Tego dnia Laura, jak zwykle, pomachała mamie i pobiegła na lekcje. Przed wejściem do budynku, na szkolnym parkingu doszło do tragedii. 8-latka została rozjechana przez wjeżdżającą autem nauczycielkę. Po wypadku dziewczyna nie mówi i nie chodzi.
- Laura kochała tańczyć, śpiewać, robić akrobacje. A kiedy wydarzył się wypadek, wszystko zmieniło się o 180 stopni – mówi Malwina Borkowska, mama Laury.
Dziewczynka nie chodzi, nie mówi, nie połyka. Powinna być uczennicą 4. klasy, a kiedy doszło do tragedii, chodziła do 2.
- Pamiętam, jak tego dnia stanęła uśmiechnięta przed lustrem. Powiedziałam jej: „Laura, wyglądasz dzisiaj pięknie”. I wyjechałyśmy do szkoły. Pożegnała się ze mną i powiedziała, żebym odebrała ją dzisiaj o 13:30, pomachała rączką i pobiegła – wspomina mama Laury.
Główne wejście do szkoły, którym na lekcje wchodzą uczniowie, jest jednocześnie wjazdem na parking dla nauczycieli.
- Laura potknęła się i upadła. Dziecko zaczęło się podnosić, machało ręką, w tym momencie podjechała pani, „schowała” dziecko pod samochodem i kontynuowała jazdę do stanowiska parkingowego, cały czas z dzieckiem pod samochodem – mówi Mariusz Borkowski.
Relację taty Laury potwierdza monitoring, do którego dotarliśmy.
- Dziecko się podnosiło, a ta pani z nim jedzie, nie ma reakcji. Przecież ta pani po tym parkingu jeździła latami – wskazuje tata Laury.
- Gdy ją wyciągnęli, Laura podobno zrobiła tylko duży wdech. W karetce była podjęta próba reanimacji. Zatrzymanie trwało pół godziny, w szpitalu Laura zatrzymała się drugi raz około 18-20 minut – mówi pan Mariusz.
- Jak po raz pierwszy weszłam na OIOM i zobaczyłam dziecko, to było coś strasznego, nie poznałam jej. Była cała spuchnięta – mówi pani Malwina.
Dlaczego doszło do wypadku? Czy nauczycielka mogła nie zauważyć dziewczynki i dlaczego się nie zatrzymała?
Życie Laury i jej rodziny po wypadku
Po wypadku życie rodziny Laury kompletnie się wywróciło, rodzice non stop muszą opiekować się córką, a mieszkanie stało się domowym hospicjum.
- Laura nie ma funkcji przełykania ani odkaszlania, straciła te funkcje i musimy jej w tym pomóc, trzeba zabrać jej ślinę, wydzielinę, która się zbiera, żeby mogła dobrze oddychać – opowiada mama Laury.
Kto ponosi odpowiedzialność za to, co stało się na terenie szkoły - miejscu, gdzie dzieci powinny być bezpieczne?
- Biegła zeznała, że moment przejechania dziewczynki i ciągnięcia powinien być odczuty – mówi Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.
- W oparciu o dowody, oskarżonej zarzucono popełnienie przestępstwa z artykułu 177 paragraf 2 Kodeksu karnego. Chodzi o nieumyślne spowodowanie wypadku w ruchu lądowym, czego skutkiem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu. Za to przestępstwo grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności – mówi prokurator Mariusz Pindera. I dodaje: - Oskarżona nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień.
Parking pod szkołą
Czy kierująca powinna zauważyć dziecko? O sprawę zapytaliśmy byłego policjanta, a obecnie biegłego ds. rekonstrukcji wypadków drogowych.
- Ciężko stwierdzić, czy powstało jakieś martwe pole. Ale jeżeli ono nawet się pojawiło, to przez chwilkę i dalej powinna ją zauważyć – podkreśla Mateusz Strupiński, biegły z zakresu rekonstrukcji drogowych.
- Ruch kołowy, zwłaszcza pod placówką oświatową powinien być wyodrębniony. Dzieci powinny mieć osobne wejście. Nie powinno być takiej organizacji ruchu, gdzie jest to ze sobą połączone. To narażenie dzieci – uważa Mateusz Strupiński.
- W naszej ocenie istnieją poważne wątpliwości, co do tego, w jaki sposób ten parking był zorganizowany – mówi adwokat Maciej Kowalewski. I dodaje: - Po pierwsze, dzieci przechodziły pomiędzy samochodami. Po drugie, nie było tam dyżurów nauczycielskich, podczas którym można nadzorować, jak odbywa się ruch na parkingu.
- Wszyscy, którzy odpowiadają za ten parking – szkoła i gmina, powinni ponieść konsekwencje, bo do tej pory nikt nie poniósł – uważa pani Malwina.
Dlaczego z drogi, którą dzieci wchodziły do szkoły, zrobiono plac manewrowy i miejsca postojowe dla samochodów? Niestety nie udało nam się porozmawiać z nikim z dyrekcji szkoły.
Organem prowadzącym szkołę, czyli organem ją nadzorującym, jest burmistrz.
- Szanując spokój poszkodowanych i osoby, która spowodowała wypadek, a także jej rodziny, samorząd nie ma nic więcej do dodania w tej sprawie oprócz wszystkiego, co padło już dwa lata temu – stwierdził Andrzej Hordyj, burmistrz Bielawy pytany o sprawę przez reportera Uwagi!
- Doszło do wypadku, to nie jest zamierzone działanie, że ktoś specjalnie to zrobił. Uważam, że to, co robicie, to bicie piany, odgrzewanie kotleta. My pomagamy – przekonuje burmistrz.
Burmistrz dodał, że obiekt posiadał wszystkie niezbędne przeglądy, z których wynikało, iż nie ma zagrożeń dla osób z niego korzystających.
Opieka nad Laurą
Rodzice Laury nie mogą pracować, bo oboje czuwają nad córką. Utrzymują się z pomocy - leki, środki i rehabilitacja to wydatek nawet kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie.
- Od sądu oczekuję sprawiedliwości i prawdy, żeby wszyscy, którzy są winni, ponieśli konsekwencje – mówi pani Malwina.
- Chcielibyśmy, żeby ten sen, ten koszmar się skończył. Chcielibyśmy, żeby Laura się wybudziła, żeby jej stan się poprawił, ale wiemy też, że może się to nie wydarzyć – kwituje tata Laury.