Uwaga!

odcinek 7906

Matka z trójką dzieci zatruli się czadem. Problemy z instalacją zgłaszano już kilka lat temu

Z 31-letnią matką i trójką jej dzieci od kilku dni nie było kontaktu. Gdy strażacy weszli do mieszkania, znaleźli ich ciała. Według wstępnych ustaleń wynika, że cała czwórka śmiertelnie zatruła się czadem. Czy tragedii można było uniknąć? Jak mówi nam poprzednia lokatorka mieszkania, problemy z instalacją gazową były sygnalizowane już kilka lat temu.

W Chełmnie wszyscy są wstrząśnięci tragedią, do której doszło za drzwiami jednego z mieszkań, w którym mieszkała pani Zuzanna i trójka jej dzieci - 11-letnia Nikola, 7-letnia Oliwia i 2-letni Mikołaj.

Według wstępnych ustaleń, czteroosobową rodzinę zabił tlenek węgla, potocznie nazywany czadem. Bezwonny, silnie trujący gaz najprawdopodobniej od dłuższego czasu wydobywał się z piecyka gazowego. Strażacy znaleźli ciała całej rodziny. Na pomoc było już za późno.

- Dzieciaczki były na łóżkach, a pani obok łóżka. Widok był straszny, nawet dla doświadczonych strażaków. Zupełnie inna sytuacja jest, kiedy ofiarami są dorośli, a zupełnie inna, kiedy ofiarami są dzieci. Większość z nas ma dzieci w podobnym wieku, ja też, więc tego się nie da odzobaczyć – mówi kpt. Kasper Korczak z KP PSP w Chełmnie.

Z rodziną nie było kontaktu

Z rodziną od kilku dni nie było kontaktu. Oliwka i Nikola jeszcze kilka dni temu siedziały w szkolnych ławkach.

- Gdy dziewczynki nie pojawiły się w szkole, nie kontaktowaliśmy się z ich mamą, bo to nie były dzieci, które nagminnie opuszczały lekcje. Mamy teraz sezon grypowy, więc wielu uczniów nie dotarło do szkoły – mówi Agnieszka Cabaj, dyrektorka SP nr 12 w Chełmnie. I dodaje: - Nie przypuszczaliśmy, że mogło się stać coś złego, a już na pewno nie spodziewaliśmy się takiej tragedii.

- Takiej tragedii w szkole u nas jeszcze nie było. Dzieci płakały, wykonały piękne prace dla dziewczynek, rysowały serduszka dla Oliwki – mówi Ewa Modrzyńska, wychowawczyni 7-letniej Oliwii.

Oliwia była uczennicą pierwszej klasy. Rysunki dla niej wiszą teraz w jej sali lekcyjnej. Nikola, jej siostra, chodziła do klasy piątej. W związku z ich śmiercią uczniowie zostali objęci pomocą psychologiczną.

- Nikola była bardzo spokojną i grzeczną dziewczynką. Miała bardzo dobre relacje z klasą, szczególnie z dziewczynkami. Niektórzy nie mogli uwierzyć, że chodzi akurat o ich najbliższą koleżankę – mówi Izabela Błaszyk, wychowawczyni 11-letniej Nikoli.

Ogromne stężenie tlenku węgla

Stężenie tlenku węgla w mieszkaniu było tak wysokie, że strażacy wykryli je jeszcze przed wejściem do środka, przy zamkniętych drzwiach.

- Stężenie tlenku węgla było tak wysokie, że to była dawka śmiertelna. Gdyby strażacy weszli tam bez zabezpieczenia, to po kilku wdechach nastąpiłaby utrata przytomności, a następnie śmierć – mówi kpt. Kasper Korczak z KP PSP w Chełmnie. I dodaje: - Nie pamiętam, żebyśmy wciągu ostatnich 15 lat trafili na tak wysokie stężenie.

- Prawdopodobnie mogło to wynikać z awarii piecyka i niewłaściwej wentylacji – dodaje kpt. Korczak.

Rodzina podtruwała się od dłuższego czasu?

Wiele wskazuje na to, że rodzina mogła podtruwać się czadem od dłuższego czasu. Pani Zuzanna od kilku tygodni źle się czuła. Ona i dzieci wymiotowały. Nikt jednak nie podejrzewał, że mogą to być objawy zatrucia czadem.

- To musiało się dziać przez dłuższy czas, bo już w okolicy Sylwestra uskarżała się na złe samopoczucie. Słyszałam, że Zuza źle się czuje, przewraca się, wymiotuje i dzieci też wymiotują. Nawet jej do głowy nie przyszło, że to osłabienia, te wymioty u dzieci pojawiły się od wdychania tego gazu – mówi Elżbieta Roloff, przyjaciółka zmarłej Zuzanny.

- Miała taką sytuację, że się w łazience przewracała. Chodziła taka zaspana. Budziła się popołudniu i nie wiedziała, jaki jest dzień. Cały czas była senna. Jak do niej przychodziłam, to posiedziała trochę, ale potem znowu kładła się spać – opowiada kobieta.

- Myślała, że brakuje jej jakichś witamin. Planowała niedługo iść do lekarza i zrobić badania. Była też u lekarza z małym, bo miał taki straszny kaszel, że aż brało go na wymioty. Lekarz podobno stwierdził, że to jest astma – dodaje.

Problemy były zgłaszane już kilka lat temu

Jak ustaliliśmy, problemy z piecem i instalacją gazową były w tym lokalu zgłaszane już kilka lat temu. Wcześniej mieszkanie wynajmowała pani Karina. Później zamieszkała tam pani Zuzanna z dziećmi.

- Raz w nocy przyjechała gazownia. Ja akurat wtedy byłam za granicą, ale była tam moja przyjaciółka. Przyszła do niej koleżanka i od razu powiedziała, że w mieszkaniu czuć gaz. Ta moja przyjaciółka czuła się senna, bolała ją głowa, więc razem stwierdziły, że muszą zadzwonić do gazowni. Przyjechali, wyłączali piec i zabronili go włączać – opowiada pani Karina.

- To było jesienią, więc było już dość chłodno. Zadzwoniłam do właścicielki mieszkania i poprosiłam ją, żeby coś zrobiła z tą sytuacją. Właścicielka wezwała swojego znajomego gazownika, który powiedział nam, że cała instalacja gazowa jest do wymiany. Już wtedy, czyli 7 lat temu. Nikt nie potraktował tego poważnie. Ten pan po prostu ponownie podłączył piec – wspomina kobieta.

- Powiem szczerze, że ja sobie nie przypominam, żeby ktoś sprawdzał instalację gazową, kiedy tam mieszkałam – dodaje pani Karina.

Czy piec miał ważny przegląd?

Pani Zuzanna z dziećmi wynajmowała mieszkanie od około 5 lat. Nie było w nim czujnika czadu, który mógł uratować im życie.

Próbowaliśmy zapytać właścicielkę o przeglądy pieca i stan instalacji gazowej. Kobieta nie udzieliła nam jednak odpowiedzi.

Prokuratura wszczęła śledztwo w związku z możliwością narażenia rodziny na utratę zdrowia i życia.

- Zgodnie z ustawą to zarządca bądź właściciel obiektu jest odpowiedzialny za to, aby przeglądy instalacji m.in. gazowej były wykonywane co najmniej raz w roku – mówi mł. asp. Agnieszka Stankiewicz, oficerka prasowa KPP w Chełmnie.

Piecyk gazowy był zainstalowany w łazience. Według nieoficjalnych informacji, miał zostać wymieniony kilka lat temu; już w czasie, gdy mieszkała tam pani Zuzanna. Śledztwo pozwoli ustalić m.in., czy moc piecyka była odpowiednia do metrażu mieszkania i stanu wentylacji.

- To była bardzo mała łazienka. To w ogóle było malutkie mieszkanie – mówi pani Karina, poprzednia lokatorka.

- Jak się tam wchodziło, to czuć był taką duchotę. Jak Zuza wychodziła z kuchni do pokoju, to zawsze otwierała okno. W pokoju nie otwierała, ale w kuchni zawsze było uchylone. Zamykała je dopiero, jak szła spać – podkreśla pani Elżbieta.

Czujnik czadu może uratować życie

Tlenek węgla w ubiegłorocznym sezonie grzewczym zabił 42 osoby. Czujnik czadu kosztuje niewiele – od 50 do 150 złotych, a może uratować życie. Pani Zuzannie i jej dzieciom dałaby czas na ucieczkę z mieszkania, które w kilka chwil zamieniło się śmiertelną pułapkę.

- Czujnik czadu niewiele różni się od czujników dymowych. Jest w stanie wykryć już tlenek węgla na poziomie 30-50 ppm i sygnalizuje to głośnym sygnałem – pokazuje kpt. Kasper Korczak. I dodaje: - Taka czujka powinna być w każdym mieszkaniu czy domu, w którym dochodzi do jakiegokolwiek procesu spalania. Niezależnie czy to jest paliwo gazowe, ciekłe czy stałe.

- To może uratować nam życie. Przepisy jeszcze tego nie nakazują, ale my sami powinniśmy zadbać o swoje bezpieczeństwo i kupować takie czujniki. Jeśli my sami o siebie nie zadbamy, nikt inny o to nie zadba – podkreśla strażak.

Właścicielka budynku decyzją sądu została tymczasowo aresztowana na miesiąc. Mieszkańcy budynku, w którym zginęła pani Zuzanna wraz z dziećmi, zostali przeniesieni do innych lokali.