10 dni w DPS-ie, które wstrząsnęły życiem chorego i jego rodziny. "Koszmar zamiast wytchnienia"
Pani Małgorzata i jej mąż zajmują się niepełnosprawnym synem przez 24 godziny na dobę. Marzyli, by choć przez chwilę odpocząć. Skorzystali z tak zwanej opieki wytchnieniowej, przekazując na 10 dni syna do jednego z DPS-ów na Pomorzu. - To był koszmar - mówi matka niepełnosprawnego 34-latka.
W połowie zeszłego roku, rodzice 34-letniego Radosława skorzystali z 10-dniowej opieki wytchnieniowej. Pobyt syna w domu pomocy społecznej, który miał dać małżeństwu chwilę odpoczynku od codziennej, bardzo angażującej opieki nad ich synem zakończył się walką o jego życie w szpitalu. Mimo że od pobytu mężczyzny w ośrodku minęło już pół roku, jego rodzicom do teraz nie udało się wyjaśnić, co tam zaszło.
- Zrobili krzywdę mojemu dziecku. Radek prawie stracił życie. Miał sepsę, był odwodniony. Usta miał tak spieczone, że nie można było ich otworzyć – opowiada pani Małgorzata.
- Zadaję sobie pytanie, czy są tam jeszcze osoby, które tak cierpią – zastanawia się dzisiaj kobieta.
34-latek wymaga opieki przez 24 godziny na dobę
Radosław urodził się z wieloma chorobami, w tym porażeniem dziecięcym i autyzmem. Wymaga opieki i nadzoru przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Jego rodzice poświęcili się temu całkowicie.
- Bije się po twarzy i całym ciele. Drapie się i wyrywa sobie włosy i brwi. Ostatnio zaczął strasznie bić się w nocy, trzeba szybko do niego biec – opowiada pani Małgorzata.
- Nawet w mieszkaniu zdarzają się poważne upadki. Trzeba opiekować się nim przez cały czas, na okrągło za nim chodzić – dodaje matka Radosława.
Co to jest opieka wytchnieniowa?
Rodzice 34-latka od dawna marzyli, by odpocząć.
- Opieka wytchnieniowa to było to, na co myśmy całe życie czekali – mówi pani Małgorzata.
Opieka wytchnieniowa to realizowana od kilkunastu lat forma wsparcia dla opiekunów osób z niepełnosprawnością, zapewniająca czasowe zastępstwo w domu lub placówce. Ma to umożliwić im odpoczynek i regenerację. Każdemu opiekunowi należy się nawet do 14 dni takiej opieki rocznie.
Pracownica pomocy społecznej zaproponowała pani Małgorzacie, by ta wysłała Radosława na pobyt w jednym z ośrodków na Pomorzu. 34-latek miał tam trafić na 10 dni.
- W naszym przypadku zakończyło się to koszmarem – ocenia pani Małgorzata. I tłumaczy: - Jak odbieraliśmy Radka, był na wózku, miał schyloną głowę, nie mógł złapać oddechu, oczy uciekały mu do góry. Nie był w stanie stanąć na nogach, jakby nogi były z waty. Zaczął charczeć, tak jakby nie mógł złapać powietrza.
- Powiedziałam do męża, że nie czekamy, bo Radek miał sine usta i trzeba jechać na SOR – dodaje matka 34-latka.
Właścicielka ośrodka twierdziła, że to może być jedynie drobna infekcja i poleciła podanie antybiotyku. Jednak w szpitalu okazało się, że stan syna pani Małgorzaty jest katastrofalny i trzeba walczyć o jego życie. Zdiagnozowano u niego sepsę, zatorowość płucną, bakteryjne zapalenie płuc.
Co gorsze, w szpitalu Radek był już tylko osobą leżącą – na pytanie rodziców, czy jak wyjdzie z tego, to będzie mógł chodzić, neurolog nie dawała na to większych szans.
Kobieta podejrzewa, że nie tylko zaniedbano opiekę nad jej synem w ośrodku, ale mógł być on nawet zapinany w pasy, aby nie stanowił obciążenia dla pracowników.
Po powrocie do domu i wdrożonej rehabilitacji Radosław na szczęście zaczął znowu chodzić.
Kontrole w prywatnym DPS-ie
Tymczasem, jak się dowiadujemy, ten prywatny ośrodek, był dwa lata temu kontrolowany przez urząd wojewódzki i już wtedy wykazano liczne nieprawidłowości. Najważniejszy zarzut to brak odpowiednich kwalifikacji u opiekunek.
- Kwalifikacje nie były wystarczające, w związku z tym podmiot został wezwany do przeprowadzenia odpowiednich szkoleń, aby pracownicy spełniali ustawowe wymogi – mówi Krystian Kłos, rzecznik Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku.
Skoro wyniki kontroli były negatywne, to dlaczego ośrodek dalej działał?
- Podmiot zobowiązał się, że naprawi zgłoszone uchybienia – tłumaczy Krystian Kłos.
A czy obecnie kadra DPS-u ma odpowiednie szkolenia?
- Trwa weryfikacja, jeśli chodzi o przeprowadzenie tej kontroli – stwierdza rzecznik urzędu wojewódzkiego.
Urzędnicy, poruszeni historią Radosława, zadeklarowali, że przeprowadzą w najbliższym czasie kolejną kontrolę w ośrodku.
Właśnie z tym DPS-em dwa lata temu Kościerzyńskie Centrum Usług Społecznych, realizując program pomocy wytchnieniowej, podpisało umowę, w ramach której niepełnosprawni byli tam kierowani na kilkanaście dni.
- Przed zawarciem umowy w 2024 roku wybraliśmy się do tego domu pomocy i na miejscu chcieliśmy zobaczyć, gdzie i w jakich pokojach te osoby będą przyjmowane, a także kto będzie je obsługiwać. Udostępnili nam to, pytaliśmy, czy jest odpowiednia kadra – mówi Dorota Wejher, dyrektorka Centrum Usług Medycznych w Kościerzynie.
Pani Małgorzata złożyła zawiadomienie na policji. Funkcjonariusze wszczęli postępowanie pod kątem narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że to nie jedyne postępowanie prowadzone przez policję skupiające się na tym ośrodku.
- Nie chcę żadnych pieniędzy. Chcę, żeby każdy dowiedział się, co to za ośrodek, w jakim stanie mój syn z niego wyszedł. I żeby osoby oddające kogoś do DPS-u, bardziej wszystko sprawdzały, krok po kroku, żeby być pewnym, że nie stanie się krzywda – kończy pani Małgorzata.