, że nie wywiązała się z zawartych z klientami umów? Opowiedziała nam o tym osoba, która pełniła kiedyś w spółce funkcję dyrektora.
- Ta firma to kiedyś była świetnie funkcjonująca firma, dbająca o standardy i klienta. Problem pojawił się w momencie, kiedy dołączyła zewnętrzna firma sprzedażowa – mówi były dyrektor w firmie Columbus Energy S.A.
Nagrania, które niedawno trafiły do sieci, ukazały inne oblicze firmy Columbus. Okazuje się, że metody wpływania na klienta to wypracowany przez sprzedawców schemat.
- Techniki są bardzo agresywne. Używają wielu sposobów manipulacji, wręcz szczycą się tym, że sięgają granic, do których mogą dojść, dopóki klient nie wyrzuci ich z domu. Cel jest jeden – zarobić jak najwięcej pieniędzy – mówi były dyrektor w firmie Columbus Energy S.A.
„Jakby przyszedł do was gość i sprzedawał panele, i powiedział wam o swojej babci, otworzył się przed wami, wiadomo, historia nieprawdziwa, a wy wierzycie w każde słowo, co do was mówi, byście pomyśleli: „No ja pi…, jego babcia miała, my też mamy to, przecież nam mówił o tym wszystkim”, słyszymy na nagraniu.
- Mężczyzna, który do nas przyszedł pokazywał zdjęcia z telefonu, że jego teściowa miała zrobiony dom. Że oni tak pięknie robią, że wykończenie jest eleganckie. Tak to zachwalał, że mąż zdecydował, że podpiszemy umowę – mówią pani Lidia i pan Grzegorz.
Niższe rachunki za ogrzewanie to coś, co skłoniło doświadczone przez życie małżeństwo, do podpisania umowy z firmą. Zamiast oczekiwanego w obliczu choroby męża spokoju, przeżyli rozczarowanie.
- Mąż przeszedł pięć operacji onkologicznych. Przedstawiciel firmy, który do nas przyszedł mówił, że skoro mąż nie pracuje, bo chorował, to będziemy mieli 100 proc. dofinansowania – opowiada pani Lidia.
- Uwierzyliśmy, bo przecież to jest państwowy fundusz. Byliśmy przekonani, że nikt nas nie oszuka – mówią pani Lidia i pan Grzegorz.
Zaliczka przelewana bezpośrednio na konto wykonawcy
Choć umowę z funduszem zawierał beneficjent, 50 proc. zaliczka przelewana była bezpośrednio na konto wykonawcy. Jeśli do wykonania inwestycji nie doszło, fundusz ochrony środowiska wzywał do zwrotu zaliczki, jednak nie wykonawcę, który nie wywiązał się ze swoich zobowiązań, a jego klientów.
- Ktoś dostał nasze pełnomocnictwo i miał to zrobić, a teraz to on nie jest pociągany do odpowiedzialności. Na jego koncie były pieniądze, nie zrobił tego, a nas się będzie teraz obciążać, że mamy to oddać – oburza się pani Lidia.
- Z zwrócić mamy ponad 43 tys. zł – dodaje nasza rozmówczyni.
Rozwiązanie umowy
Gdy firma Columbus przez długi czas nie przystępowała do realizacji przyjętego zlecenia, niektórzy klienci decydowali się na rozwiązanie umowy. Wśród takich osób są pani Violetta i schorowany pan Dariusz, którym niebawem miał minąć obowiązkowy termin ukończenia prac. Ku ich zaskoczeniu, firma nie tylko nie oddała zaliczki, ale też wezwała do zapłaty kary pieniężnej.
- W związku z zerwaniem umowy jest kara za zerwanie umowy w kwocie 1900 zł plus za audyt wykonany w naszym domu, co razem daje kwotę 3130 zł – mówi pani Violetta.
- Od stycznia 2023 roku spółka podpisywała bardzo dużo umów na termomodernizację w ramach „Czystego powietrza”. Przez to, że mieli bardzo dużo braków w dokumentacjach, nie dostawali zaliczek, a musieli realizować poprzednich klientów. Skala, z miesiąca na miesiąc, myślę, że była tak duża, że przestali nad tym panować. Firma zaczęła konsumować, zaczęła wypłacać wynagrodzenia. Zaczęła spłacać bieżące zobowiązania za zaliczki beneficjentów – opowiada były dyrektor w firmie Columbus Energy S.A.
- [Ludzie, którzy odpowiadają za sprzedaż – red.] to najczęściej chłopcy w wieku dwudziestu lat dorobili się pierwszego porsche, pierwszego rolexa i mają w tej chwili po dwa, trzy mieszkania. Dzisiaj sprzedają fotowoltaikę, kiedyś sprzedawali garnki, a za pół roku mogą sprzedawać coś zupełnie innego u innego klienta – dodaje były dyrektor.
„Albo jesteś niewolnikiem albo panem”
O systemie wartości i sposobie myślenia niektórych ludzi zasilających szeregi firmy, opowiedział nam mężczyzna, który przed dwoma laty uczestniczył w ich spotkaniu.
- Wychodzi dyrektor i mówi do tych ludzi: „Albo jesteś niewolnikiem albo jesteś panem. Jak chcesz być niewolnikiem, to rób za grosze w jakiejś firmie. A jak chcesz być panem, to idź i sprzedaj im instalacje, sprzedaj kwit, podpisz, naciągnij ich” – opowiada nasz rozmówca. I dodaje: - Padło też zdanie: „Słuchajcie, nie wiem, jak długo ta branża będzie jeszcze żyła, więc sprzedawajcie i zarabiajcie pieniądze. Kupcie sobie sportowy samochód, bo w razie jak trzeba będzie uciekać, to lepiej sportowym samochodem, a nie jakimś gratem.
Razem z bohaterami naszego reportażu, zdecydowaliśmy się złożyć wizytę w krakowskiej siedzibie firmy. Po niemal półgodzinnym oczekiwaniu, w końcu zszedł do nas jeden z pracowników, wręczając kontakt do biura prasowego.
Po wyjściu z siedziby firmy, otrzymaliśmy telefon z biura prasowego z zapewnieniem, że nasi poszkodowani zostaną umówieni na indywidualne spotkania z dyrekcją.
W odpowiedzi na nasze pytania, firma zapewniła natomiast, że zaistniała sytuacja „jest konsekwencją szerszych problemów systemowych, z którymi mierzy się dziś cały rynek realizujący inwestycje w programie „Czyste Powietrze”, a przedstawione na opublikowanych nagraniach zachowania są całkowicie sprzeczne ze standardami i wartościami, do których dąży Columbus Energy.
Łatanie dziur, które pozwoliły na bezkarne wyłudzanie pieniędzy
Columbus to niestety tylko jedna z wielu firm, które pobrały zaliczki, a nie zrealizowały podpisanych umów. Liczba wszystkich nierozliczonych zaliczek w programie "Czyste Powietrze", to obecnie około 13 tysięcy, a ich suma opiewa na kwotę blisko 750 milionów złotych. Gigantyczna skala nieprawidłowości skłoniła Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska do reformy programu i załatania dziur, które pozwoliły na bezkarne wyłudzanie pieniędzy.
- Wszystkim beneficjantom, z którymi się spotykam mówię, że mają prawo czuć się zaniepokojeni w sytuacji, kiedy nie ma realizacji. Zgłaszajcie takie sytuacje do odpowiednich organów, czyli policji i prokuratury. Te osoby powinny też poinformować o tym wojewódzki fundusz, od którego dostały dofinansowanie. To na pewno pomoże wszystkim stronom na szybszą reakcję i zwrócenie uwagi, że taki proceder ma miejsce
na danym rynku – mówi Robert Gajda z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiedziało niedawno wprowadzenie specustawy. Jej projekt zakłada ona m.in., że poszkodowani przez nierzetelnych wykonawców, będą mogli zostać zwolnieni z obowiązku spłaty nierozliczonych zaliczek.
- Ze strony ministerstwa dołożymy wszelkich starań, żeby to było jak najszybciej. Mamy nadzieję, że chodzi o kilka miesięcy – mówi Marek Pogorzelski z Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
- Jest ciężko, nie śpimy po nocach, denerwujemy się bardzo, bo przecież myśmy nikomu tych pieniędzy nie wzięli. Myśmy ich nawet ich nie dostali, a musimy je zwrócić, to bardzo niesprawiedliwe – kwitują pani Lidia i pan Grzegorz.