Uwaga!

odcinek 7931

Uwaga!

Ofiary przemocy domowej bezskutecznie błagają o pomoc! Kto pomoże dręczonym kobietom?

Zastraszane, katowane, a w skrajnych przypadkach nawet - zabijane. Tylko w ubiegłym roku z rąk męża lub partnera zginęło w Polsce aż 61 kobiet.

W zeszłym roku doszło do ponad 60 zabójstw kobiet z rąk ich byłych partnerów. W tym roku z tego samego powodu zginęło już 12 kobiet.

- 90 proc. przypadków zabójstw z polskiej mapy kobietobójstw to są zabójstwa z rąk partnerów, z rąk osób, które je znały. Wcześniej miała miejsce przemoc, zakładane były Niebieskie Karty – mówi kryminolożka Alicja Serafin, autorka raportu „Kobietobójstwo w Polsce”. I podkreśla: - To pokazuje, że mechanizm antyprzemocowy, który u nas w kraju funkcjonuje, w praktyce nie działa.

Historia pani Anny

Pani Anna jest jedną z kobiet, które zdecydowały się opowiedzieć redakcji Uwagi! o przemocy domowej.

- Jak byłam w 6. miesiącu ciąży, dostałam w twarz. Z całej otwartej ręki, aż miałam szum w uszach – mówi nasza rozmówczyni.

- Jak dowiedział się, że szukam mieszkania, żeby od niego odejść, dostałam w twarz z pięści, całą buzię miałam rozwaloną. On trzaskał wszystkim, wszystko rozwalał. Dzieci bardzo płakały, córka uciekała pod biurko i zatykała uszy – opowiada pani Anna.

Mąż naszej rozmówczyni usłyszał wyrok w zawieszeniu za znęcanie się nad żoną. Kobieta wraz z dziećmi wyprowadziła się z ich rodzinnego domu i wystąpiła o rozwód. To jednak nie powstrzymało agresji byłego partnera.

- Przychodziły wiadomości, przykładowo, jeśli dobrze pamiętam: czy uszykowałam sobie trumnę, albo że tylko tory dla mnie zostały – przywołuje pani Anna. I dodaje: - Kiedyś wyłączyłam dzwonki i odłożyłam na szafkę odwrócony telefon. Rano było ponad 40 wiadomości i około 20 połączeń.

- W pewnym momencie zaczął znajdować jakieś filmy porno i kobiety bardzo podobne do mnie. Wszystkim wmawiał, że to jestem ja – opowiada nasza rozmówczyni.

Śmierć pani Katarzyny

Podobną historię przemocy opowiedzieliśmy niedawno w Uwadze! Pani Katarzyna z jednej z wsi pod Warszawą padła ofiarą swojego byłego męża, który zamordował ją w biały dzień w jej szkole językowej.

- Wszedłem do pokoju i zobaczyłem mamę, jak siedzi i trzyma się za szyję - opowiadał w rozmowie z reporterem Uwagi! pan Bartosz, syn zamordowanej pani Katarzyny.

- Przyjechało pogotowie i po jakimś czasie powiedzieli, że nie udało się jej uratować – mówiła pani Natalia, pracownica zamordowanej kobiety.

Były mąż przez ponad dwa lata groził pani Katarzynie śmiercią.

„Karmisz się k… swoją mściwością. Dopiero jak twój łeb znajdzie się na śmietniku, przyjdzie spokój”, cytuje jedną z wiadomości pani Beata, siostra pani Katarzyny.

- W którymś momencie przestała jeździć swoim samochodem, bo poszła jakaś groźba, że Robert może zrobić coś z jej autem – mówi Izabela Greszta, dyrektorka Szkoły Podstawowej w Woli Krakowiańskiej.

- Niejednokrotnie spała u znajomych. Jeżeli człowiek nie czuje się bezpiecznie we własnym domu, to chyba najgorsze z zagrożeń – mówi pani Natalia.

Ocena ryzyka spełnienia groźby

Z kolei były mąż pani Anny miał próbować zepchnąć jej samochód do rowu.

- Pani prokurator powiedziała, że ona chyba będzie tę sprawę umarzała, bo stwierdziła, że jestem taka trochę chwiejna i niepewna tego, co chcę, bo powiedziałam im, że mi chodzi o to, żeby mieć spokój i nie bać się tego człowieka. Tylko, że powiedziałam też, że nie chodzi mi o to, żeby on poszedł do więzienia, a by naprawdę dał mi spokój. Spytałam: Czy on ma mnie zabić, czy ja mam jego? Jak to długo ma się to ciągnąć? – opowiada kobieta.

Zdaniem ekspertki, autorki raportu „Kobietobójstwo w Polsce”, w sprawach dotyczących gróźb i przemocy dużo zależy od oceny ryzyka, której dokonuje policjant przyjmujący zgłoszenie.

- To jest kwestia człowieka, który być może nie miał szkolenia z przeciwdziałania przemocy domowej. Być może brakuje mu odpowiedniej wrażliwości, bo to też pokrzywdzone często zgłaszają – mówi Alicja Serafin. I dodaje: - Były takie przypadki, gdzie przemoc była bagatelizowana na wcześniejszych etapach, w efekcie spowodowało to później, że niewłaściwa ocena ryzyka doprowadziła do zabójstwa.

Pani Katarzyna, która zginęła z rąk partnera, wcześniej przez ponad dwa lata zawiadamiała policję o groźbach, jakie otrzymuje od byłego męża. Policjanci niewiele jednak zrobili w jej sprawie.

- Mówili na przykład, że nic w tej sprawie nie są w stanie zrobić, bo jest sobota – słyszymy od sióstr zamordowanej kobiety.

Tymczasem prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie niedopełnienia obowiązków przez policjantów z komisariatu w Nadarzynie, do którego chodziła pani Katarzyna.

Z wyroków, do których dotarliśmy, wynika, że sądy w Polsce są pobłażliwe dla sprawców przemocy domowej. Choć za kierowanie gróźb karalnych można trafić na 3 lata do więzienia, sądy zwykle orzekają w takich sprawach znacznie łagodniejsze wyroki.

Sąd Rejonowy w Szamotułach za groźby i wyzwiska skazał byłego męża panu Anny na 40 godzin prac społecznych w miesiącu.

- To jest mało. Czytałam, że ktoś dostał 15 lat zakazu kontaktowania się i to by było dobre – uważa pani Anna.

- Uchylam się od oceny, czy ta kara była odpowiednia czy nie, ponieważ nie taka jest moja rola jako prezesa sądu – mówi Łukasz Słomczyński, prezes Sądu Rejonowego w Szamotułach.

Były mąż pani Katarzyny za groźby zabójstwa wobec byłej żony na początku również został skazany na karę ograniczenia wolności, w ramach której miał wykonywać jedynie prace społeczne.

- Ile procent z osób, które formułują te groźby, je spełnia? Jestem w stanie założyć z doświadczenia, że raczej jest to 0 procent – mówi Grzegorz Godzina, prezes Sądu Rejonowego w Pruszkowie.

- Ludzie grożą sobie z różnych powodów, ale co do zasady celem groźby jest to, żeby wzbudzić w innej osobie strach, spowodować jej dyskomfort. Natomiast nikt z tych ludzi nie zamierza tej groźby spełnić – ocenia sędzia Grzegorz Godzina.

- (…) Żeby państwo zadziałało ktoś musi rozpoznać zagrożenie. Tutaj [w przypadku sprawy zamordowanej pani Katarzyny – red.] ewidentnie ktoś zagrożenia nie rozpoznał. Potraktował pana Roberta K. jako jedną z setek tysięcy podobnych osób, które grożą, żeby grozić – mówi sędzia Grzegorz Godzina.