Uwaga!

odcinek 7923

Potrącił 14-latkę na pasach, złamał jej kręgosłup i dostał grzywnę. „Po zderzeniu samochód został cofnięty”

6 tysięcy złotych za rozjechanie dziecka na pasach? Ten rażąco niski wyrok dla kierowcy, który staranował 14-letnią dziewczynkę na przejściu dla pieszych szokuje. Rodzice Darii pytają: czy policjanci nie umieli, czy nie chcieli właściwie zabezpieczyć śladów?

Był koniec grudnia 2023 roku. Zbliżała się 6 rano. 14-letnia Daria szła do szkoły. Niestety, doszło do tragedii - nastolatka została potrącona, kiedy zbliżała się już do końca pasów.

- Pamiętam, że szłam do szkoły. Przeszłam pierwszą część przejścia. Rozejrzałam się i zaczęłam wchodzić na drugą część, później nic już nie pamiętam – mówi dzisiaj Daria i zapewnia, że w czasie przechodzenia na drugą stronę jezdni nie miała ani założonych słuchawek, ani telefonu w ręku.

Policjanci w notatce zapisali, że Daria wtargnęła na pasy.

Co robiła policja na miejscu wypadku?

Pan Dariusz jednak od początku wierzył w to, co mówi jego córka, a nie w to, co w notatce zapisali policjanci. Sam zdobył monitoring ze skrzyżowania. Okazało się, że kamery dokładnie zarejestrowały przebieg zdarzenia.

- Spisałem wszystko, co się działo, sekunda po sekundzie – mówi pan Dariusz.

- Córka normalnie się poruszała, normalnym chodem, nie biegła. Jak była na przejściu dla pieszych, nic jej nie przysłaniało. A jednocześnie na nagraniu widzimy, jak nonszalancko poruszał się kierowca. Wynika z tego, że nie patrzył w kierunku, gdzie powinien patrzeć - mówi ojciec Darii.

Daria w wyniku wypadku miała zmiażdżone kilka kręgów.

- Miałam też złamane podudzie i rękę, obojczyk i miednicę – opowiada nastolatka.

- Córka bardzo dzielnie znosiła, to, co ją spotkało – mów pani Agnieszka. I dodaje: - Spędziłam z nią prawie trzy tygodnie w szpitalu, 24 godziny na dobę. Wiem, jak się czuła, jak cierpiała. Ona pewnych rzeczy nie pamięta, pierwszych kilku dni, m.in. jak prosiła o leki przeciwbólowe, bo wcześniejsze nie działały, jak zamykała oczy i z bólu płynęły jej łzy.

Wyrok nakazowy ws. potrącenia na pasach

Rodzina przeżyła szok, dowiedziawszy się, że sąd w postępowaniu nakazowym, czyli bez procesu, skazał kierowcę jedynie na 6 tysięcy złotych grzywny, 5 tysięcy odszkodowania i nie odebrał mu nawet prawa jazdy.

Po tym wyroku ojciec Darii postanowił opublikować nagranie monitoringu w mediach społecznościowych i rozpocząć walkę o sprawiedliwy wyrok, a my podjęliśmy temat po raz pierwsi.

- Przestraszyłem się, że mogą zapadać takie wyroki przy takich sprawach, przy takich obrażeniach, przy takim bólu i cierpieniu, który przeżywała i przeżywa moja córka. Byłem przerażony – tłumaczy pan Dariusz.

Zdaniem ojca poszkodowanej nastolatki, a także jego pełnomocnika, w postępowaniu w tej sprawie jest wiele nieprawidłowości. Te zaczęły się zaraz po wypadku.

- W szczególności jeśli chodzi o zabezpieczenie miejsca zdarzenia, zabezpieczenie dowodów na miejscu zdarzenia, w szczególności dowodów w zakresie poruszania się pojazdu, ale też i jeśli chodzi o świadków – mówi adwokat Andrzej Mucha. I dodaje: - W mojej ocenie, w tym zakresie doszło do pewnych nieprawidłowości.

W wyjaśnieniu tego, co na miejscu robili policjanci, a właściwie tego, czego nie zrobili, kluczowy okazał się monitoring z miejsca wypadku. Ojciec Darii zdobył go zresztą kilka dni wcześniej niż policja.

- W momencie jak policjanci pojawili się w szpitalu, przekonywali mnie do tego, że było ciemno i może się to nie nagrało – mówi pan Dariusz.

Przełom w sprawie

Niedawno nastąpił przełom w tej sprawie. Po zbadaniu postępowania policjantów na miejscu zdarzenia, dwóm z nich prokuratura postawiła zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych.

- Udało się uzyskać opinię biegłego, który ocenił prawidłowość postępowania tych funkcjonariuszy z wewnętrznymi procedurami obowiązującymi w policji. Ta opinia i pozostały korelujący z nią materiał dowodowy jednoznacznie wskazuje na to, że dwóch funkcjonariuszy pionu prewencji, którzy zostali skierowani do zabezpieczenia miejsca wypadku, do momentu przyjazdu funkcjonariuszy ruchu drogowego dopuściło się szeregu nieprawidłowości, które skutkowały przedstawieniem im zarzutów – mówi Dawid Szulik z Prokuratury Rejonowej Katowice-Południe.

- Głównym elementem zarzutu jest nieprawidłowe zabezpieczenie miejsca wypadku, nie zabezpieczało potencjalnych śladów kryminalistycznych. Zwolnili obecnych na miejscu świadków, jednocześnie nie ustalając ich danych. A najistotniejszą okolicznością jest to, że policjanci dopuścili do zmiany położenia pojazdu, którym potrącono małoletnią pokrzywdzoną – dodaje prokurator Dawid Szulik.

Kolejną zagadką pozostaje zachowanie sprawcy, który jest żołnierzem, natomiast jego żona policjantką. Po potrąceniu Darii około minuty nie wysiadał z samochodu. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, w tym czasie wykonał telefon. Do kogo - to pytanie na razie zostaje bez odpowiedzi.

- Tych dwóch policjantów, według naszych ustaleń, nie znało funkcjonariuszki będącej żoną kierującego samochodem, którym potrącono pokrzywdzoną – mówi prokurator Dawid Szulik.

Niedawno nastąpił kolejny zwrot w tej sprawie. Stało się to, czego od początku domagali się rodzice Darii - rozpoczął się proces przed rzeszowskim sądem.

Sąd będzie musiał wyjaśnić wszystkie wątpliwości, które pojawiły się w tej sprawie, w tym tę największą - z jaką prędkością poruszało się auto oskarżonego. Biegły powołany przez prokuraturę stwierdził, że było to 60 km/h przy obowiązującej w tym miejscu prędkości 50 km/h. Biegły, którego powołali rodzice Darii uważa, że było to nawet 80 km/h.

- Samochód po zdarzeniu został cofnięty, czyli ktoś nie chciał pokazać prawdy; tego, jaka była droga hamowania – podkreśla pan Dariusz.

Do ostatecznego wyroku w sprawie wypadku jeszcze co najmniej kilka miesięcy, również przed Darią daleka droga do zdrowia. Przedwczoraj przeszła kolejną operację kręgosłupa.