Uwaga!

odcinek 7922

Wątpliwości wokół fundacji. Gdzie są pieniądze i rzeczy od darczyńców?

Na pozór normalna fundacja, która przez kilka lat miała pomagać potrzebującym. Ale czy tak robiła? Gdzie podziały się pieniądze i dary?

Pani Marta jest w Koninie osobą dobrze znaną. Od ośmiu lat prowadzi Fundację „Sercem Przyprawiona”, która pomaga osobom w trudnej sytuacji. W związku z ostatnią akcją fundacji, wybuchła afera.

Listy od osób potrzebujących?

Osoby potrzebujące pisały listy do fundacji, a ludzie pomagali spełniać opisane w listach marzenia.

- Znalazłam dwa listy starszych pań, dziś mam wątpliwości, czy te panie istnieją. Ale wtedy postanowiłam pomóc – mówi pani Monika.

- Bardzo rozczulił mnie list samotnego taty, który wychowuje nastoletniego syna. Padło, że zepsuła im się 20-letnia lodówka. Skontaktowałam się z fundacją. Napisałam, że chętnie spełnię życzenie tej rodziny – opowiada kolejna nasza rozmówczyni. I dodaje: - Od razu z fundacji dostałam link do konkretnej lodówki, to była lodówka dwuskrzydłowa z kostkarką do lodu i koniecznie w kolorze czarnym.

- Okazało się, że jeden z listów jest napisany charakterem uderzająco podobnym do tego w kilku innych listach – mówi pani Monika. I dodaje: - Proszono mnie o czarne garnki i czarne noże, inny senior prosił o mikrofalówkę, ale koniecznie czarną. Samotny ojciec z synem, którzy nie mają nawet na żywość, poprosili o dwuskrzydłową lodówkę i też koniecznie czarną. Ludzie zaczęli się zastanawiać, czy ktoś nie urządza czarnej kuchni, pytanie kto.

Paczki można było odebrać osobiście, ale fundacja zobowiązała się część paczek wysłać pocztą.

- Skontaktowałam się z panią Martą, zaczęłam dopytywać, kiedy to zostanie wysłane, bo kończył się rok. Padało, że jutro i każdy dzień był kolejnym jutrem. Słyszałam: „Jestem chora” albo „Mam dużo pracy”. Potem, że zostało to wysłane, potem, że jednak nie zostało wysłane. Po czym kontakt się urwał i pani Marta przesłała odbierać telefony – opowiada jedna z naszych rozmówczyń.

Problemy z posiłkami dla potrzebujących

To nie pierwsze problemy fundacji. Pani Marta zaczęła działalność od prowadzenia jadłodzielni, w której przygotowywane były darmowe posiłki dla ubogich. Niestety, już po roku sanepid wykrył nieprawidłowości i nakazał zamknięcie tej placówki.

- Były tam produkty spożywcze po terminie ważności, takie, które nie nadawały się do spożycia. Stwierdziliśmy dość duże ilości żywności, która została wycofana z obrotu – mówi Katarzyna Bąkowska z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Koninie. I dodaje: - Poza tym stwierdzony został niewłaściwy stan sanitarny pomieszczenia, w którym przechowywana była żywność. A część była pogryziona przez szkodniki.

Lokal przeznaczony na jadłodzielnię pani Marcie udostępniło miasto. Kobieta miała płacić tylko za media, ale od początku zalegała z opłatami.

- Umowa w połowie zeszłego roku została zakończona. To oznacza, że fundacja zajmuje lokal bezumownie. Wnioskujemy do sądu, by wydał decyzję o eksmisji, wtedy będziemy mogli wywieźć wszystko, co tam jest i przejąć lokal – mówi Paweł Adamów, wiceprezydent Konina.

Zaległości dotyczyły też innego lokalu - sklepu charytatywnego z używaną odzieżą. Równocześnie pani Marta zbierała w internecie pieniądze na opłacenie rachunków.

„Nie mam żadnych dotacji z urzędu. Mogę to robić tylko dzięki ludziom o dobrych sercach. Jest prośba o każdą wpłatę, o każdą pomoc”, mówiła w jednym z nagrań.

Fundacja finansuje swoją działalność ze zbiórek ogłaszanych w mediach społecznościowych. Pani Marta zarządzająca fundacją od ośmiu lat nie składa sprawozdań z działalności fundacji.

- Nie składałam, bo nie miałam żadnych dotacji. Nie umiałam tego robić. Teraz prawnik ma to wszystko zrobić – stwierdza pytana przez reporterkę Uwagi!

W 2021 roku szefowa fundacji została prawomocnie skazana za oszustwa finansowe. Wykorzystała między innymi osobę z niepełnosprawnością intelektualną - namawiając ją do zaciągnięcia pożyczki.

- Marta U. obiecywała, że to ona będzie spłacała pożyczki i kredyty, przy czym nie wywiązała się z tej obietnicy. Chodzi o ponad 48 tys. zł – mówi Sylwia Lewandowska z Prokuratury Okręgowej w Koninie.

Wróćmy do ostatniej akcji fundacji. Pani Marta nie potrafiła przedstawić wiarygodnych dowodów, że pomoc dotarła do potrzebujących. To sprawiło, że darczyńcy nabrali wątpliwości.

- Osób poszkodowanych może być kilka tysięcy, bo do tego trzeba doliczyć nierozliczone przelewy i bliki – mówi pani Monika.

Pani Marta pytana o rozliczenia, stwierdza:

- Będą.

Pod koniec ubiegłego roku sąd przekazał informację o wszczęciu postępowania o rozwiązanie fundacji bez przeprowadzania postępowania likwidacyjnego. Ponieważ nie zapadło jeszcze postanowienie fundacja nadal prowadzi działalność. A ostatnią akcją fundacji zajmuje się policja.

- Sprawa tej fundacji budzi ogromne zainteresowanie. Do policjanta, który prowadzi tę sprawę, spływa mnóstwo telefonów i informacji. Postępowanie jest prowadzone w kierunku oszustwa – mówi mł. asp. Sylwia Król z Komendy Miejskiej Policji w Koninie.

- Uważam, że to jest naprawdę cios poniżej pasa w stosunku do dzieci. Mnóstwo ludzi w życiu się zawiodło, a kolejna osoba zrobiła sobie z nich słupa na oszustwo – mówi jedna z naszych rozmówczyń.