Drzewo jak gilotyna! Trzy osoby, w tym 7-latek, nie żyją. "Dlaczego nikt nie poniósł konsekwencji?"
W miejskim parku pod naporem wiatru przewróciło się duże, chore drzewo. Trzy osoby zginęły, w tym 7-letnie dziecko. Choć obowiązek dbania o drzewostan ciąży na pracownikach urzędu miasta, to okazuje się, że winnych nie ma.
- Obraz mojego syna i żony cały czas mam przed oczami. Widziałem, jak drzewo przewróciło się, jak gilotyna. To był ułamek sekundy. To wszystko powraca, każdego dnia. Do tej pory nie odtworzyłem jeszcze żadnego filmu z Tymkiem czy żoną – mówi pan Kazimierz.
Tragedia w Rabce-Zdroju. Trzy osoby nie żyją
Dwa lata temu, na początku kwietnia, żona pana Kazimierza postanowiła wraz ze swoim synkiem odwiedzić krewnego mieszkającego w pobliskim sanatorium. Szła deptakiem przez park, kiedy na nią i na dziecko, a także na 69-letnią kobietę, runęło drzewo. Na miejsce tragedii błyskawicznie przyjechali strażacy i ratownicy medyczni. Obrażenia u chłopca i kobiet były jednak tak duże, że medycy mogli jedynie stwierdzić ich śmierć.
- Żona miała 43 lata, a syn 7 lat. To mój jedyny syn, zawsze jak odprowadzałem go do szkoły, to mówił mi: „Tatuś, miłego dnia” – wspomina pan Kazimierz.
Wszystkie okoliczności tragedii wyjaśnić miała prokuratura. Śledztwo po dwóch latach umorzono. Uznano, że doszło nieszczęśliwego wypadku, w wyniku działania sił natury, bardzo silnego wiatru i dlatego nikt nie ponosi za to odpowiedzialności. Panu Kazimierzowi trudno to zrozumieć, bo drzewo było chore.
- Wziąłem z tego miejsca resztkę korzenia. On się kruszy – pokazuje mężczyzna. I dodaje: - Zabrałem to, bo chciałem mieć dowód na to, w jak fatalnym stanie było drzewo. Nie miało systemu korzennego. Stało siłą woli.
Chorobę feralnego drzewa - jesionu wyniosłego - potwierdziło prokuratorskie śledztwo. Prokuratura dysponowała opiniami biegłych z zakresu dendrologii i mykologii.
- Biegła w opinii dość wyraźnie stwierdza, że mimo że po upadku drzewa widać było zaawansowany proces rozkładu pnia i korzeni, to jednak na drzewie stojącym, gdzie niektóre gałęzie mają jeszcze liście, to taki stan niekoniecznie można było stwierdzić – tłumaczy Jacek Tętnowski z Prokuratury Rejonowej w Nowym Targu.
Jak długo proces chorobowy toczył to drzewo?
- Stwierdziła, że taki proces może trwać 3 do 5 lat – mówi prokurator Jacek Tętnowski.
Jak sprawdzane były drzewa?
Skoro drzewo chorowało, a nadzór nad parkiem zdrojowym, który ma blisko 160 lat, sprawowali miejscy urzędnicy, pojawia się pytanie, w jaki sposób sprawdzali oni, czy
drzewa są zdrowe i czy nie stanowią zagrożenia? Prokuratura to weryfikowała, ale nie dopatrzyła się niedopełnienia obowiązków przez urzędników. Z tym nie zgadzają się pełnomocnicy rodzin ofiar, którzy złożyli zażalenia na postanowienie o umorzeniu śledztwa.
- Całym problemem niniejszego postępowania jest to, czy przed nieszczęśliwym wydarzeniem były prowadzone kompleksowe, regularne, systematyczne przeglądy inwentaryzacyjne, mające zmierzać do tego, czy gmina Rabka-Zdrój wie, jakie ma drzewa w parku, jaki jest ich stan, jakie choroby mogą trawić te drzewa, co się może wydarzyć i jakie może powodować to konsekwencje dla mieszkańców czy turystów – mówi Szymon Goliński, pełnomocnik ofiary Haliny S.
- Ekspertyz nie było, a oględziny były prowadzone w sposób wizualny. Był to jedyny sposób oceny całego drzewostanu w Rabce-Zdrój – dodaje adwokat Szymon Goliński.
Jesiony atakowane są przez choroby grzybowe
Jesiony wyniosłe to drzewa długowieczne, osiągają średnio 30 metrów wysokości. Mogą być jednak niebezpieczne, bo jak mówi nam nasz ekspert, od dwudziestu lat u tego gatunku występuje proces zamierania. Blisko 90 procent całej populacji jesionów w Polsce jest zaatakowanych przez chorobę grzybową.
- Grzyb rozprzestrzenia się po liściach, wnika w liście. Zewnętrze części korony mają dużo suchych gałęzi. Dalej grzyb rozprzestrzenia się poprzez drewno, opanowuje całe drzewo – mówi Maciej Bryczek, arborysta, diagnosta drzew.
- Każde drzewo, które ma uszkodzony system korzeniowy w znaczący sposób, będzie się przewracać. To kilka ton nad naszymi głowami – dodaje arborysta.
- Obecnie jesionami, patrząc na to, że zdarzają się wypadki, że przewracają się, należałoby specjalnie się nimi zająć. Rekomendowałbym, że jesiony, które wykazują takie objawy, doglądać co rok albo dwa – mówi ekspert.
Jak sprawę komentuje urząd?
- Uważam, że staraliśmy się zrobić wszystko, żeby park był bezpieczny, żeby drzewa, które powinny być powycinane, były powycinane, a te, które trzeba było przyciąć, staraliśmy się przyciąć – stwierdza Leszek Świder, burmistrz Rabki-Zdroju.
- Po tej tragedii zostało usuniętych ponad sto drzew z całego parku – wskazuje pan Kazimierz.
Ponad 90 drzew, w tym jesionów, zostało wyciętych w trybie pilnym, a łącznie po tragedii wycięto blisko 200 chorych drzew.
- To, ile zostało wyciętych drzew, mówi o tym, w jakim stanie był ten park, jak był niebezpieczny – zaznacza pan Kazimierz.
Tym bardziej zaskakujące i niesprawiedliwe dla pana Kazimierza było umorzenie śledztwa.
- Powodem umorzenia był brak możliwości przypisania tej winy osobom, które były w jakiś sposób odpowiedzialne, z uwagi na to, że dowiedzieliśmy się, że nie było możliwości przewidzenia skutków, przewidzenia tego, że drzewo upadnie - stwierdza prokurator Jacek Tętnowski.
- Mój świat się zawalił, wszystko robię na siłę. Jeszcze mnie dziewczynki mobilizują, a jak zostaję sam, nie ma ważniejszego tematu niż wypadek – przyznaje pan Kazimierz. I dodaje: - Giną trzy osoby, a sprawcą był wiatr. Drzewa mogą być widocznie dalej suche, martwe i chore, po co samorząd ma wydawać grube tysiące, skoro potem nie ponosi się za to odpowiedzialności.